El Clasico takie, jakie powinno być! Powala z nóg!

W tym sezonie spotkali się po raz trzeci, ale to właśnie dziś stworzyli najpiękniejsze widowisko od miesięcy. Na Camp Nou Barcelona zremisowała 2:2 z Realem Madryt. Taki wynik zdecydowanie można uznać za sprawiedliwy.

Pomimo dość wysokiego rezultatu, zarówno jeden, jak i drugi zespół mógł strzelić więcej bramek i powinien to uczynić. Mam na myśli przede wszystkim dwie okazje Benzemy w I połowie, a także piłki meczowe Montoyi oraz Pedro w końcówce. Jeśli już jesteśmy przy uderzeniach, to warto zaznaczyć, że w całym meczu oddano ledwie 5 celnych strzałów, a 80% z nich powędrowało do siatki. W całym meczu prób było odrobinę więcej, ale raczej stawiano na jakość, a nie ilość.

Początkowo obawiałem się, iż kolejny raz podopieczni Tito Vilanovy prześpią początek, a obudzi ich tylko bramka zdobyta przez przeciwników. W sumie niewiele się myliłem – dopóki Ronaldo nie pokonał Valdesa po raz pierwszy, gospodarze oddali tylko jedno niecelne uderzenie. Oprócz tego, nie mogli sobie pograć tak, jak chcieli, bo Królewscy mądrze się ustawiali i neutralizowali ich akcje – czy to przez przejęcie, czy po prostu niedopuszczenie na pewną odległość od własnego pola karnego. Dlatego rzadko wymieniało się nazwiska Cesca (lub później Alexisa), czy Pedro.

Gole w pierwszej połowie były efektem błędów w defensywach. Najpierw Dani Alves zamiast pilnować Cristiano Ronaldo wolał wspomóc Mascherano kryjącego Benzemę (który pewnie i tak by przestrzelił) pozostawiając portugalczyka bez opieki. Ten, z kolei, po prostu musiał trafić i trafił. Tyle, że kilka minut później jego koledzy z obrony urządzili kopaninę pod własną bramką, a najlepiej wykorzystał ją nie kto inny, jak Leo Messi. Choć należy przyznać, że niewiele wskazywało na taki przebieg wypadków. Do tej chwili goście prezentowali się dość pewnie. Momentami udawało im się nawet narzucać swój styl gry.

Po 30 minutach Barca, jak przewidywałem, obudziła się. Impuls zadziałał, ale tym razem dość krótko, bo wciąż Mistrzowie Hiszpanii mieli dobrze zwarte szyki obronne. W związku z tym piłkarze Dumy Katalonii zaczęli uciekać się do faulowania. Widowisko trochę na tym ucierpiało, ale nieznacznie, bo po kilku chwilach nastąpiła przerwa. Już wtedy miałem pozytywne zdanie o spotkaniu i nie mogłem doczekać się drugiej jego części.

Tuż po wznowieniu odniosłem wrażenie, że zawodnicy z Madrytu zostawili więcej przestrzeni do gry przeciwnikom. Zapowiadało to albo jednostronne widowisko (jak w rewanżu Superpucharu) albo otworzenie gry. Na szczęście okazało się, że nastąpiło to drugie. Pomiędzy 60 a 70 minutą byliśmy świadkami fantastycznych bramek już nie spowodowanych defensywnymi uchybieniami, a kunsztem strzeleckim i więcej niż talentem Leo Messiego i Cristiano Ronaldo.

Gola Argentyńczyka nie zawahałem się nazwać majstersztykiem, gdyż nie był w stanie zaradzić mu najlepszy bramkarz na świecie, Iker Casillas. Jednak skoro użyłem takiego sformułowanie przy tamtej akcji, to bramkową kombinację Realu na 2:2 powinienem ochrzcić mianem bajecznej. Dwa szybkie długie podania po ziemi, Ronaldo znalazł odpowiedni moment na wybiegnięcie w szesnastkę Barcy i wyrównał stan meczu. Pomimo tego, że cały dzień ubrany jestem w koszulkę FCB, nie mogłem powstrzymać się od oklasków dla podopiecznych Jose Mourinho za tę akcję. Cud, miód i orzeszki (w chrupkiej otoczce – do meczu idealne 🙂 ).

Wszystko to złożyło się na emocje w końcówce, chociaż poza wspominamymi próbami Montoyi, czy Pedro nic szczególnego się nie wydarzyło. Lecz świadomość, że jedna akcja, jedna piłka może obrócić obraz gry o 90 stopni (nie 180, bo przecież był remis) powodowało – myślę, że nie tylko u mnie – mocniejsze bicie serca.

Jak dla mnie, arbiter tego spotkania, Carlos Delgado Ferreiro nie zaprezentował się dobrze. Był za mało konsekwentny – raz pozwalał na walkę i stosował przywilej korzyści, a innym za byle pierdołę dyktował rzut wolny. Na szczęście raczej nie wypaczył końcowego rezultatu, chociaż możnaby się spierać, czy Barcelonie należał się rzut karny na początku 2. części po interwencji Pepe na Inieście, ale trudno jednoznacznie ocenić tę sytuację. Gdybyśmy kazali podjąć decyzję pięciu różnym sędziom, pewnie każdy z nich zinterpretowałby ją inaczej.

Uważam, że nie ma sensu bawić się w wyróżnienia indywidualne, bo oczywiste, że na boisku najjaśniej świeciły dwie gwiazdy – Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Nareszcie podjęli walkę wyłącznie sportową i dzięki temu o meczu można bez wahania powiedzieć, że był to klasyk w pełnym tego słowa znaczeniu. Cieszę się, iż spotkanie było kapitalnym pokazem piłki nożnej, a nie znów brutalnych fauli i wzajemnej nienawiści. Co prawda nie udało się całkowicie wyeliminować tych negatywnych aspektów, ale nie pomylę się, jeżeli napiszę, że ograniczono je do minimum.  Bardzo bym chciał, żeby już tak zostało, nawet, jeśli starcia te miałyby kończyć się remisami.

Różnica w tabeli pomiędzy Barcą i Realem nie zmieniła się, ale nawet gdyby się powiększyła, to walki o Mistrzostwo Hiszpanii nie uznawałbym za zakończoną. Zawsze powtarzam, że zarówno jeden, jak i drugi zespół przynajmniej raz w sezonie musi złapać mniejszy lub większy kryzys. Dlatego każdy punkt jest niezmiernie cenny, żeby później… było co tracić. Nie chcę uchodzić za złego proroka, a za odrobinę doświadczonego kibica (bo przecież nie odważę się nazwać dziennikarzem).

PS. Podczas ogladania meczu zaglądałem również na facebooka i twittera w celu poszukiwania opinii ekspertów, a także memów o tematyce dzisiejszego El Clasico. Myślę, że najbardziej wymowny jest ten:

 
(kliknij aby powiększyć)

Podpisałbym go: „Oto dowód, że było to widowisko, które naprawdę powalało z nóg” 😉


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl