Droga krzyżowa Miami Dolphins

Z napisaniem tego tekstu nosiłem się już od kilku tygodni. Motywacją do niego każdorazowo stawał się obrazek, jaki wyświetlał się na ekranie mojego telewizora, tudzież laptopa pod koniec ostatnich meczów Miami Dolphins. Stacje transmitujące NFL zazwyczaj pokazywały tam rozkład najbliższych meczów drużyny, a ten dla ekipy z Florydy wyglądał/wygląda zatrważająco.

Przez kilkanaście dni odkładałem przystąpienie do pisania, jakby czekając na coś co dodatkowo utwierdzi mnie w przekonaniu, że Delfiny są na swego rodzaju drodze krzyżowej. No i stało się, w niedzielę około 22 czasu polskiego miała miejsce ta akcja:

W związku z brakiem ewidentnego dowodu na to, że Dolphins odzyskali piłkę, czwartą próbę przyznano Steelers. Ostatecznie goście wygrali 23-22. Cała sytuacja jest tak szeroko  komentowana, że nie ma sensu się nad nią dłużej rozwodzić. Dowody, na to, że sędziowie spokojnie mogli przyznać piłkę Delfinom znajdujemy między innymi tu. Problem w tym, że sędziowie piłki nie oddali. Tutaj docieramy do meritum tego wpisu, otóż wydaje mi się, że od pewnego czasu los zwyczajnie się przeciw drużynie Tony’ego Sparano odwrócił.

Pierwsza kwestia to oczywiście piekielnie trudny kalendarz, w dużej mierze wynikający z gry w najtrudniejszej dywizji NFL. Jeśli patrzeć tylko na bilans poszczególnych zespołów to w AFC East grają dwie najlepsze ekipy całej ligi, Dolphins i czerwona latarnia z Buffalo. Dzięki temu już na starcie wiadomo, że Miami musi czterokrotnie spotkać z drużynami mającymi mistrzowskie ambicje. Po  jednym pojedynku z Jets i Patriots już rozegrali, oba przegrali, choć co najmniej jedna wygrana była blisko. Oprócz tego na rozkładzie Ronny’ego Browna i spółki były drużyny takie jak: Minnesota Vikings, Green Bay Packers i oczywiście Steelers. Bilans 2-1 na korzyść bohaterów dzisiejszego tekstu. W praktyce kalendarz taki oznacza, że od drugiego tygodnia co 7 dni ( z przerwą na bye week) Dolphins mierzą się z zespołem, dla którego awans do Play Offs to cel minimum na ten rok. Na tym jednak nie koniec, bo najbliższe mecze Miami wyglądają następująco:  8-@Cincinnati 9-@Baltimore, 10 – vs. Titans, 11-@Bears. Tak na dobrą sprawę dopiero w 12. kolejce można by powiedzieć, że Delfiny mają łatwiejszego rywala. Można by… gdyby nie niedzielny występ Oakland Raiders, nakazujący zwrócić na tę drużynę dużo większą uwagę niż dotychczas.

Trudny kalendarz to jednak nie wszystko. Ciężko zwalać na niego wszystkie niepowodzenia, choć zdecydowanie nie ułatwia on pracy sztabowi szkoleniowemu. Po przyjściu Brandona Marshalla wydawało się, że atak Miami jest kompletny. Po poważnej kontuzji wrócił RB Ronnie Brown, w zespole pozostał weteran Ricky Williams. Niespodziewanie jednak doszło do przewartościowania w ofensywie Dolphins. O ile podania, tak jak się spodziewano, stały się groźniejszą bronią niż dotychczas, to kryzys dopadł korpus biegaczy tego zespołu. Brown nie błyszczy już tak jak przed kontuzją (doznał jej w pierwszej części ubiegłego sezonu), Williams także nie może zbliżyć się do osiągnięć sprzed roku. Solidny rozgrywający Chad Henne kiedy trzeba wykończyć drive w red zone lub poprowadzić zwycięską krucjatę w ostatnich sekundach meczu pokazuje jak dużo brakuje mu jeszcze do czołowych QBs. Co gorsza, as w rękawie Sparano – formacja wildcat spowszedniała w NFL i nie jest już żadnym zagrożeniem dla rywali. W zeszłym tygodniu telewizja transmitująca mecz z Green Bay zaprezentowała planszę wieszczącą śmierć wild cata (zagrywki z tej formacji przynoszą zespołowi z Florydy średnio niecałe dwa jardy). Trochę mało jak na ekipę, która niecałe trzy lata temu wygrzebała z zakurzonego strychu playbooka z tą odschoolową formacją. Problemów jest więcej, kiedy w meczu z Patriots wydawało się, że rywal nie ma żadnych argumentów, formacja specjalna oddała rywalom spotkanie, w którym zespół miał inicjatywę.

Obraz nędzy i rozpaczy uzupełnia fatalny bilans meczów domowych. Na Sun Life Stadium w trzech próbach nie udało się jeszcze wygrać. Biorąc to pod uwagę kalendarz, uznany przeze mnie za przeciwność losu, może dla Delfinów okazać się zbawienny: dwa najbliższe spotkania rozegrają z dala od własnych kibiców. Na co jeszcze mogą liczyć kibice z Florydy? Chyba tylko na odwrócenie złej karty, tak by przyzwoita gra częściej niż raz na dwa tygodnie przekładała się na wygrane i by nie powtarzały się sytuacje takie jak ta na filmiku. Co by się nie działo to pewni możemy być jednego, dramaturgia związana z meczami Miami będą towarzyszyć nam do końca sezonu. Delfiny jak mało która ekipa ma ostatnio dar generowania wielkich emocji.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/