Dupowłazy na start!

Franciszek Smuda ma wielką łatwość irytowania kibiców reprezentacji Polski. Dlatego też z łatwością i bardzo regularnie komuś podpada. Podpada z każdym meczem kadry bez postępu w jakości i grze zespołu, wraz z dosłownie każdą swoją wypowiedzią publiczną, wraz z każdą kontrowersyjną i niezrozumiałą decyzją personalną, wynikającą najczęściej z oślego uporu, kompleksów i skrywanych w sobie osobistych żali czy uprzedzeń, a oficjalnie w większości przypadków uzasadnianą żenującym tekstem w stylu „nie, bo nie i koniec”, który wypowiadany jest już oczywiście wielce obrażonym i lekceważącym zarazem tonem.

Obrażanie się, dąsy albo fochy stały się już w przypadku Smudy naturalną reakcją na krytykę. Tak wrażliwego selekcjonera i tak czułego na wszelkie uwagi chyba jeszcze nasza drużyna narodowa nigdy nie miała. Wystarczy choćby jedno trudniejsze pytanie, choćby próba podjęcia rozmowy na niezbyt wygodny dla niego temat i foch gotowy.

Jeszcze nie dawno temu wydawało mi się, że arogancja czy liczne prostackie zachowania „Franza” to jest już jakiś szczyt, że osiągnął apogeum. Tymczasem Smuda coraz śmielej zaczyna ujawniać swój narcyzm. O ile jeszcze z uśmiechem i politowaniem potrafię jakość znieść ten samozachwyt i samouwielbienie, jakie wychodziły z niego zawsze wtedy, gdy wspominał te swoje wielkie sukcesy klubowe, to megalomania w kontekście reprezentacji mnie po prostu wku…wia.

Od kilku miesięcy Smuda lansuje się na ch..j wie jak wielkiego zbawiciela polskiej piłki nożnej. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że słuchając go można odnieść wrażenie, że „Franz” w ten swój mesjanizm na prawdę uwierzył. Coraz częściej w jego zachowaniu i w tym co mówi i jak mówi można zauważyć objawy podobne do tych jakie występują u osób obłąkanych.
Franciszek „44” Smuda, kto by pomyślał, że wieszcz narodowy miał na myśli naszego cygana czarodzieja? No, oczywiście poza samym zainteresowanym, który się pewnie za bardzo tym ani nie przejął, ani nie zdziwił. Ot, taka praca.

Podczas gdy Smuda zaczyna ostro fiksować w mediach, a głównie w prasie można zauważyć ciekawy trend. Póki co najbardziej znani spośród wszystkich mu wiernych dziennikarzy jest dwójka Kołtoń – Godlewski.

Kołtonia po prostu olewam, bo jest on jak dla mnie małym, śmiesznym klakierkiem. W przypadku Adama Godlewskiego to już trochę co innego. Wiadomo, że facet ma jakieś wady, ale ma też kilka zalet, a do niedawna zaliczałem do nich jego zdrowy rozsądek, trafność spostrzeżeń i przede wszystkim niezależność poglądów. Tymczasem już co najmniej od sześciu miesięcy wykorzystuje on „Piłkę Nożną” do tego by na jej łamach móc wcielać się w rolę adwokata Franciszka Smudy. Nie wiem po co, za co czy dlaczego się tak bardzo stara przypodobać Smudzie? Co prawda w dupie mam jego motywy, ale ta propaganda jaką sieje zaczyna już być irytująca. Czy jest to artykuł, felieton czy wywiad autorstwa zastępcy redaktora naczelnego tygodnika, a który dotyczy reprezentacji Polski zawsze sprowadza się on do wszelkich tłumaczeń i usprawiedliwień dla działań Smudy. Godlewski bije już nawet Kołtonia czy Szpakowskiego we włażeniu Smudzie w dupę. Klasyczna wazelina. Cukier w felietonach, cukier w artykułach, cukier w opiniach i jeszcze większy cukier w wywiadach z „Franzem”. Myślałem, że może trochę to sobie wyolbrzymiam, że może przesadzam, że to bez sensu. Ale za każdym razem, gdy tylko poruszał on temat kadry moje wątpliwości malały, aż całkiem zniknęły i już żadnych nie mam.

Widzę też, że już nie wystarcza mu samo argumentowanie i przyklaskiwanie Smudzie i poszedł dalej stając się naczelnym mitomanem wielkości oraz zacności Franciszka Smudy.

Wczoraj udało się nam wygrać skromnie 1-0 z cienką, a nawet bardzo cienką Gruzją i tylko kwestią czasu pozostaje kolejny wysyp pochwał naszej gry oraz myśli szkoleniowej „Franza”. Tymczasem prawda jest taka, że gra naszych reprezentantów była totalnie do dupy. Poza akcją bramkową, która nie jest efektem treningów u Smudy tylko u Kloppa, nasi zawodnicy pokazali, że stoją w miejscu, że ich gra nic a nic nie idzie do przodu. Mieliśmy wielki problem z atakiem pozycyjnym w meczu z ogórkami, a co tu mówić o poważnych rywalach z jakimi przyjdzie nam grać na EURO.

Kołtoń, Godlewski, Iwański i reszta dupowłazów – czas na Wasze wsparcie trenera w potrzebie.


pubsport.pl