Efekt Gourcuffa

W Europie szerokim echem odbiła się w ostatnich latach wiekowość kadry mediolańskiego potentata. AC Milan, bo o nim oczywiście mowa, był przedmiotem wielu szyderstw i uszczypliwości ze strony kibiców innych zespołów.

Na porządku dziennym funkcjonowały określenia typu: dom spokojnej starości czy ośrodek rozwoju geriatrii. O ile na tle stawki z całego kontynentu Milan wypadał rzeczywiście dość, ujmijmy rzecz bezpośrednio, staro, o tyle na niwie krajowej średnia wieku zespołu nie odbiegała znacząco od normy. A to przecież z tych stron docierały najgłośniejsze przejawy obśmiewania filozofii budowy klubu pod banderą Silvio Berlusconiego. Zawężając to grono do ścisłej włoskiej czołówki, przeprowadziłem swego czasu rekonesans. Miało to miejsce na początku 2009 roku i wyliczyłem wtedy, że tak oto kształtują się średnie wieku czterech krezusów Serie A: AS Roma – 28.8, Inter Mediolan – 29.9, Juventus Turyn – 30.6, AC Milan – 30.7. Mógłbym uczynić to i dzisiaj, lecz nie taki jest tym razem charakter mojego wywodu, a powyższe zestawienie miało jedynie naprowadzić na trop, który podchwyciłem ostatnio w mocno przypadkowych okolicznościach.

Otóż przeczytałem wypowiedź Paolo Maldiniego, który oznajmił, że Yohann Gourcuff sam zmarnował sposobność, żeby wypłynąć pod okiem Carlo Ancelottiego na głębokie wody. Francuz po przeprowadzce do rodzimego kraju zachwycał i czarował swoją grą dla Bordeaux całą Europę. Zarzucono więc Milanowi, a głównie jego ówczesnemu trenerowi, że nie wykorzystał w pełni potencjału perełki znad Sekwany. Sprawa ucichła. Kiedy jednak minęły od tamtej pory kolejne miesiące, a przede wszystkim Gourcuff przestał już tak barwnie świecić, piłkarski autorytet, jakim niewątpliwie jest Maldini, a któremu dane było trenować z młodym pomocnikiem, zdobył się na kilka słów prawdy. Wyjawił, że Gourcuff był niebywale nieroztropnym i niesfornym współtowarzyszem; spóźniał się na treningi, alienował się w szatni, nie okazywał szacunku innym, nie podjął się nawet nauki języka włoskiego. Ponadto legenda Milanu dodał, że pewne sprawy z życia drużyny nie mogą wypłynąć na łamach prasy, a na pewno postawiłyby młodego-gniewnego w jeszcze innym świetle. Można tylko przypuszczać, co takiego jeszcze był lub też nie był skłonny robić w Mediolanie. Po tych słowach możemy mieć za to jasność w kwestii trapiącej w latach 2006-08 kibiców, a więc – dlaczego Gourcuff nie gra w wyjściowej jedenastce. Wiemy bowiem, czym podyktowane były decyzje Ancelottiego o nieregularnych występach genialnie zapowiadającego się zawodnika. Wyobraźmy sobie wszakże szkoleniowca, który nie czyni takiemu podopiecznemu żadnych pouczeń, a co więcej nagradza za naganne podejście do klubowych obowiązków grą w każdym meczu. Abstrakcja. Nawet przy założeniu, że ów podopieczny kopie piłkę na naprawdę wysokim poziomie. Zwłaszcza, że Carletto, jak popularnie zwany jest Carlo Ancelotti, miał wizję Milanu jako zjednoczonego zespołu o charakterze wręcz rodzinnym, sentymentalnym. Gourcuff tym założeniom ewidentnie się nie podporządkował. On poszedł pod prąd, czego ceną okazała się sportowa degradacja. Jednak rachunek przyszło zapłacić również Milanowi. Bynajmniej nie pomogło 15 mln euro z Francji, gdyż rachunek miał zupełnie inny wymiar.

W połowie dekady do szefostwa klubu zaczęły przemawiać opinie mówiące, że należy zainwestować w kilku młodych piłkarzy. Milan święcił sukcesy w Lidze Mistrzów opierając swój skład na graczach raczej doświadczonych niż nieokrzesanych piłkarsko i tej polityki klub zmieniać nie zamierzał, co zresztą wydaje się zrozumiałe. Śmiem jednak przypuszczać, że zdecydowano się na lekkie przewietrzenie kadry w perspektywie kolejnych sezonów. Oczywiście na drodze nie rewolucji, a ewolucji. Sygnałami takowej działalności byli m.in. Matteo Darmian (17 lat) i Davide Gennaro (18 lat) sprowadzeni w letnim mercato 2006, dokupiony zimą Leandro Grimi (21 lat), a przede wszystkim Yohann Gourcuff (20 lat). Wszyscy byli wtenczas młodymi, perspektywicznymi zawodnikami, którym nie poskąpiono zarazem dostępu do szatni pierwszego zespołu. Jednak tylko bohater tego artykułu był już na tyle dojrzały piłkarsko, by pojawiać się na boisku częściej niż raptem raz na miesiąc bądź dwa. Dlatego też pomimo trudnego charakteru Gourcuffowi pomagano, gdyż drzemał w nim olbrzymi potencjał. W sezonie 2006/07 rozegrał 34 spotkania przy dwóch strzelonych bramkach. Biorąc pod uwagę, że Milan wygrał w tamtym pamiętnym sezonie Champions League, można uznać ten dorobek za około połowę wszystkich wówczas rozegranych przez drużynę z miasta mody meczów. Wynik nie najgorszy, jak na debiutanta, lecz musimy pamiętać, że wiele z tych występów to tylko epizody po kilka minut. Nadeszło letnie mercato. W Mediolanie zachłysnęli się trochę przypadkiem młodzieńca, jak wnioskuję ze wspomnianej wcześniej wypowiedzi Maldiniego, psującego ład i harmonię w szatni zespołu, więc nie zdecydowano się już wzmacniać wszystkich formacji młodym narybkiem. Pojawili się napastnicy – Alexandre Pato (18 lat), Willy Aubameyang (20 lat) i Alberto Paloschi (17 lat). Z tym jednak zastrzeżeniem, że pierwszy mógł grać dopiero od stycznia, a pozostali dwaj byli powoływani do pierwszego zespołu tylko w razie kontuzji któregoś z trójki – Inzaghi, Gilardino, Ronaldo. W tym samym czasie podupadały nadzieje w stosunku do Yohanna Gourcuffa. Ancelotti wystawiał go, zapewne za brak postępów w sferze wychowawczej, coraz rzadziej i Francuz skończył sezon z 21. pojedynkami i jedną bramką na koncie. Równie często jak w roku wcześniejszym pojawiał się na boisku z ławki rezerwowych, dlatego rezultat ok. 1/3 rozegranych spotkań to obraz i tak przejaskrawiony. Niereformowalnego młodzieńca odesłano więc w jego rodzime tereny. Prewencyjnie było to tylko wypożyczenie, lecz resztę historii Yohanna Gourcuffa przedstawiać nie trzeba.

W Milanie nie mogli zatem dobrze wspominać prób odmłodzenia kadry. Na szczęście pojawił się w międzyczasie ktoś taki, jak Alexandre Pato i kazał pozostawić choćby uchyloną furtkę na nowych i zarazem nieukształtowanych jeszcze piłkarzy, którzy szlif mieli zbierać właśnie w czerwono-czarnych barwach. Tym sposobem trafili do klubu w kolejnych latach Viudez (19 lat), Strasser (18 lat), Mattioni (20 lat), Adiyiah (20 lat) czy Zigoni (18 lat), jednak wszyscy lądowali prędko w Primaverze, a więc juniorach Milanu. Wydaje mi się, że było to uwarunkowane właśnie złymi doświadczeniami sztabu z pracy z Gourcuffem. Decydowano się wciąż na sprowadzanie młodych, lecz wysyłano ich automatycznie do rezerw, żeby najpierw tam udowodnili swoją potencjalną przydatność pierwszej drużynie. Stąd też wzięła się wysoka średnia wieku pierwszego zespołu. Po prostu efekt Gourcuffa dał o sobie znać.


pubsport.pl