Enfant terrible włoskiej piłki

Piłkarz reprezentacji Włoch Antonio Cassano został zawieszony przez władze Sampdorii Genua w prawach zawodnika. W najbliższych dniach ma dojść do rozwiązania kontraktu. Przyczyną jest jego publiczna kłótnia z prezesem klubu Riccardo Garrone. Jak poinformowały miejscowe media, 28-letni napastnik odmówił pójścia z prezesem na galę i przy innych zawodnikach zbyt dobitnie wyraził swoje zdanie. [Www.Sport.pl, 30 października 2010 r.]

Antonio Cassano osiągnął porozumienie z Milanem w sprawie swojego kontaktu i już we wtorek dołączy do mediolańskiego klubu – podała agencja ANSA. [Www.Sport.pl, 20 grudnia 2010 r.]

A może było tak?

– Zrozum wreszcie, że Genua nie jest dobrym miejscem dla naszego dziecka – protekcjonalnie zaznaczyła Carolina Marcialis, patrząc swemu mężowi prosto w oczy. Antonio Cassano tylko podrapał się po głowie i począł błądzić wzrokiem po suficie. – Kiedy się urodzi, musimy być uprzednio przygotowani. Nie możemy zdać się na przypadek. W Genui nie zostaniemy przecież do końca swoich dni, a moje maleństwo na pewno nie będzie traciło dzieciństwa przez podróże rodziców. Tam gdzie przyjdzie na świat, tam będzie dorastało.

– Ale Kochanie, Genua to świetne miejsce na dorastanie naszego synka – niespodziewanie wtrącił zdecydowanym tonem Cassano.

– Primo, niekoniecznie synka Mój Drogi, bo ja wciąż twierdzę, że będzie córeczka. Secondo, wcale mi się tutaj nie podoba i dobrze o tym wiesz – gardłowała przejęta piłkarka wodna, z którą gwiazdor Sampdorii wziął ślub w czerwcu br. Nam potrzebne jest miasto, gdzie wiele się dzieje i gdzie nasze dziecko będzie miało do wszystkiego swobodny dostęp. Począwszy od edukacji, skończywszy na…

– Przestań – przerwał wyraźnie już podirytowany życiową filozofią swojej wybranki świeżo upieczony maż. Mam ważny kontrakt z Sampdorią i zamierzam go wypełnić. Drużyna jest silna, a ponadto perspektywiczna i potrzebuje przywódcy. Mnie ta rola bardzo odpowiada i nie bardzo rozumiem, czemu mam z tego rezygnować.

– Nie będę Cię oczywiście do niczego zmuszała, ale idealnym rozwiązaniem byłoby wychowywanie naszego Skarbka w Mediolanie. Przeanalizowała już wszystkie za i przeciw. Miasto nie jest tak ogromne jak Rzym, więc nie powinniśmy się dusić. Jest natomiast ponad dwa razy liczniejsze od Genui, a przede wszystkim tętni życiem – z zaangażowaniem opowiadała Carolina.

Antonio już nawet reszty przemyśleń partnerki nie słuchał, bowiem dobrze wiedział, co się kroi. Ze swą małżonką nie przeżył może wiele, lecz doskonale rozszyfrował ją charakterologicznie. Mówiąc krótko, jest bardzo uparta i pamiętliwa. Jeśli się nie przeprowadzą, nie będzie mu robiła systematycznych wyrzutów. Ona będzie zdolna do czegoś bardziej wyrafinowanego. Przy każdej nadarzającej się okazji winę za nawet drobne nieporozumienia będzie sprowadzać do decyzji o pozostaniu w Genui. Zrezygnowany obiecał więc żonie, że poprosi o transfer.

***

– No co tam Antonio? – rzucił odruchowo ze szczerym uśmiechem Riccardo Garrone, prezydent Sampdorii Genoa na widok Cassano w progu drzwi jego gabinetu.

– Mam do Pana dość delikatną sprawę. – zaczął niepewnie najlepszy zawodnik Dorri, siadając zarazem niezdarnie na skórzanym fotelu wskazanym przez Garrone. – Otóż, nie wszystko układa się tak, jak bym tego chciał i jestem zmuszony prosić o… cóż, to niewygodny temat, Pan wybaczy to dukanie.

– Ależ Antonio, jeśli chodzi o pieniądze, to nie ma najmniejszego problemu. Wiesz dobrze, że doceniam Twoją przemianę i wkład w grę zespołu, więc pomogę Ci od zaraz. Powiedz tylko, ile potrzebujesz – odparł bezpośrednio prezydent.

– Żeby tylko o pieniądze chodziło… – wymamrotał cicho Cassano, po czym dodał już głośniej, zrzucając niejako z siebie ten ciężar – chcę odejść z klubu.

Na twarzy Garrone zarysowało się zaskoczenie. Nie spodziewał się, że jego podopieczny z lekką ręką zrezygnuje z Sampdorii, kiedy tylko poczuje się znowu mocny na boisku. Przecież to on dał gniewnemu awanturnikowi drugie piłkarskie życie. A teraz ma ot tak przytaknąć na transfer, kiedy ten nie okazuje żadnej wdzięczności?

– Zapomnij! Nigdzie nie odejdziesz! – przyjazny zwierzchnik przeistoczył się momentalnie w apodyktycznego szefa. Nie zamierzam nawet z Tobą rozmawiać na ten temat. Wynocha stąd! Natychmiast! – zakończył już prawie krzycząc Garrone.

***

Piłkarze Sampdorii Genoa czekali na swego chlebodawcę po treningu, nie bardzo jednak wiedząc, w związku z czym chce się on do nich zwrócić. Ricky, jak nieoficjalnie mówiło się w szatni na prezydenta klubu, rzadko miał drużynie coś do powiedzenia osobiście. Raczej wyręczał się w tej materii swoimi ludźmi. Tym większa niepewność rodziła się w głowach podopiecznych Domenico Di Carlo z każdą sekundą oczekiwania. Nie przeszkadzało to jednak piłkarzom rozluźnić się i wymienić między sobą kilka spostrzeżeń na bieżące tematy. Tylko jeden mężczyzna był wyalienowany. Zafrasowany Antonio Cassano przykucnął przy ścianie i obserwował zachodzące jesienne słońce. Nie był ostatnio sobą. Od czasu rozmowy z Garrone minął już co prawda ponad miesiąc, ale problem nie stracił na aktualności. Żona uważała, że nie zrobił wszystkiego, by odejść z klubu i stale szantażowała go emocjonalnie. Wiedział, że dalej tak być może i musi zacząć działać, by ten koszmar się wreszcie skończył. Nawet drastycznie.

– Panowie! – zakrzyknął wesoło popularny w tym towarzystwie Ricky. – Zaszła pomyłka, gdyż to nie Wy wszyscy mieliście zostać po treningu, a jedynie nasza perełka, Antonio. Ale skoro już jesteśmy tu wszyscy razem, zrobię to publicznie i oficjalnie. Otóż mam przyjemność zaprosić Cię – w tym momencie spojrzenie prezydenta powędrowało na Cassano – na galę piłkarską. Wieczorowe stroje, dobra muzyka, smaczne jedzenie, rozdanie nagród. Nie muszę chyba dłużej namawiać, prawda? – uśmiechnął się porozumiewawczo Garrone.

Cassano aż sam nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Szukał bezskutecznie okazji do rozpętania konfliktu przez kilka tygodnia, aż w końcu ta pojawiła się sama.

– Mam gdzieś ten bal. Nie będę tracił czasu na takie głupoty. – rozpoczął prowokacyjnie, acz dość spokojnie były gracz Realu Madryt. Wszyscy w pomieszczeniu stanęli jak wryci. Niektórzy myśleli nawet, że to żart, a ich kolega parsknie zaraz spazmatycznym śmiechem. Tym czasem Cassano kontynuował już znacznie agresywniej – Możesz mnie w d… pocałować p… staruchu, a i tak nigdzie nie pójdę. Rozumiesz co mówię? G… mnie ta śmieszna gala obchodzi – mówiąc to, zatrzasnął z hukiem drzwi.

Plan został zrealizowany. Jednak utalentowany napastnik nie był bynajmniej z siebie zadowolony. Wręcz odwrotnie. Szczerze ubolewał na łamach prasy nad swoim nieroztropnym czynem, tłumacząc się głównie sprawą rodzinną. Niewtajemniczeni wyśmiali oczywiście ów tłumaczenia, lecz były one bliższe prawdzie niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Przeprosiny, które powędrowały do Garrone, również były autentyczne. Cassano gryzły wyrzuty sumienia, że potraktował tak barbarzyńsko swojego nomen omen dobroczyńcę. Zawdzięczał przecież prezydentowi Sampdorii szansę na udowodnienie wszystkim, że pochopnie go skreślili. A on skompromitował tego człowieka na oczach ukochanej drużyny. Dotarło do niego, że koszmar dopiero się rozpoczął.

***

– Nie zamartwiaj się już tak tym wszystkim. Zrobiłeś, co było trzeba. Karta się odwróci. Zobaczysz. – pocieszała męża, głaskając jego rozczochrane włosy, Carolina. Musimy zapomnieć o przeszłości i żyć teraźniejszością. Przed Tobą wspaniałe lata gry na najwyższym światowym poziomie. Wystarczy, że teraz się nie wycofasz. – kontynuowała sportsmenka, podsuwając gęsto zapisaną kartkę papieru oraz długopis swemu małżonkowi.

Po chwili ciszy do pokoju wszedł pełniący w AC Milan funkcję Amministratore Delegato, czyli prawej ręki prezydenta klubu, Adriano Galliani.

– Czy decyzja już zapadła? – powiedział w charakterystyczny, gderliwy wręcz sposób boss Rossonerich.

W odpowiedzi otrzymał własnoręcznie podpisaną przez Antonio Cassano umowę, wiążącą enfant terrible włoskiej piłki z liderem Serie A do czerwca 2014 roku. Niech teraz męczą się z nim w Mediolanie.

Uwaga: Tekst jest tylko i wyłącznie dziełem fantazji autora, a więc w żaden sposób nie odpowiada prawdzie!


pubsport.pl