Dwa zespoły już są

Od kilku lat kieleckie Vive buduje mocną markę w Polsce i w Europie. W grodzie nad Silnicą co sezon pojawiają się nowi zawodnicy o nazwiskach rozpoznawalnych na całym Starym Kontynencie. Wszak to właśnie podbicie Europy jest celem rządzącego klubem Bertusa Servaasa. Na razie na awansie do szesnastki dwa lata temu sukcesy się kończą. Gdy przeniesiemy się nieco ponad 200 km na północ dotrzemy do Płocka. Tamtejszy prezes Andrzej Miszczyński też ma chętkę na podbicie Europy. Może nie ma tak wielkich nazwisk z europejskiej czołówki, ale pojawiła się bardzo zdolna młodzież. I przede wszystkim wyniki. Niby Kielce, niby Wenta, a tu nagle mistrzostwo Polski powędrowało nad Wisłę. A tu nagle, choć matematyka jeszcze nic nie obiecuje, faza pucharowa Ligi Mistrzów.

Trzeba zauważyć, że Nafciarze mieli dość szczęśliwe losowanie. Nikt też nie mógł przewidzieć, że w klubie z Sankt Petersburga skończą się pieniądze – a Rosjan już ledwo stać na to żeby jeździć na te mecze po Europie. Ale jeśli ktoś widział mecze Płocczan w Lidze Mistrzów to nie powinien narzekać. Może gdyby wsadzić Wisłę zamiast Kielc do ich grupy, to awansu by nie było, ale tak już wyglądają te rozgrywki.

Z resztą Vive jest same sobie winne, że mają taką grupę – gdyby zdobyli mistrzostwo Polski byliby wyżej rozstawieni. A tak była konieczność gry w turnieju kwalifikacyjnym, z którego można było trafić tylko do ostatniego koszyka. A to, że w tym turnieju kwalifikacyjnym trzeba było pokonać Valladolid i RheinNeckar Loewen? Pokonali i chwała im za to. Dziś z kolei pokonali Veszprem na wyjeździe. I znowu bijemy brawo. Dzięki tej wpadce w finale walki o krajowy czempionat mamy dwie ekipy w LM i widoki na dwie ekipy w najlepszej szesnastce.

Gwiazdy światowego formatu i odzysk Polaków z Bundesligi – oto klucze Kielczan. Polacy z marką, uznani już na rynku obcokrajowcy plus zdolna młodzież z Syprzakiem, Chrapkowskim i Paczkowskim na czele – tak buduje się potęga w Płocku. A co znajdziemy w reszcie naszej krajowej stawki?

W zeszłym sezonie jedyne porażki (a uściślając nie-zwycięstwa) Wisła i Iskra odniosły w meczach między sobą. W tym Nafciarze zaliczyli już kilka wpadek (porażka w Olsztynie, dwa remisy), ale i tak zdecydowanie wyprzedzają w tabeli inne zespoły. Wygląd PGNiG Superligi można z resztą łatwo odczytać z listy kadrowiczów. W szerokiej, 28-osobowej, kadrze na ME w Serbii mieliśmy sześciu przedstawicieli zespołów z miejsca trzeciego i dalszych naszej ekstraklasy. W szesnastce dwóch – Wyszomirskiego i Orzechowskiego. Fakt, że ci dwaj zawodnicy przed bieżącym sezonem nie zmienili klubów przyjęto z resztą z niemałym zaskoczeniem. No bo co to za gra w naszej lidze…

Postawa sportowe to jedno. Drugie to kwestia organizacyjna i opakowanie. Pewnym symbolem niskiego poziomu w tej kwestii były swojego czasu, a może i wciąż są, drabinki w halach, w których rozgrywane są spotkania. Wprawdzie widujemy je na antenach telewizyjnych coraz rzadziej, ale gra w obiektach, które naturalniejszym by było nazwać salami, aniżeli halami jest pewnym standardem. Mamy niezłe areny w Kielcach i Płock właśnie, na których to na meczach ligowych pojawia się średnio ok. 2500 widzów. Dobrą frekwencją może też pochwalić się Mielec – 1700 osób w obiekcie mogącym pomieścić 2000 osób. Eleganckim obiekcie, warto dodać. No i pamiętajmy, że Mielec jest jedną z ekip walczących o podium.

Jednym z głównych rywali Stali w tej walce jest klub Orzechowskiego – MMTS Kwidzyn. Od paru lat w czołówce, w 2010 rok dotarli do finału Mistrzostw Polski i Challenge Cup. Średnia frekwencja na trybunach wynosi 655 osób. Według oficjalnej strony klubu pojemność hali wynosi 682 osoby. Przy czym są tylko 432 krzesełka. Reszta to miejsca stojące. Trybuny są tylko z jednej strony boiska. Z drugiej, tak, tak, są drabinki. W takim obiekcie gra obecny brązowy medalista mistrzostw Polski, w takim obiekcie gra na co dzień uczestnik Mistrzostw Europy. Jeden z katów reprezentacji Danii.

Jeszcze w tym sezonie Orzechowski wraz z zespołem przeprowadzą się do nowego obiektu. 1500 lśniących świeżością krzesełek, mam nadzieję, zostanie szybko zajętych. Gabaryt hali może nie powala. Ale to tylko Kwidzyn. I tylko piłka ręczna.

Chodzi bowiem o to, że w ostatnich latach zaobserwowaliśmy piękny rozkwit Polskiej Ligi Siatkówki. Dziś zwanej PlusLigą. Piłkarze ręczni prężnego sponsora już mają. PGNiG to solidna marka. Mają też podniesienie zainteresowania występami kadry. W końcu mamy też kluby, które przeskakują kolejne szczebelki europejskiej hierarchii.

Ciężko jednak spodziewać się dojścia PGNiG Superligi do poziomu PlusLigi. Ale marzenie żeby był to ładnie opakowany i sprzedający się produkt jest całkiem realne. Tylko tych kilka warunków. Elegancka hala, do której ludzie będą chcieli przyjść. Trochę pieniędzy. Niedawno wydawało się, że potrzeba wielkich miast, ale siatkarze obalają ten stereotyp.

Aczkolwiek na pewno duże miasta by nie zaszkodziły. W tej chwili największe ośrodki miejskie z ekstraklasowym szczypiorniakiem to właśnie Kielce i Płock, można tu jeszcze dorzucić Zabrze i Olsztyn. Z resztą w Olsztynie pojawiło się przed sezonem kilka znanych nazwisk, z pieniędzmi wyglądało też nieźle, hala Urania niczego sobie… tylko niespodziewanie nastąpiła klęska sportowa. Z ligowego średniaka Warmia Olsztyn przeistoczyła się w czerwoną latarnię ligi. A można było mieć szczerą nadzieję na budowę kolejnej mocnej marki w światku naszego szczypiorniaka.

Może uda się coś we Wrocławiu. Wprawdzie niedawno Śląsk po raz pierwszy w sezonie przegrał, ale i tak awans do I ligi w tym roku wydaje się być formalnością. Darmowe mecze gromadzą regularnie ok. półtoratysięczną publiczność. Zobaczymy co będzie dalej. Awans do Superligi może już nie być taki łatwy, a i wprowadzenie wartych choćby 5 złoty biletów może zrobić różnicę. Aczkolwiek miejmy nadzieję, że masy dzieci sprowadzane do wrocławskiej Orbity różnymi atrakcjami już za parę lat będą chciały tam przechodzić by zobaczyć kawał porządnej piłki ręcznej.

Ale obędzie się bez pełnej Ergo Areny, czy Hali na Czyżynach. Wypełnione po brzegi obiekty w Kwidzynie i Mielcu, a także Olsztynie, czy Puławach, to też będzie dobra sprawa. Aczkolwiek tutaj robimy zwrot i wracamy do początku tekstu. Gdy ten kibic w Puławach będzie wiedział, że będzie mógł zobaczyć raz na dwa tygodnie graczy na poziomie europejskim, których może kojarzyć z transmisji z Mistrzostw Europy, czy Świata, przyjdzie na halę chętniej. A może i w Krakowie, czy Warszawie zorientują się, że na tej piłce ręcznej można jakiś biznes zrobić. I tego PGNiG Superlidze z całego serca życzę.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl