Dwa lata zleciały, a efektów … (jeszcze?) brak…

Polska reprezentacja ma ten problem, że jako współgospodarz mistrzostw europy jest skazana tylko na mecze o charakterze towarzyskim. Dokonanie realnej oceny wartości drużyny na podstawie spotkań pozbawionych jakiejkolwiek stawki jest czymś niemożliwym do wykonania.

Chociaż polscy piłkarze na pytania o swoją motywację w meczach sparingowych zgodnie odpowiadają, że jest ona na maksymalnym poziomie, że dla nich nie ma znaczenia charakter spotkania i zawsze oraz z każdym grają na 100% to wiadomo, że w rzeczywistości wygląda to zazwyczaj nieco inaczej. Przecież już sama myśl zawodnika o braku stawki w danym spotkaniu sprawia, że podświadomie nie daje on z siebie 100% i to bardzo często pomimo, że jemu akurat się wydaje inaczej.
Poza tym nawet zakładając, że nasi reprezentanci posiedli umiejętności motywacji, koncentracji i samokontroli do perfekcji, to przecież jest jeszcze drużyna przeciwna znajdująca się przeważnie w sytuacji zupełnie odmiennej od naszej. Dla naszych rywali taki sparing z Polską jest zwykłym meczem kontrolnym, który jest rozgrywany pomiędzy kolejnymi spotkaniami o punkty w eliminacjach ME i tam, w ekipie naszych kolejnych sparingpartnerów jest już bardzo ciężko o maksymalną motywację.

Dlatego takie mecze o pietruszkę nie oddają pełnego obrazu drużyny i nie da się na ich podstawie cokolwiek o niej stwierdzić ze 100% pewnością. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że prawda o sile i potencjale reprezentacji Polski wyjdzie na jaw nie wcześniej niż po pierwszym spotkaniu o punkty na Euro.

Franciszek Smuda i jego zespół grają jednak już od dwóch lat tylko w tego typu spotkaniach, a ponieważ tworzą oni jakby nie było najważniejszy piłkarski team w kraju, to też nie sposób jest tylko oglądać kolejne potyczki i przechodzić obok nich bez większych emocji.
Wiadomo, że mecze reprezentacji elektryzują kibiców i dziennikarzy czy tego chcą czy nie, a to prowadzi do wygłaszania własnych komentarzy, pretensji i uwag odnośnie stylu, taktyki i personaliów.

Osobiście nie mam na temat Smudy i jego decyzji (zwłaszcza personalnych) zbyt dobrego zdania i jest to bardzo delikatnie powiedziane. Zero pozytywów w każdym zagadnieniu dotyczącym tej drużyny – tyle mogę powiedzieć na temat reprezentacji, selekcjonera i dotychczas powoływanych zawodników. Smuda ma jednak tą świadomość, że im bardziej zaskakuje, im bardziej się upiera przy swoim bez żadnego uzasadnienia tym bardziej go dojadą i w mediach i w środowisku po (tfu! tfu!) kompromitacji na Euro. Jeżeli uważa, że wyjdzie z grupy – a to jest już oczywiste, że każdy inny wynik choćby po nie wiem jak bardzo porywającej grze będzie uznany za porażkę – bez Artura Boruca, Michała Żewłakowa, Mariusza Lewandowskiego, Radosława Majewskiego oraz Artura Sobiecha, to jest to jego w pełni świadoma decyzja, a skoro tak to nie ucieknie od odpowiedzialności za jej podjęcie.

Póki co jednak postanowiłem, że spróbuję się od tego zdystansować i nie będę już tak strasznie przeżywał kolejnych powołań. Jest selekcjoner kadry, który ma postawiony jasny i konkretny cel? Jest. Więc uznałem, że szkoda tracić kolejnych nerwów na to, co nasz „Czarodziej” wygaduje, co wyprawia oraz jakich dokonuje wyborów. Poczekam do Euro, a przynajmniej spróbuję.

Ostatni mecz kadry z Meksykiem obejrzałem właśnie w ten sposób – z boku i z dystansem. Wynik końcowy sam w sobie, na papierze nie wygląda wcale najgorzej. Zresztą przed samym spotkaniem uważałem, że na zwycięstwo nas niestety nie będzie stać, ale o remis możemy się postarać. Skończyło się na przyzwoitym 1:1 i niby jest ten rezultat uważany przeze mnie za dobry jeszcze na chwilę przed meczem, a jednak ciśnie się mimo wszystko kilka nieprzyjemnych dla Smudy uwag na język.

