Dwa różne 3:0

Bardzo się cieszę, że z Fukuoki wywozimy 9 punktów.  Przyznam szczerze, że po ostatnich meczach naszej drużyny bałem się tak samo o wszystkie spotkania. Okazało się, iż wyjechaliśmy stamtąd ze stratą zaledwie jednego seta! Jednak najtrudniejsze i najważniejsze mecze dopiero przed nami.

O niedzielnej walce z Chinami już się wypisałem, więc przejdę od razu do starcia z USA. Uważam, że to spotkanie było najlepsze w wykonaniu naszych siatkarzy nie tylko w Pucharze Świata, ale i w całym sezonie reprezentacyjnym. To spotkanie chce się oglądać jeszcze raz i jeszcze raz! Moim zdaniem zagraliśmy na 90-95% swoich możliwości, popełniliśmy jedynie zbyt dużo błędów własnych, ale nie było to aż tak widoczne, bo Amerykanie mieli ich tyle samo (17 w całym spotkaniu).

W końcu udało się wykorzystać nasz ogromny potencjał na skrzydłach. Winiarski, Kurek i Bartman zdobyli razem 41 punktów, czyli przyczynili się do zwycięstwa w dwóch setach. O to właśnie chodzi! Mniej ważny był środek, Nowakowski i Możdżonek też zagrali na wysokim procencie skuteczności, ale mieli mniejsze pole do popisu aniżeli w innych spotkaniach. Nie szkodzi! I tak ich ataki były widowiskowe!

Nagrodę MIP otrzymał Łukasz Żygadło. Jest to nagroda w pełni zasłużona. Starał się obsługiwać znakomitą piłką każdego swojego kolegę, a efekt mamy taki, jak widzimy. Nie chcę ujmować Pawłowi Zagumnemu, ale z rozgrywającym Trentino gra nam się znacznie bardziej układa. Kurcze, nie przypuszczałem, że będzie aż tak dobrze z nim, choć rywalizację/wyrównanie na tej pozycji zapowiadałem.

Amerykanie zostali przygaszeni przez naszą reprezentację. Od czasu do czasu dobry atak wykonał Stanley, czy Anderson (który jest moim ulubionym zawodnikiem w składzie USA), ale ta ich maszynka nie pracowała tak fantastycznie jak nasza, biało-czerwona (Pamiętacie metaforę „maszynki” za czasów siatkówki w TVP, której często używał Piotr Dębowski? Ech, piękne czasy…). Gdyby podopieczni Andrei Anastasiego zaprezentowali się podobnie jak w poniedziałek w którymkolwiek ze spotkań 4. rundy, to prawdopodobnie je wygrają. Wiem, co mówię!

Ale właśnie, „jeśli”. Już dzień później, przeciwko Egiptowi, szło nam znacznie ciężej. Przez dwa pierwsze sety bałem się, że nie będzie mi się opłacało iść spać po spotkaniu (bo oczywiście wstałem i obejrzałem). Chyba nawet począłem się przygotowywać do kolejnego pierwszego seta przegranego zgodnie z tradycją. Egipcjanie wygrywali dłuższe akcje i przez 2/3 seta kontrolowali jego przebieg. Na szczęście podali nam pomocną dłoń i pozwolili nam wyjść z 18:21 na 25:21 w pierwszej partii.

Druga wyglądała podobnie, z tym, że końcówka seta była bardziej wyrównana. A swoją drogą podziwiam trenera Andreę Anastasiego za cierpliwość i spokój. Nie był aż tak zdeterminowany, aby brać czas, jak tylko rywale się oddalili na 3-4 punkty. Czekał na moment, aż nasi się przełamią, albo inaczej: na chwilę, kiedy rywale rozpoczną festiwal błędów własnych. Miał nosa!

Przyczyną porażki, czy seryjnych błędów Mistrza Afryki jest to, że miał tylko dwóch liderów, znacznie wyróżniających się na tle całego zespołu. Mowa oczywiście o Amedzie Salahu i Mohamedzie Badawy. Kiedy oni poczęli się mylić, był to koniec reprezentacji Egiptu. Koniec, cała historia.

U nas, z kolei Piotr Nowakowski mógł sobie odbić to, że nie zapunktował za bardzo w spotkaniu z USA. Tym razem dostawał piłki częściej i na swoim niesamowitym zasięgu kończył. Dobrze też prezentował się Zbigniew Bartman, który toczy wyrównaną walkę o miejsce w składzie z Kubą Jaroszem. Siatkarzowi Andreoli Latina może być jedynie smutno, iż ją przegrywa z… przyjmującym. Lecz kiedy ma wejść na boisko, jest zmotywowany i stara się pokazać z jak najlepszej strony. Z tego bardzo się cieszymy!

Właśnie, wspomniałem parokrotnie w tym tekście o wymienności naszej kadry. To bardzo ważne i bardzo zadowalające, że takową mamy. To pozwala rozłożyć siły, a także utrzymać wysoki poziom na danej pozycji, bo gry jednemu nie idzie, to wejdzie drugi i problem powinien zniknąć.

Najtrudniejsze jednak dopiero przed nami, mimo, że już osiem spotkań mamy za sobą. Walka o IO w Londynie zaczyna się dopiero teraz. Teoretycznie walczymy o awans do Londynu (wystarczy za trzy punkty zwyciężyć Włochów), ale czy nie zrodziła się w naszych głowach nieśmiała nadzieja na Puchar Świata? Faktycznie, mocno nasuwa się pytanie „Jak nie teraz, to kiedy?”. Wolę jednak zachować pozycję ostrożnego optymisty, ponieważ poprzednie mecze mogły nam trochę zamydlić oczy. Powoduje to jednak moje niecierpliwe oczekiwanie na piątek na 07:00 rano. Obyśmy wzięli rewanż za półfinał Mistrzostw Europy!

PS. Bardzo ładnie wydzierała się dwuosobowa grupa kibiców w Fukuoce 🙂 No cóż, ktoś musiał zagłuszyć tę grobową ciszę na hali…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl