Dortmund znów wielki?

Jakże miłe nam, Polakom, są wydarzenia rozgrywające się za naszą zachodnią granicą. Borussia Dortmund z trzema naszymi rodakami w swych szeregach kroczy na boiskach bogatej i silnej Bundesligi od zwycięstwa do zwycięstwa. W tych ciężkich dla polskiego futbolu czasach, takim faktem możemy się szczycić niezmiernie i powinien nam sprawiać radość nie byle jaką. Postaram się przeanalizować szanse dortmundzkiego, jak dotąd niezawodnego mechanizmu w walce o Mistrzostwo Niemiec.  Powód ku temu jest. W statystyki i historyczne zestawienia nie zaglądałem, ale czy było tak kiedyś, aby trzej Polacy jednego roku, świętowali mistrzostwo ligi o takiej renomie jak Bundesliga?

Miałem przyjemność oglądać wczorajszego wieczora kolejny już ligowy popis ekipy Juergena Kloppa. Na Signal Iduna Park gospodarze podejmowali Hamburger SV. Jak już na pewno wiecie wygrali 2:0, a asystę przy pierwszej bramce zaliczył Łukasz Piszczek, który jako jedyny z trójki Polaków pojawił się wczoraj na murawie od pierwszych minut.  HSV to drużyna z ogromnymi problemami, ale ma jedną ważną cechę, mianowicie nikomu nie gra się z nią wygodnie. W tym sezonie Hamburczycy powstrzymali już wielkich faworytów z Monachium i fantastycznych outsiderów z Moguncji.

I mecz łatwy nie był. Zanim Kagawa po podaniu Piszczka pokonał Drobnego, mecz był niezwykle wyrównany, a piłkarze z Zagłębia Ruhry sprawiali wrażenie nie mających na to, jak ugryźć rywala. Potem wszystko już poszło jak z płatka. Fantastyczna akcja w której udział wzięli Kagawa, Goetze, Grosskreutz, a wreszcie Barrios, dała gospodarzom drugiego gola i spokój w grze. Młodzież trenera Kloppa okazała swą dojrzałość  w trudnych meczach. Zespół złożony w 80% z zawodników w wieku 18-23 lata nie ma na niemieckich arenach sobie równych.  W zespole wszyscy pracują, nie ma świętych krów, co miało miejsce za wcześniejszych trenerów ( patrz: Tinga, Dede, Kringe). Przez ostatnie lata Borussia przed każdym sezonem miała bardzo wysokie ambicje sięgające gry w Lidze Mistrzów, co zazwyczaj kończyło się miejscem w środku tabeli. Teraz dzięki świetnej polityce panów Zorca i Kloppa w Dortmundzie powstał bardzo silny zespół, za bardzo nieduże jak na bundesligowe warunki pieniądze. Dla nas, Polaków ma to również swoje minusy. Teraz, gdy Borussia walczy o mistrzostwo, rywalizacja o miejsce w składzie znacznie wzrosła, czego największą ofiarą jest Kuba Błaszczykowski. Były zawodnik Wisły mimo ostatniej kontuzji jest w bardzo wysokiej formie, ale kiedy się kurował, do składu wskoczył Goetze, wielka nadzieja niemieckiej piłki, a w dodatku nie będąca w gorszej formie od naszego Kuby, mimo znacznie mniejszego doświadczenia. Nieoczekiwanie miejsce w pierwszym składzie wywalczył sobie Piszczek, który rozgrywa sezon życia. Robert Lewandowski wciąż walczy i łatwo mu nie jest. Jako dżoker spisuje się  fantastycznie, ale nie jest to tej klasy zawodnik co Barrios i nie tak uniwersalny jak Kagawa, więc może jeszcze spędzić trochę czasu na ławce.

Wielkimi krokami zbliża się okienko transferowe, które Borussia musi przetrwać bez większych ubytków, aby marzyc o mistrzostwie. Kilkoma zawodnikami interesują się największe kluby Europy. Kagawa, Goetze, Subotić czy Barrios znajdują się na listach życzeń europejskich gigantów z Juventusem i Realem na czele. W internecie krążyły przez pewien czas plotki, że Bayern Monachium jest zainteresowany Mattsem Hummelsem, którego nieco ponad rok temu bez żalu oddał do Dortmundu.

Liga niemiecka jest jednak tak wyrównana, że nie wolno zbyt wcześnie obwieszczać tryumfu. Co prawda nie widać ekipy zdolnej zdetronizować Dortmund z pozycji lidera, ale wszyscy pamiętają przypadek  sprzed dwóch lat, kiedy mistrzem jesieni zostało Hoffenheim, by na wiosnę całkowicie się zaciąć i wylądować ostatecznie na siódmym miejscu. Mistrzem został wtedy Wolfsburg, po rundzie jesiennej……. siódmy. Trzeba jednak przyznać, że jeszcze dwie trzy wpadki i z walki o tytuł wyłączy się Bayern. W Werderze zawodzą kluczowi zawodnicy, a nowi nie mają jeszcze doświadczenia. Budowane za wielkie pieniądze Schalke w lidze nie potrafi zagrać dwóch dobrych meczów pod rząd, a w Stuttgarcie, regularnie grającym ostatnio w europejskich pucharach, niedawnym Mistrzu Niemiec, coraz mocniej pachnie trwogą.

Borussia, która długo była synonimem przeciętności ma teraz swoją szansę. Problemy finansowe sprzed kilku lat spowodowały, że klub musiał się wyłączyć na jakiś czas z walki o najwyższe lokaty w lidze, lecz teraz wszelkie kryzysy zdają być się zażegnane. W polską (oby jak najbardziej) Borussię trzeba wierzyć. Ostatnimi czasy, gorsze drużyny od niej zdobywały Mistrzowską Paterę. Nie mogę uciec od stwierdzenia, że Borussia to taki niemiecki Arsenal w wersji light. W wersji light bo budowany za znacznie mniejsze pieniądze. Jednakże odkąd Arsene Wenger prowadzi politykę opartą na młodzieży, Kanonierzy nie zdobyli żadnego trofeum. Oby w przypadku Borusii było inaczej.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html