Zachowując dystans i po uprzednim ostudzeniu głowy rozgrzanej za sprawą emocji jakie mimo woli u mnie wystąpiły w trakcie i zaraz po meczu z Meksykiem uważam, że kilka ważnych uwag powstałych w wyniku tego spotkania należy wymienić.

1. Asekuranctwo i szukanie sobie alibi przez Smudę na długo przed meczem.
Bardzo mocno wątpię w to, że publiczne wypowiedzi trenera kadry na temat nieobecności kilku zawodników i tego jakim to ogromnym osłabieniem dla całej drużyny ta absencja jest w rzeczywistości nie mają żadnego wpływu na psychikę tych graczy, którzy akurat są zdrowi i zostali powołani. Jak taki Tomasz Jodłowiec czy Kamil Glik ma się niby czuć wysłuchując lub czytając kolejnych narzekań i żali trenera na brak „wartościowych stoperów”, że czeka na paszport dla Perquisa albo, że blok defensywny jest bardzo mocno osłabiony w wyniku braku siedmiu kluczowych zawodników? Jak oni mają nie stracić pewności siebie albo chociaż delikatnie się nie zdołować gdy słyszą takie słowa selekcjonera?
No i właśnie, ta niebywała skala osłabienia drużyny! Siedmiu obrońców zabrakło wśród powołanych na Meksyk i Niemcy! Brzmi faktycznie nieciekawie, a nawet powiedziałbym, że wzbudza współczucie. Tylko, że nawet naciągając bardzo listę nieobecnych zawodników tej formacji nie jest wcale łatwo doliczyć się choćby trzech czy czterech piłkarzy, a już o siedmiu nawet nie wspominając! 1-Piszczek, 2-Boenisch, dalej już trochę naciągany 3-Wojtkowiak, 4-… no właśnie, dwóch podstawowych zawodników faktycznie zabrakło, niech nawet będzie, że i trzech, ale żeby z dwójki czy trójki zrobić siódemkę, to już trzeba być co najmniej ignorantem. Chyba, że w międzyczasie na najwyższy poziom nagle wskoczyli tacy nieobecni jak Hubert Wołąkiewicz, Łukasz Broź albo … i też nawet naciągając na maksa tą listę nie sposób znaleźć aż siedem nazwisk.
Dlaczego się czepiam i wypominam „Franzowi” wspomnianą wypowiedź? Bo nie po raz pierwszy koloryzuje i wyolbrzymia różne zresztą sytuacje, a przede wszystkim z uwagi na ewidentnie negatywny wpływ takich wypowiedzi udzielanych na forum publicznym na zawodników, którzy są akurat zdrowi i mają zagrać w podstawowym składzie, a już o powołanych awaryjnie nie wspominając. Jak taki zawodnik jakim jest doświadczony obrońca Anderlechtu czyli dowołany chyba jako trzeci dopiero z listy rezerwowej Marcin Wasilewski może się w takiej sytuacji czuć przyjeżdżając w ogóle na kadrę? Chociaż to może nie jest najlepszy przykład, bo Marcin to akurat Kozak jeżeli chodzi o charakter czy ambicję, co nie zmienia faktu, że Smuda gdzieś ma poczucie pewności siebie tych chłopaków i ponad to stawia możliwość załatwienia sobie alibi jeszcze na długo przed wyjściem na murawę.

2. Smuda przegapił moment, w którym stał się w pewnym sensie niewolnikiem Ludovica Obranika na pozycji ofensywnego pomocnika.
Taka jest niestety prawda, że powołania dla zawodnika Lille grającego zaledwie ogony w ubiegłym sezonie i w tym obecnym, zupełnie bez względu na prezentowaną formę oraz takie sprawdziany w kadrze jego dublerów, jak wejście Mateusza Klicha na kilka sekund w meczu z Argentyną doprowadziły do patologicznej sytuacji, w której bardzo chimeryczny Ludovic nie ma konkurencji w zespole narodowym. Mierzejewski jest świetnym skrzydłowym ale w środku już nie ma z niego aż tyle pożytku. I to by był koniec nazwisk na tej pozycji …
Jest jeszcze czas na prawdziwe wypróbowanie Radka Majewskiego, który zresztą podobnie jak wielu innych piłkarzy nie dostał prawdziwej szansy na udowodnienie swojej przydatności w drużynie narodowej.

