Dziwny mecz w Leverkusen. Barca w kryzysie

Zwycięzców podobno się nie sądzi. Podobno. Może w polskiej lidze, gdzie o ładny styl jest dużo trudniej niż o punkty. Są jednak takie drużyny, w których przypadku wygrana to nie wszystko. Do takiej grupy należy zaliczyć bez wątpienia Barcelonę. Co prawda Pep Guardiola ostatnio nieco kwestionuje taki sposób myślenia, ale powiedzmy sobie szczerze – pokonanie Bayeru Leverkusen w taki sposób jak dziś, chwały Blaugranie nie przynosi.

Pierwsza połowa była jedną z najdziwniejszych jakie przyszło nam oglądać w tym sezonie. Barcelona przeważała niemiłosiernie  w posiadaniu piłki, a jednak do 41. minuty nie była w stanie stworzyć podbramkowej sytuacji. Pomyślałem wtedy – największym pechowcem tego meczu jest bramkarz Bayeru Leno. Pewnie w nocy śniły mu się kapitalne parady po strzałach Messiego, Alexisa czy Iniesty, a tymczasem, wystarczyło stać i krzyczeć na obrońców. Bayer niemal idealnie zaryglował dostęp do swego pola karnego. Od dwudziestego metra przed bramką zaczynał się prostokąt o szerokości 50 i długości 25 metrów, złożony z graczy w ciemnych, „aptekarskich” koszulkach. Barca wymieniła w tym czasie ponad 400 podań i nie osiągnęła właściwie nic. Plan trenera gospodarzy sprawdził się niemal stuprocentowo. Gdyby jego podopieczni nie popełnili dziecinnego błędu przy wyprowadzaniu piłki, to do przerwy mielibyśmy bezbramkowy remis.

Można było psioczyć na postawę Bayeru i zabijanie piękna piłki, ale wydaje się że to była dobra droga do osiągnięcia dość korzystnego rezultatu. Po przerwie, co zrozumiałe obraz gry uległ zmianie. Leverkusen rozszerzyło swój prostokąt, postanowiło trochę rozgrzać zmarzniętego Valdesa i… szybko strzeliło wyrównującego gola. Niestety, tak jak się spodziewałem – zostawiło też gościom dużo więcej miejsca na przyśpieszenie gry i wymanewrowanie obrony. Tak z minuty na minutę Barca spalała czas i cierpliwie czekała na strzeleckie okazje. Tych było jak na lekarstwo, ale i tak wystarczyło na ostateczną wygraną 3:1. Sprawa awansu oczywiście jest przesądzona, ale Guardiola ma sporo do przemyślenia. W grze Barcy nie ma dawnego polotu, luzu i swobody. Mecz z Leverkusen transmitowała stacja nPremium i komentował go Sergiusz Ryczel, znany z tego, że lubi podnieść głos i podniecić się boiskowymi wydarzeniami. Piłkarze z Katalonii tym razem nie dali mu do tego właściwie żadnej okazji. Śmiem twierdzić, że nawet gdyby mecz komentował Bartłomiej Rabij, to i tak nic by się nie zmieniło. A dobrze wiemy, że Rabij potrafi zachwycić się i wydrzeć przy pierwszej lepszej, złożonej z trzech podań, klepce Barcy. Takich momentów w tym meczu jednak nie uświadczyliśmy.

Po obejrzeniu tego pojedynku raczej nie czujemy się jak przysłowiowa Goździkowa po wieczornym odcinku „Na Wspólnej”. Nie będziemy przygryzać paznokci w oczekiwaniu na kolejny epizod. Raz, że wiemy co się w nim wydarzy, dwa – fabuła dzisiejszego była po prostu kiepska. Dla bardziej wrażliwych na piękno futbolu, pozostaje dziś tylko to co Goździkowej… Etopiryna. No dobra – Aspiryna firmy Bayer 🙂


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/