Dzień do zapamiętania

15 czerwca, ostatni dzień 2. kolejki grupowej Euro 2012 na pewno przejdzie do historii. Przede wszystkim z powodu burzy, która przerwała mecz Ukrainy z Francją na godzinę, ale i również ze względu na najpiękniejszy dotychczas spektakl, jaki stworzyli piłkarze ze Szwecji i Anglii.

Pioruny poszły – gospodarze nie skorzystali

Spotkanie współgospodarzy z Francuzami było naprawdę pełne wrażeń, głównie za sprawą warunków atmosferycznych nad Donbass Areną w Doniecku. Początkowo zacząłem się dziwić, dlaczego wszyscy siedzący najbliżej murawy zaczęli się chować – przecież stadion jest zadaszony. No jest, ale… w połowie. A trybuna dla komentatorów była w tej nieosłoniętej części… Dziennikarze okryli się foliowanymi płaszczami przeciwdeszczowymi, ale np. Rafał Stec opisywał, że chował się pod biurkiem z laptopem aby nie zmoknąć. Warunki nazwał „apokaliptycznymi”, a doceniać zaczął dach na Stadionie Narodowym. O tym samym pomyślałem ja, kiedy widziałem jak woda stała w trawie.

Sam mecz był niezły, ale tylko w pierwszej połowie (tej wznowionej). Oglądaliśmy popisy bramkarzy – Lloris i Pyatov stawali na wysokości zadań, choć nie bylo to łatwe, bo murawa jeszcze była nasiąknięta wodą. Bardziej żałować mogą gospodarze, gdyż później szło im już znacznie gorzej.

Dostali dwa solidne ciosy w 3 minuty i nie byli w stanie już się podnieść. Coś tam niby próbowali, ale nieśmiało. Kiedy największa gwiazda, Andriy Shevchenko, nie dawała już rady, wiadome było, że o jakikolwiek dorobek z tego meczu zespołowi prowadzonemu przez Olega Blokhina będzie bardzo trudno. Wierzyć przestali też miejscowi kibice, którzy ucichli na ostatnie pół godziny. Widzieli, co się działo na boisku, a w dodatku byli już przemoczeni do suchej nitki. Nie dziwię im się takiej reakcji.

W drugich 45 minutach mecz zaczął się robić jednostronny i lekko nudny. Trójkolorowi pokazywali coraz większy wachlarz umiejętności – Menez powinien trafić na 0:3 – oraz swobodę w grze. Wystarczało parę szybszych podań i już ktoś miał okazję strzelecką. Tu warto wspomnieć o Karimie Benzemie. Chociaż nie potrafił wykorzystać swoich sytuacji, to zrehabilitował się dwiema asystami. Za to należą mu się brawa.

Przed naszymi braćmi współorganizatorami jeszcze mecz z Anglią, który, podobnie jak my jutro z Czechami, muszą wygrać. Misja niełatwa, ale wykonalna. Jeśli pojawi się ta werwa i wola walki w ich szeregach, jak w spotkaniu przeciwko Szwecji, to wszystko może się zdarzyć. Les Bleus, z kolei, na 90% zagrają w 1/4. Jedynie wysoka porażka w ostatnim meczu byłaby w stanie wyeliminować ich z turnieju.

Najpiękniejszy mecz na UEFA EURO 2012!

Emocje, zwroty akcji, dramaturgia i dużo goli. To jest chyba najlepszy przepis do stworzenia fantastycznego widowiska piłkarskiego. Według niego poszli zatem reprezentanci Szwecji i Anglii. Szkoda tylko, że drużyna Trzech Koron musi się pożegnać z turniejem po takiej grze.

Pierwsza część spotkania jeszcze nie zwiastowała ładnego spektaklu. Inicjatywa była po stronie Synów Albionu, którzy atakowali częściej i skuteczniej. Jestem pełen podziwu dla Andy’ego Carrolla za tę bramkę zdobytą głową. Był w odpowiednim miejscu i czasie, a w dodatku uprzedził pilnujących go obrońców.  Rywalom ciężko było przedzierać się do angielskiego pola karnego i jedyne, na co było ich stać, to strzały z daleka.

Za to w drugich 45 minutach działo się niesamowicie dużo. Po dwóch rzutach wolnych Olaf Mellberg przyczynił się do dwóch bramek zdobytych przez jego zespół. Napisałem „przyczynił się”, bo pierwsze trafienie zostało jednak uznane za samobójcze autorstwa Glena Johnsona. Pół żartem dodam, że dobrze, że tak niefortunnie interweniował, bo przynajmniej pilka wyraźnie wpadła do bramki. Mogło dojść do kontrowersji, jak przed dwoma laty w 1/8 finału MŚ przeciwko Niemcom.

Następnie fantastycznie na boisku rozpoczął swoją grę Theo Walcott. Wiedział, kiedy i jak uderzyć – Isaksson był zasłonięty przez kilku piłkarzy w różnokolorowych strojach, więc niespecjalnie mógł się wykazać. Remis jeszcze w miarę zadowalał obie strony, ale w kontekście walki o awans z grupy lepiej było wygrać. Obie reprezentacje szukały swoich szans – Anglia poprzez regularne ataki, Szwecja dzięki kontrom i stałym fragnemtom.

Podopieczni Roy’a Hodgsona swoją szybkością demontowali defensywę przeciwników. Dobre tempo akcji i odrobina szczęścia dopomogła Danny’emu Wellbeckowi przy zdobyciu gola na 3:2. I w tym momencie Skandynawowie znów stanęli pod ścianą. Porażka bowiem oznacza, iż po boju z Francją wrócą do domu.

Szkoda tych szans, przede wszystkim Zlatana Ibrahimovicia. Dla niego mógł to być jeden z ostatnich albo ostatni wielki turniej jako dla reprezentanta kraju. Jednak jakby trochę jemu i jego kolegom zabrakło tego „czegoś” na końcówkę spotkania. Tego jednego strzału, jednej akcji. Wiadome było przed turniejem, iż szkoda nam będzie żegnać ekipy z grupy D, ktokolwiek by to nie był.

Mecz o honor Szwedzi zagrają z Francją. O awans w bezpośrednim pojedynku powalczą Ukraińcy i Anglicy. Zapowiada się naprawdę ciekawa walka, oby równie ciekawa, jak dziś wieczorem w Kijowie. Takich spotkań na ME życzyłbym nam wszystkim jak najwięcej!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl