Euro 2012 jako trampolina dla wielu

Ten felieton nie będzie o czysto sportowych aspektach, ale o tym, co niesie ze sobą akcja pod tytułem „organizujemy Mistrzostwa Europy w piłce nożnej”. To swego rodzaju fenomen, bo przy żadnej innej dyscyplinie nie ma aż tak wielu imprez promujących. Ale o fenomenie futbolu już było i trzeba się z tym po prostu pogodzić.

Budujemy!

Jakby nie patrzeć, dzięki Euro udało się zrealizować wiele inwestycji w naszym kraju. Najlepiej zacząć od stadionów, które w końcu zaczęły wyglądać jak obiekty z XXI wieku, a nie jakieś odrapane betonowe mury. Najlepsze w tym wszystkim jest to, iż pojawiło się ich znacznie więcej niż tylko 4, które były potrzebne do rozegrania meczów na ME. Przecież zbudowano lub zmodernizowano stadiony w Warszawie (Legia), Krakowie, Gdyni, Lubinie, a prace trwają jeszcze na przykład w Zabrzu, Chorzowie (na Stadionie Śląskim), czy Białymstoku. Powoli możemy przestawać się wstydzić, ba, nawet powinniśmy się szczycić, że posiadamy coraz więcej ładnych obiektów!

Euro 2012 jest także bodźcem do rozbudowywania infrastruktury. W kilku miastach odnowiono lotniska, buduje się kolejne terminale – wszystko po to, aby usprawnić komunikację za pomocą samolotów. Kończą się czasy, w których lot za granicę z Polski oznaczał podróż do Warszawy, jako jedynego przyzwoitego połączenia ze światem. Oprócz lotnisk, powstają drogi. Co prawda w żółwim tempie, ale jednak. Podejrzewam, iż gdyby nie ME, to do tej pory niewiele prac byłoby chociaż rozpoczętych – bo komu i na co się spieszy. Nieźle dzieje się również z kolejami – jeszcze jest sporo pracy, ale parę ładnych dworców już istnieje.

Najbardziej cieszy mnie fakt, że to wszystko u nas zostanie. Piłkarze przyjadą, zagrają i pojadą, a my zostaniemy ze stadionami, drogami, lotniskami, hotelami, itp. Mam tylko nadzieję, że budowlańcy nie pomyślą sobie, że skoro na Euro nie zdążyli, to już nie warto się spieszyć, bo minie się to wówczas z celem. Jest szansa, na to, iż na Mistrzostwa Świata siatkarzy będziemy już mieć piękną infrastrukturę. Jednak mimo wszystko jest to zasługa turnieju piłkarskiego.

Patriotyzm

Kiedy tylko otrzymaliśmy prawo organizacji mistrzostw, poczułem się bardzo dumny z tego, iż odbędą się one u nas. Poza kibicowaniem reprezentacji, warto pokazać naszą radość z bycia gospodarzami. Dopingujmy naszą druzynę, niech to podziała na nich motywująco. Wiemy, że mamy kłopoty z zespołem, więc tym bardziej przyda mu się nasze wsparcie. Chociaż wydaje mi się, że skoro we wszystkich wielkich imprezach w XXI wieku, w których brała udział Polska był swego rodzaju narodowy szał, to nie powinno być inaczej za kilkanaście dni. Lecz tym razem będzie na nas patrzeć cała Europa. To, jakich nas zobaczy jest zależne tylko od nas samych. Pokażmy zatem swoją dumę i zadowolenie – wywieśmy flagi, zaśpiewajmy hymn… No chyba, że jak redaktor naczelny Przekroju, Roman Kurkiewicz, patriotyzm wyraża poprzez nieśpiewanie i niewywieszanie flagi. Po egzaminie gimnazjalnym jestem jednak trochę przeszkolony w zakresie dumy z ojczyzny.

Orliki

Naturalnie Mistrzostwa Europy powinny też napędzać system szkoleniowy, aby pojawili się następcy do kadry narodowej. Słyszy się o nowych programach dla dzieci i młodzieży, głównie opartych na popularnych boiskach Orlikach. Nie da się ukryć, że cieszą się one popularnością. Są sztucznie oświetlane, więc nawet w tygodniu między 15:00, a 22:00 zawsze kogoś tam znajdziemy. O weekendach już nie wspominając.

Tutaj muszę jednak się do czegoś przyznać – na takim obiekcie pojawiłem się chyba nie więcej niż 10 razy, a w promieniu dwóch kilometrów mam dostęp do aż czterech takich. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, częściej przebywam jednak w hali. Boję się, że zaraz zostanę posądzony o niezdrowy tryb życia, ale spokojnie, aktywność fizyczną podejmuję prawie codziennie – poza lekcją WF, trochę pływam, gram w siatkówkę i biegam. Nie żeby jakoś zawodowo, ale daje mi to przyjemność.

Wracając do sedna: projekt Orlik 2012 okazuje się naprawdę świetnym przedsięwzięciem. Takie boiska pozwalają każdemu wyjść i pograć w piłkę na ładnej, równej, trawiastej nawierzchni. Co prawda do tej pory też jakoś sobie radzono – wybierano kawałek terenu, np. łąka, parking, czy coś podobnego, ze dwa plecaki, bluzy jako słupku i już można było grać. Teraz można powiedzieć, że jest dostęp do warunków wręcz komfortowych. Tylko trzeba uważać na granulat, bo strasznie brudzi.

Knajpy zarobią

Wpadnie do nas kilkaset tysięcy fanów z przeróżnych państw i choć głównym punktem ich pobytu będą mecze ich reprezentacji, to jednak w oczekiwaniu na nie będą poszukiwać rozrywek. Zwłaszcza w miastach organizujących zostawią dużo pieniędzy. W końcu gdzieś muszą się przespać, zjeść, kupić jakąś pamiątkę. Usługodawcy już zacierają ręce i podnoszą ceny.

Myślę, że również wiele osób z naszego kraju będzie chciało przejechać się do stref kibica, aby choć trochę tej atmosfery poczuć. Zawsze to jakieś urozmaicenie aniżeli zwykłe siedzenie przed telewizorem (nawet w HD, 3D, czy czymś podobnym). A jeśli podróż byłaby zbyt długa, pozostaje wyskoczenie gdzieś do baru, żeby obejrzeć mecz w większym gronie znajomych przy tradycyjnym piwie. Pewnie wielu z nas już tak robi parę razy w roku, ale wiadomo, że podczas dużego turnieju, częstotliwość takich wypadów się zwiększa.

AntyEuro

Niestety, nigdy nie zadowoli się stu procent, tak więc mamy kilka milionów osób, których w ogóle nie obchodzi największa impreza w historii polskiego sportu. Sam mam kontakt (i to bardzo dobry) z takimi osobami. Nie czują nic szczególnego, cieszą się, że niebawem będą wakacje, a o Euro nie wspominają prawie w ogóle (chyba, że mają na myśli taką walutę). Ciężko jest mi to zrozumieć, dlatego posługuję się przykładami. Jeśli ktoś jest fanem metalu, to zrobił wszystko, żeby 10 maja pojawić się w Warszawie na koncercie Metalliki. To było wielkie święto, które przeżywa się kilka dni przed i po imprezie. Tak właśnie mam z Mistrzostwami Europy w piłce nożnej, z tym, że jaram się nimi od pięciu lat…

Do osób, które przechodzą obok Euro obojętnie, nic nie mam. Jednak osobników, które narzekają na wszystkich i wszystko związane z tą imprezą nie znoszę. Twierdzą, że to strata pieniędzy, czasu, nerwów oraz że robimy niepotrzebny szum. Według mnie czeka nas czas wielkiego sportowego święta i nikt nie ma prawa nam go zabierać. Miłośnicy innych dziedzin mają swoje szczególne dni kiedy indziej. A niech mają, w sumie mało mnie to obchodzi. W związku z tym, staram się im nie przeszkadzać.

Przeciwnicy Euro mają jednak trochę ciężko, zwłaszcza kiedy nawiązują kontakt ze światem. Na każdym kroku można spotkać piłkarskie reklamy, motywy na produktach żywnościowych i odzieżowych, słowem wszędzie futbol. Jeśli zdążę, stworzę minireportaż na ten temat. Mnie takie gadżety bardzo cieszą, ale jeśli ktoś chce się odizolować, to niestety jest bezsilny w starciu z kulturą masową.

Protesty

Oczy całej Europy będą skierowane na nas, to wypierzmy nasze wewnętrzne brudy publicznie! Z takiego założenia wychodzą przedstawiciele Solidarności, „przyjaciele” Radia Maryja, taksówkarze, celnicy, a na Ukrainie zagorzali obrońcy praw zwierząt i feministyczna ogranizacja FEMEN (to te panie, które lubią wrzucać na UEFA i pokazywać piersi). Ręce mi opadają. Nie chcę wspomagać konkurencji, ale tym razem cel jest istotny. Bracia Biccy na portalu NaTemat.pl zapoczątkowali akcję „Stop protestom podczas Euro 2012”. W pełni ich popieram. Pozwolę sobie zacytować najbardziej trafne dwa zdania z ich tekstu:

W starożytnej Grecji czas trwania igrzysk był okresem, w którym zawieszano broń i wstrzymywano wszelkie wojny. Zróbmy to samo i w trakcie Euro 2012 zaprzestańmy wzajemnej walki, która często ma wymiar polityczny, a jej głównym celem jest wymierzenie ciosu we władzę, a nie dobro o obywatela.

Świętujmy! „Takie coś zdarza się InoRos!”

Jak się okazuje, ME mają spore przełożenie na wiele aspektów życia codziennego, więc nie zmarnujmy tego czasu, bo parafrazując Libera w piosence na Mistrzostwa, nie wiadomo, kiedy następny raz odbędzie się tak duża piłkarska impreza w naszym kraju. Podobno prezes Lato już myśli o tym, aby ubiegać się o organizację Mundialu, ale na to musimy przecież poczekać co najmniej kilkanaście lat. Ja zamierzam nie przepuścić ani chwili turnieju. Na moim blogu i na pubsport.pl będzie się dużo działo, bo czeka nas czas wyjątkowy. Zrezygnowałem z klasowej wycieczki do Pragi, bo szkoda mi wyjeżdżać z Polski na 4 dni. W przeliczeniu byłoby to 8 meczów, czyli niemal 1/4 turnieju. No way!

     


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl