Dramat na Camp Nou, Barca słabnie w oczach

Mistrzostwo Hiszpanii i Liga Mistrzów uciekły Barcelonie w 3 dni. Wszystko to rodzi kolosalną ilość pytań o przyszłość zespołu z trenerem Guardiolą na czele. Tiki-taka przestała zdawać egzamin i Blaugrana zaczyna wracać z niebios na ziemię. Może to być przełom w światowej piłce nożnej.

Ale spokojnie, ten wpis będzie przede wszystkim o dzisiejszym rewanżowym półfinale z Chelsea. Wyglądał on niemal identycznie, jak środowy pierwszy mecz na Stamford Bridge i sobotnie El Clasico z Realem. Ściślej ujmując: Piłkarze Dumy Katalonii mieli przytłaczającą przewagę w posiadaniu piłki, ale nie dość, że byli nieskuteczni w ataku, to jeszcze parokrotnie przydarzyły im się wielbłądy w obronie. W ten sposób czar Barcy prysnął.

Rewanż przeciwko The Blues miał jednak szczególnie dramatyczny przebieg. Pierwsze 35 minut absolutnie pod dyktando gospodarzy, a potem na podopiecznych Roberto Di Matteo spadła plaga nieszczęść – dwa gole, a pomiędzy nimi czerwona kartka dla Johna Terry’ego. Moim zdaniem absolutnie słuszna, bo jego zachowanie było po prostu niesportowe, wręcz chamskie (do czego kapitan londyńczyków zdążył nas już przyzwyczaić), choć trzeba przyznać, iż gdyby Alexis się nie przewrócił, to całego zajścia by nie było. Sytuacja i tak pozostanie kontrowersyjna, gdyż z jednej strony zagranie Anglika nie przeszkodziło w rozgrywaniu akcji, lecz był to atak na zawodnika bez piłki z wyraźną intencją zrobienia mu krzywdy. Ja też bym wyrzucił go z boiska.

Jednak jeszcze przed przerwą goście zdołali powstać i otrząsnąć się z katastofy, jakiej doznali. Szybka kontra, podanie do Ramiresa, obrońcy gdzieś z tyłu i bach – 2:1, które już daje finał „Niebieskim” ubranym tego dnia na biało (podobno stroje CFC miały przypominać barcelończykom Real).

Co działo się potem? Nie będę się rozpisywał, bo ciągle było to samo. Ciężko było mi prowadzić „tekstówkę” na żywo, bo obraz gry wyglądał tak:

Znów na Camp Nou zaparkowany został autobus. Jose Mourinho pewnie gdzieś po kryjomu czuje się dumny ze swoich byłych podopiecznych. Ale tym razem do The Blues nie można mieć pretensji, bo cóź oni mogli biedni zrobić?

Wszystko mogło się potoczyć inaczej, gdyby Messi wykorzystał karnego (ale nie mamy stuprocentowej pewności, czy był, więc może sprawiedliwości stało się zadość?), albo gdyby ktoś tam czysto trafił w piłkę… Można tak gdybać i bez końca, ale niczego to nie zmieni. Od kilkunastu miesięcy powtarzam, że Barcelonie potrzebne są wzmocnienia – co najmniej trzy:

  1. Napastnik – taki rasowy strzelec
  2. Środkowy obrońca
  3. Lewy obrońca

Kolejny raz z rzędu było to widać bardzo wyraźnie.

Powstaje teraz bardzo dużo pytań o dalsze losy „więcej niż klubu”. Kto zostanie? Kto odejdzie? Czy Guardiola zachowa posadę? Czy zmieni się styl gry Barcy? To tylko cztery przykłady. Wszystkie je można zawrzeć w trzech słowach, co uczynił mój kolega Mateusz: Quo Vadis, Barca?

A teraz pora oddać honory drużynie Chelsea. Brawa za kondycję i wytrwałość, bo mało komu chce się biegać za piłką przez tyle czasu. Okazuje się jednak, że mając w głowie myśl o wielkim finale można sięgnąć po absolutne rezerwy sił i zostawić całe serce na boisku. Słowa uznania należą się za… celność strzałów! Jak słusznie zauważył nasz redakcyjny kolega, Paweł [udzielający się też dla naTemat.pl], ekipa z Londynu oddała ledwie 4 celne strzały w całym dwumeczu, a po trzech z nich padły bramki! W stosunku do rywala, to miażdżąca statystyka.

Ciepłe słowa dla The Blues także za ochotę to biegania w kontratakach. Bez tego nie byłoby sukcesu. Oklaski dla Fernando Torresa, który zdobył bramkę w tak ważnym meczu. Ostatnio ta czynność nie idzie mu najlepiej, więc na pewno Hiszpan bardzo się cieszy z tego wyczynu.

Osobny akapit na oklaski trzeba zostawić trenerowi Roberto Di Matteo, który, trzeba to otwarcie przyznać, uratował drużynę z sytuacji beznadziejnej. Utarł nosa tym, którzy spisywali Chelsea na straty w połowie lutego. Coraz bardziej podoba mi się jego koncepcja ustawienia zespołu. Może nawet zatarł moją antypatię do tego zespołu… Choć z drugiej strony wyeliminował po kolei trzy drużyny, którym najbardziej kibicowałem w Champions League. Sam już nie wiem, co myśleć… Dziś podałbym mu na pewno rękę, aby pogratulować tego, co już dokonał.

Spójrzmy teraz na ten mecz przez pryzmat samej Ligi Mistrzów – bez sympatii  ani nienawiści do żadnego z klubów. Choć było to niemalże identyczne widowisko, jak w środę, czy sobotę, to jednak widmo awansu do finału dodało znacznie więcej smaczku i emocji do tej rywalizacji. Nerwy i napięcie towarzyszyły nam do samego końca. Czyż nie za to kochamy Champions League?

Na koniec (z powodu późnej pory) zacytuję siebię z facebooka:

Brawo dla Chelsea, która przetrwała taki napór Barcelony, jakby przebiegło po niej stado słoni, antylop, dzików i różnych takich. Gratulacje za awans i dzielną walkę w dziesiątkę na jedenastu.
Tak, smucę się, ale cóż… nikt jeszcze nie wygrał Ligi Mistrzów dwa razy z rzędu…
Niech puentą będą słowa, które napisał Paweł [Szymański]: „Wszyscy sezonowcy którzy kibicowali Barcelonie, bo wygrywała przeniosą się gdzieś indziej.”


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl