Euro 2012: Hiszpania – Włochy 1:1 – podsumowanie

Włosi wprowadzili do słownika piłkarskiego termin Catenaccio, co pokazali w dzisiejszym meczu, szczególnie w pierwszej połowie.  A dziś Cesare Prandelli wprowadził na boisko Antonio Di Natale, który zmienił średnio emocjonujący mecz w świetne widowisko. Ostatecznie padł remis 1:1, który w miarę oddaje obraz dzisiejszego spotkania.

Na najpiękniejszym stadionie Euro, czyli gdańskiej Baltic Arenie odbył się ekscytujący mecz reprezentacji Włoch i Hiszpanii. Choć pierwsza połowa wydawała się nudna, jak na taką rangę spotkania. Stosując logikę bokserską pierwszą rundę wygrali Włosi. Zadawali wiele ciosów, świetnie trzymali gardę. W pierwszej części meczu piłkarze obu drużyn trochę zawodzili, szczególnie ekipa La Roja. W ataku poczynali sobie co najwyżej przeciętnie, bo nie potrafili rozklepać dobrze zorganizowanej w defensywie ekipy Italii. Świetnie w obronie grał Daniele De Rossi, był prawdziwym liderem z tyłu drużyny Prandelliego. Nie dał się złamać wirtuozom. Iniesta, Xavi, Silva nie poradzili sobie  z nim, było także widać brak u nich prawdziwego napastnika . Tak samo było i u Włochów, u których niesłychanie zawiódł Mario Balotelli. Gwiazdor Manchesteru City stracił parę piłek, grał nie poradnie w ataku, nie wykorzystał sam na sam z bramkarzem, gdy szedł do golkipera truchtał sobie jak na treningu, zupełnie spalając się psychicznie. Czarnoskóry Włoch rzeczywiście przyjechał do Polski, aby kogoś zabić (tak komentował rzekomy problem Polski z rasizmem), bo w tym meczu nie popisał się umiejętnościami piłkarskimi. Trochę lepiej grał Antonio Cassano, który narobił stracha Hiszpanom.

Gdy zszedł z boiska Balotelli, zaczął się fajny mecz. Jego zmiennik, legenda Udinese – Antonio di Natale – to on dał prowadzenie swojej reprezentacji. Po genialnym podaniu Andrea Pirlo popisał się niebywałym kunsztem i szczwanie umieścił piłkę w rogu bramki Ikera Casillasa. Ale do ataku ruszyli Hiszpanie. Team Vincente del Bosque szybko wyprowadził ciętą ripostę. Po fantastycznym zagraniu Silvy, Fabregas zachowawszy zimną krew, posłał ją do bramki Buffona. Mecz zaostrzył się, zarówno Włosi i Hiszpania szukali tego drugiego gola. W 74 minucie wszedł Fernando Torres. Triumfator tegorocznej Ligi Mistrzów spieprzył aż trzy setki. Coś nie prawdopodobnego. W pierwszej sytuacji sam na sam Buffon ograł Hiszpana jak stoper. W drugiej, też podobnej akcji Torres wykazał się niezdecydowaniem i szybko wrócili obrońcy reprezentacji Włoch, zabierając mu piłkę. W trzeciej sytuacji pomylił się nieznacznie, chciał lobnąć futbolówkę nad bramkarzem, ale znów zrobił to fatalnie. W tym czasie Włosi mieli swoje okazje, Di Natale miał świetną sytuację do zdobycia bramki, ale chybił.

Moim jakże skromnym zdaniem był to najlepszy mecz tych mistrzostw (nie licząc batalii naszych Orłów), szczególnie druga połowa. Obie ekipy pokazały, że liczą się w stawce. Taki mecz był potrzebny Włochom, Azzurri pokazali swoją wartość, zobaczyliśmy w ich wykonaniu dobry futbol.  Cesare Prandelli potrafi połączyć w drużynie ogromne doświadczenie ( Pirlo, Di Natale, De Rossi) z młodymi graczami, kpiącymi energia i chęcią do gry (Giovinco, Bunucci). Hiszpanie to drużyna turniejowa, rozkręcają się z meczu na mecz, myślę, że spokojnie można ich stawiać w roli murowanych faworytów tego turnieju do zdobycia Mistrzostwa Europy.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.