3. Jednak jak się okazało świat prawych obrońców w polskiej reprezentacji nie kończy się na jednym Łukaszu Piszczku.
Marcin Wasilewski udowodnił Smudzie, bo większość fanów chyba nie miała co do tego wątpliwości, że jest bardzo wartościowym zawodnikiem i nic się nie zmienił pod względem mentalnym no i piłkarskim. Walczył, biegał, nie odpuszczał i ani razu nie odstawił nogi dając pokaz wielkiej ambicji i poświęcenia oraz stanowiąc zarazem doskonały wzór do naśladowania dla młodszych kolegów.
Bardzo dobry występ i oby nie ostatni za kadencji Smudy.

4. „Własny styl” lub jak ktoś woli „granie swojej piłki” – obydwa określenia są naszym zawodnikom bardzo obce.
Zero czegoś w stylu „specjalność zakładu”, totalny brak schematów taktycznych, które stanowiłyby znak rozpoznawczy tej ekipy. Drużyna Engela doskonale grała skrzydłami oraz do perfekcji miała opanowane stałe fragmenty gry. Zespoły prowadzone zarówno przez Janasa jak i przez Beenhakkera miały natomiast idealnie opanowaną i wyćwiczoną grę z kontrataku. Każdy z wymienionych selekcjonerów stworzył w pewnym momencie zespół, który charakteryzował się jakimś schematem taktycznym, na którym opierała się cała reszta. I żaden nie potrzebował na pierwsze widoczne efekty więcej niż dwanaście miesięcy. Smuda za to tworzy i buduje już drugi rok i na boisku nic konkretnego i wymiernego nie widać.

5. Rezerwowi bramkarze są bramkarzami rezerwowymi.
Smuda zaklinał się, a tak na dobrą sprawę to teraz też by szedł pewnie ostro w zaparte, że u niego w kadrze nie będzie miejsca dla zawodników grzejących ławkę rezerwowych w swoich klubowych zespołach. Tymczasem nie spodziewał się chyba nawet w snach, że z grających regularnie jego ulubieńców takich jak Szczęsny, Tytoń i Sandomierski na rok przed Euro w podstawowym składzie w klubie będzie grał tylko ten pierwszy. Dwaj pozostali dołączyli więc teoretycznie do grona bramkarskich dublerów na czele z Kuszczakiem, Fabiańskim oraz Załuską.
Głupio wyszło trochę … bo w poważnych zespołach w silnych ligach mamy teraz grającego w Arsenalu Wojtka i … zwycięzcę wewnętrznego pojedynku o bluzę z jedynką w Fiorentinie Boruca …

Chyba po raz pierwszy udało mi jakimś cudem napisać coś o reprezentacji nie jeżdżąc po Smudzie ;). Nie oznacza to jak już wspomniałem zmiany frontu w moim wykonaniu. Jest to dla mnie jakaś próba nerwów i złapania zdrowego dystansu do autorskiego planu wdrażanego od dwóch lat w sposób bardzo konsekwentny uparty przez Smudę, ale już wiem, że pewnie nie uda mi się napisać w podobnym tonie o reprezentacji po kolejnym sprawdzianie z Niemcami.

Porażka nieunikniona zwłaszcza, że w reprezentacji jak to ostatnimi czasy na nieszczęście Smudy i nasze bywa … brakuje podstawowych piłkarzy, a mianowicie wciąż nie może zagrać siedmiu obrońców, a dodatkowo jeszcze wypadło jedenastu pomocników, no i pięciu napastników. Znowu pech. Niestety problemy zdrowotne nie omijają kadry pana trenera Franciszka …
Do tego pewnie dostaniemy w dupę znów grając bez ładu i składu, a stałe fragmenty w naszym wykonaniu największe zagrożenie będą stanowić pod bramką … Szczęsnego, bo będą doskonale się nadawały do wyprowadzania błyskawicznych kontrataków przez zawodników Loewa.
Biorę też pod uwagę, a nawet myślę, że to będzie najprawdopodobniej zastosowany we wtorek przez Smudę plan taktyczny polegający na bronieniu dostępu do bramki, bez żadnego nakładu sił na atakowanie rywala, byle tylko wyszarpać wymarzony remis, co się także skończy porażką z tym, że za styl w takiej sytuacji na Smudzie nikt, włącznie z jego prasowymi adwokatami, nie zostawi suchej nitki.


pubsport.pl