Dziś wreszcie nasycony!

Po dwóch długich miesiącach oczekiwania, piłkarska Liga Mistrzów znów jest z nami. Niby powrócila już wczoraj, ale zrobiła to jakoś nieśmiało. Dopiero dziś oglądaliśmy ją w tej ulubionej, ukochanej* formie.

Zanim przejdę do wielkiego klasyka, chciałem kilka(dziesiąt) słów napisać o starciu Valencii z PSG. Jeszcze przed rozpoczęciem tego spotkania miałem ogromną chęć utworzenia o nim wpisu. Niestety jednak jakoś ta chęć mi potem odeszła. Częściowo mógł się do tego przyczynić fakt, iż dzień wcześniej w TakSięGra TV LIVE broniłem trenera Ernesto Valverde i jego zespołu. Spodziewałem się po nich przede wszystkim większej dokładności, co pozwoliłoby zamknąć wiele akcji podbramkowych strzałami. Częściej jednak kończyło się na stratach.

Gdyby powyższy warunek został spełniony, pewnie mecz byłby ciekawszy. Paryżanie, wbrew pozorom, nie zaprezentowali się jakoś szczególnie dobrze. Jeszcze przez pierwsze 45 minut było w porządku – szukali swoich szans, nieważne, że głównie poprzez kontrataki. Przynajmniej szukali. W drugiej połowie im bliżej było do końcowego gwizdka, tym bardziej ekipa Carlo Ancelottiego się cofała. A szkoda, bo pewnie trzecia bramka załatwiłaby sprawę już na 100%. Teoretycznie ta padła, lecz arbiter jej nie uznał.

Emocje w rewanżu uratowali Adil Rami, który niepostrzeżenie pobiegł do nieprzeciętej przez nikogo dośrodkowanej piłki w pole karne, a następnie Zlatan Ibrahimović, który zarobił głupią czerwoną kartkę. Co prawda i tak niczego szczególnego nie pokazał we wtorek na Mestalla, ale zawsze jego koledzy mieli świadomość, że on tam gdzieś był. Za trzy tygodnie w rewanżu będą sobie musieli poradzić bez niego. Będzie już za to David Beckham. Mam nadzieję, że o spotkaniu na Parc des Princes będzie mi się chciało napisać więcej. W ramach ewentualnej rekompensaty odsyłam do pomeczowego studia (od 02:01:00).

Dziś natomiast w końcu nastąpił prawdziwy szlagier na miarę Ligi Mistrzów. W odróżnieniu od El Clasico (niestety, nie da się nie zahaczyć o Barcelonę), przed rozpoczęciem spektaklu na Santiago Bernabeu, mówiło się niemal wyłącznie o meczu. Docierały do nas informacje, na które warto było zwrócić uwagę, a nie jakieś nic nie warte farmazony. Już od kilku dni żyłem tym starciem, im bliżej było do niego, tym większe ciarki czułem na plecach.

Mówiło się, że obrońcy Realu nie będą mogli czuć się pewnie jak zazwyczaj, bo w bramce nie stał Iker Casillas. Prognozy te częściowo się sprawdziły, ponieważ Diego Lopez zaliczył kilka ryzykownych interwencji, zwłaszcza jeśli chodzi o te nieco dalej od bramki. Dlatego Królewscy starali się utrzymywać ciężar gry od samego początku jak najblizej pola karnego rywali. Celem Jose Mourinho było jak najszybsze strzelenie bramki, aby ustawić sobie mecz. Stało się jednak inaczej:

Następnie miałem przejść do krytyki pod adresem Cristiano Ronaldo, który na początku wziął się za dyskusje zamiast za grę, lecz po upływie dwóch kwadransów wymazał mi wszystkie negatywne notatki na jego temat fantastycznie wzbijając się w powietrze i głową pokonując de Geę. Miałem wtedy wrażenie, że Mistrzowie Hiszpanii spisywali się bardzo dobrze w zwykłym ataku, jak i kontrze.

Usiłowali oni pójść za ciosem, kilka kolejnych sytuacji zaczynało się od długiej piłki, ale ostatecznie zabrakło im celności przy strzałach. Ale później, gdy ta przyszła, kapitalnymi interwencjami popisywał się David de Gea – w moim odczuciu bohater Manchesteru United w tym meczu.

Gospodarze mają prawo odczuwać niedosyt, bowiem na własnym boisku nie wywalczyli korzystnego rezultatu. Ktoś powie, że to różnica tylko jednej bramki, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że na Old Trafford gra obu ekip będzie wyglądała inaczej. Dziś znacznie więcej szans we własnych rękach mieli podopieczni Jose Mourinho.

Odniosę się jeszcze do niepodyktowanych fauli przez sędziego, Felixa Brycha. Paradoskalnie można powiedzieć, że przyjął on… angielskie kryteria interpretacji sytuacji. Zmierzam do tego, iż prędzej odgwizdałbym przewinienie Varane na wychodzącym na czystą pozycję Evrze aniżeli karnego przy „starciu” Jonesa z Di Marią. Przy tej pierwszej sytuacji przekroczenie przepisów było znacznie bardziej widoczne. Jeśli jednak niemiecki arbiter w żadnym z tych przypadków nie użył gwizdka, to przynajmniej pochwalę go za konsekwencję w dzialaniach.

Powyższy obrót spraw powoduje wcale nie mniejsze emocje w meczu rewanżowym. Już nie mogę się go doczekać! Mourinho i jego zespół wciąż są pod ścianą, ale jeden przechwyt, jedna akcja i jeden gol mogą wszystko zmienić. Takie sytuacje właśnie uwielbiam(y)! To jest dowód na prawdziwość tego klasyka!

Na zakończenie akapit poświęcony środowym transmisjom telewizyjnym. Okazało się, iż kibice meczu Szachtara z Borussią nie zbojkotowali. To oczywiste, iż więcej ludzi śledziło mecz w Doniecku z powodu jego dostępności, lecz hit na Bernabeu też z pewnością oglądała solidna publika. Stream, z którego korzystałem, miał 70 000 widzów stale podłączonych do transmisji, a w sumie ponad drugie tyle przewinęło się przez tę transmisję. Mowa tu tylko o jednej stronie, a teraz podliczmy sobie, ilu mogło być widzów na innych linkach. Podejrzewam, że milion uzbierałby się spokojnie. To tylko taka informacja dla tych, którzy będą podliczać oglądalność meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów.

* – Walentynki za pasem, więc musiał pojawić się element miłosny 🙂


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl