Euro 2012: Anglia – Francja [podsumowanie]

Pierwszy mecz Grupy D zakończył się remisem 1:1. Reprezentacje Francji i Anglii stworzyły w miarę ciekawe widowisko, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej brakowało przede wszystkim bramek. Piłkarzom obu drużyn nie można zarzucić lenistwa, większośc biegała po 10 kilometrów.

Pierwsza połowa była dość wyrównaną batalią. Francuzi od początku dłużej utrzymywali się przy piłce, ale z nic z tego nie wynikało. W 14 minucie Milner minął już bramkarza Trójkolorowych, mimo tego nie umieścił futbolówki w bramce.  To była pierwsza stuprocentowa sytuacja w tym meczu, gracz mistrza Anglii nie popisał się zimną krwią. W 30 minucie gola strzelają Anglicy. Po pięknej wrzutce Stevena Gerrarda z rzutu wolnego piłkę do bramki Hugo Llorisa posłał stoper reprezentacji Anglii, Joleon Lescot. Pięć minut później zagotowało się pod bramką Synów Albionu. Alou Diarra, który wcześniej nie pokrył Lescotta, mógł się zrehabilitować, strzelając bramkę, ale instynktowną interwencja popisał się golkiper Manchesteru City. W 40 minucie Trójkolorowi w końcu umieścili piłkę w bramce. Po kąśliwym uderzeniu z 18 metrów Samira Nasriego jego kolega z klubu, Joe Hart skapitulował.  Pierwsza połowa była dobrym widowiskiem. Anglicy grali zachowawczo, mało graczy znajduje się w ofensywie. Natomiast Francuzi śmiało atakują, graja z animuszem w ataku, zagęszczają środek pola.

W drugiej połowie piłkarze obu drużyn grali solidnie. Anglicy świetnie bronili się, a Francuzi nie potrafili rozklepać świetnie zorganizowanej obrony. Trójkolorowi oddawali dużo strzałów, ale Synowie Albionu przyjmowali wszystko na głowę, klatkę piersiową albo futbolówkę lepiej, czy gorzej łapał Joe Hart.

Remis nie satysfakcjonował obu ekip, było widać, że jedni i drudzy chcieli wygrać, mniemam to po zmianach, jakich dokonali trenerzy obu ekip. Teraz czekają ich mecze z współgospodarzami turnieju – Ukrainą i mocną kadrą Szwecji.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.