Dosyć tych Gran Derbi!

Ostatnie z serii czterech El Clasico w ciagu 18 dni teoretycznie mogło się podobać. Ale tylko teoretycznie. To spotkanie, przynajmniej dla mnie, nie miało już takiej atmosfery piłkarskiego święta.

Nastąpiło to zjawisko, którego obawiali się piłkarscy eksperci – Gran Derbi po prostu nam spowszedniało [Dobrze, że do sierpnia mamy z tym spokój, bo…]. A poza tym źle działała na to starcie nerwowa atmosfera wytworzona przez Jose Mourinho.

Nawet po porażce Barcy w Pucharze Króla bardzo prawdopodobne było to, że w tym właśnie meczu – rewanżu na wspaniale, nawet aż nadto nawodnionej i pięknie przystrzyżonej (czyli po prostu swojej) murawie, piłkarze Guardioli wygrają. A tu niespodzianka – nie wygrali! Wprawdzie mało to ważne, bo przecież i tak pokonali w dwumeczu Real, ale fakt pozostaje!

Według mnie, to było najgorsze z czterech Gran Derbi w wykonaniu Barcelony. Ileż było niedokładności w ich zagraniach i podaniach… aż oczy bolały.Podopieczni Aitora Karanki (a raczej Jose Mourinho, który prowadził zespół z… pokoju hotelowego) mogli to wykorzystać i nawet odwrócić losy całej rywalizacji. Królewscy nie mieli przecież nic do stracenia, zatem nieco się otworzyli (bo musieli). Mogło się to okazać dla nich zabójcze, ale ratował ich Iker Casillas fenomenalnymi interwencjami. Jest wprawdzie jeden plus dla ekipy z Camp Nou – Pedro się przełamał i strzelił gola. Czy będzie to jednak „stałe” przełamanie? Trudno ocenić…

Oczywiście muszę poruszyć kwestię nieuznanej bramki Gonzalo Higuaina. Moim zdaniem, po tej akcji gola absolutnie nie powinno być. Prawidłowo, że akcja została przerwana, ale arbiter winien był przyznać rzut wolny przyjezdnym lub w skrajnym wypadku rozpocząć grę od rzutu sędziowskiego. Javier Mascherano zdecydowanie przeaktorzył. Pewnie gdyby się tak pięknie nie przewrócił, bramka zostałaby uznana. Ale znów wrócę do finału Copa del Rey. Pamiętacie, jak Królewscy wywierali presję na arbitrze? Nawet za byle co biegli z pretensjami do sędziego. Sądzę, że to całe aktorstwo w wykonaniu Alvesa, Busquetsa, Mascherano i reszty to jest „odpowiedź” na zachowanie piłkarzy z Madrytu w finale Pucharu Hiszpanii. Jak wojna to wojna!

Jeszcze jedno. Po tych czterech meczach Realu z Barceloną nasuwa mi się pewien wniosek. Być może jest on trochę subiektywny, ale jest w nim na pewno część prawdy. Jak zapewne wiemy, Jose Mário dos Santos Félix Mourinho to fenomenalny trener, niezwykła postać w historii futbolu. Odnoszę wrażenie, że gdziekolwiek się nie pojawi, to w klubie kibice stają się jego „wyznawcami”. Ze względu na swoją wielkość w świecie piłki, przez respekt dla niego, nie zaprzecza się jego słowom. Gdyby The Special One nie rozpętał afery z arbitrami, z Guardiolą, słowem z całą Barceloną, to prawdopodobnie nikt nie czepiałby się czerwonej kartki dla Pepe, nieuznanego gola Higuaina, aktorstwa graczy Dumy Katalonii, sprawiedliwości w wygrywaniu kiedyś tam… Owszem, byłyby spekulacje i dyskusje, ale na pewno nie na taką skalę.

Niestety, po czterech meczach Barcelona – Real mam ich dość i jednocześnie odczuwam niedosyt. Żadne z nich nie było pięknym spektaklem. Co prawda, pewnie coś zapamiętamy, ale na pewno to nie będzie to, co chcielibyśmy pamiętać. Faktycznie, może z Blaugraną inaczej się nie da grać, ale gdy do tego wszystkiego wmieszały się wcześniej wspomniane nerwy oraz wzajemne oskarżenia, to już w ogóle El Clasico straciło na wartości. Wszyscy powinni się teraz zastanowić, czy warto było zastępować grę na boisku „grą” pozaboiskową. Miało być fantastyczne danie, a wyszło coś przeciętnego i w dodatku jeszcze się odbija…

Dla tych, którzy nie wiedzą, dlaczego następny mecz Barcy z Realem odbędzie się w sierpniu przypominam, że są jeszcze rozgrywki o Superpuchar Hiszpanii. O kurde, przecież tu się gra mecz i rewanż! No to pięknie…

 


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl