Dwie strony medalu

 Ostatnimi czasy rozgorzała dyskusja na temat Pawła Wszołka i jego niedoszłego transferu do Hannoveru 96.

W skrócie, chłopak dostał propozycję 21 grudnia. Był zadowolony, chętny do szybkiego podpisania umowy. Nie był przez nikogo pośpieszany. Miał dobre trzy tygodnie na podjęcie ostatecznej decyzji. Zdecydował się. Jadę, powiedział. Jednak gdy przyszło co do czego i rzeczywiście już miał wyjechać do Niemiec, zawahał się, nie wsiadł do samolotu. Wszystko już było ustalone, umówione, dogadane, a Wszołek w ostatniej chwili zrezygnował. To jak Niemcom zależało na transferze, pokazały wizyty w Warszawie dyrektora sportowego i drugiego trenera, czym sam zawodnik był rzekomo zachwycony.  Polonista zachował się niepoważnie, gdy wszystko jest ustalone, a samemu wcześniej otwarcie deklaruje się chęć wyjazdu,  nie zmienia się swojej decyzji. To było  nie w porządku wobec Niemców.

Słowa Wszołka, że „czuł się jak prostytutka sprzedawana na zachód” zupełnie nie oddają przebiegu sytuacji. Obszerniej pisał o tym serwis „Weszło”, który ze szczegółami przedstawił nam całą akcję. Wszołek wkręcił działaczy Hannoveru, zgadzam się, tak się nie robi. Jednak……

…..ja proponuję spojrzeć na tę sytuację z drugiej strony, otóż jego decyzja pokazała, że zależy mu przede wszystkim na własnej karierze i rozwoju. Niektórzy powiedzą, że przenosiny do Niemiec to zawsze krok naprzód,  może mają rację, ale zastanówmy się i spójrzmy z jak lukratywnej umowy  zrezygnował polonista. Miał dostać pieniądze, o których marzą prawie wszyscy piłkarze grający w ekstraklasie, zarabiając 10 tysięcy miesięcznie, miał szansę dostać ponad dziesięciokrotnie większe pieniądze. To był, przynajmniej dotychczas, kontrakt jego życia. Jego decyzja  świadczy o tym, że pieniądze nie są dla niego najwyższą wartością. Mimo wszystko, chapeu bas!

W rundzie jesiennej oglądałem wiele jego  spotkań. Grał nieźle. Ma dość niekonwencjonalny sposób dryblingu, specyficzną sylwetkę, ale wkręcanie w ziemię polskich defensorów nie sprawia mu najmniejszych problemów. Jest szybki, imponuje precyzyjnym, mocnym dośrodkowaniem. Bardzo przyjemnie oglądało się jego współpracę z innym  wielkim odkryciem tej jesieni, Łukaszem Teodorczykiem. Wszystko super,  ale ludzie, to jest liga polska. Tam, za naszą zachodnią granicą, poziom jest dziesięć razy wyższy, przeskok jest bardzo duży, a ten gość zagrał zaledwie jedną dobrą rundę. Kim był Wszołek w zeszłym sezonie? Pytanie jest oczywiście retoryczne, a odpowiedź wszystkim dobrze znana.  Przegrywał rywalizację z Bruno Coutinho, Tomkiem Brzyskim i innymi „gwiazdkami” T -Mobile Ekstraklasy. I nagle, pół roku później ma wygryźć z podstawowej jedenastki Szablocsa Husztiego czy Jana Schlaudraufa.

Po jednej dobrej rundzie do Bundesligi przeniósł się Mateusz Klich. W Wolfsburgu zaginął, grywa w czwartoligowych rezerwach. Teraz, po dwóch latach, pojechał na obóz z pierwszą drużyną i jest wielkie zaskoczenie. Sorry, piłkarzowi, który ma więcej niż 20 lat, granie w czwartej lidze niemieckiej nie pomoże w rozwoju. Już lepiej grać w ekstraklasie. A jestem pewny, że Wszołek w H96 grałby bardzo sporadycznie, raz na jakiś czas.

Ma pół roku, niech utrzyma swoja dobrą formę, dalej się rozwija  i wtedy spróbuje wyjechać. A, i jeszcze jedno, niech zmieni swoje podejście do negocjacji kontraktowych. To nie jest zabawa, to jest biznes i wielka, europejska piłka.


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl