Euro 2012: Polska – Czechy [podsumowanie]

Polska w meczu o wszystko  przegrała 0:1 z reprezentacją Czech, co oznacza dla nas koniec turnieju, a dla Czechów awans do ćwierćfinału z pierwszego miejsca w grupie.

Zaczęliśmy dobrze, od groźnych sytuacjach po stałych fragmentach gry. W boczną siatkę trafiali kolejno: Dudka przewrotką, a parę minut później Obraniak bezpośrednio z rzutu wolnego. Czesi odpowiedzieli rajdem Gebre Selassie prawym skrzydłem, po którym przed utratą bramki uratował nas kiks Pilara. W 10. minucie spotkania dobrą okazję zmarnował Robert Lewandowski, gdy po dwójkowej akcji z Kubą Błaszczykowskim niecelnie uderzał na bramkę Petra Cecha.

Wkrótce tempo gry spadło, akcje rozgrywane były przeważnie w ataku pozycyjnym. W tak zwanym międzyczasie świetnie w powietrzu w polu karnym Czechów powalczył Wasilewski, ale nie był w stanie oddać groźnego uderzenia, piłka wylądowała w rękawicach Cecha. Chwilę później doskonale do uderzenia z dystansu złożył się Boenisch. Bramkarz Chelsea miał niemałe problemy z obroną jego strzału, zdołał jednak sparować go na rzut rożny.

Czesi także mieli swoje okazje. Niebezpiecznie pod naszą bramką było jednak tylko dwukrotnie. Piłka po strzale Plasila odbiła się od jednego z naszych defensorów, lecz rykoszet nie zmylił Przemka Tytonia. Pomocnik naszych południowych sąsiadów dograł także doskonałą piłkę do Milana Barosa, króla strzelców Euro 2004, lecz ten w ostatniej chwili został uprzedzony przez naszego bramkarza. Ostatnie minuty pierwszej osłony to dużo chaotycznej walki w środkowej strefie boiska.

W ciągu pierwszych 45 minut zabrakło nieco aktywności Roberta Lewandowskiego, który grał od pierwszych minut bez prądu. Zero nacisku ze strony napastnika na obrońców rywali to nie jest rzecz powszechna we współczesnym futbolu. Nieco więcej w ofensywie powinien dać z siebie także Łukasz Piszczek, w końcu z tego powodu jego angażem zainteresowany jest Real Madryt.

O drugiej połowie w naszym wykonaniu ciężko powiedzieć coś w kulturalnych słowach. Zaczęliśmy źle, całkowicie oddaliśmy inicjatywę Czechom. Raz po raz nękali nas atakami skrzydłami. Bardzo aktywni w ofensywie byli boczni obrońcy: Gebre Selassie i Limbersky. Przed utratą bramki uratował nas Tytoń, doskonale broniąc strzał z najbliżej odległości po wrzutce z rzutu wolnego.

Kolejne zmiany nie wnosiły ożywienia w nasze szeregi. Na murawie pojawiali się kolejno: Grosicki, Adrian Mierzejewski i Paweł Brożek. Nasi zawodnicy nie potrafili sobie stworzyć żadnej sytuacji do strzelenia bramki. Przewaga Czechów była momentami przygniatająca.

No i stało się. 72 minuta. Murawski traci piłkę w środku pola. Czesi ruszyli z kontrą. Baros odegrał na lewo do Jiracka. Ten zamarkował strzał, czym zwiódł Marcina Wasilewskiego, który jakby tego było mało, się poślizgnął przy próbie interwencji. I uderzył płasko, delikatnie, przy prawym słupku Przemka Tytonia. Polski bramkarz był bliski obrony tego strzału, tym razem nie dał rady uratować nas przed najgorszym.

Nadzieja umiera ostatnia, nasi ruszyli więc do walki. Walki nie tylko o zwycięstwo, ale także fizycznej. Doszło do licznych niesportowych incydentów, w których z naszej strony „wyróżniał się” Wasilewski. Wraz z upływem czasu atmosfera na boisku gęstniała. Nasza strategia polegała tylko i wyłącznie na graniu długiej, wysokiej piłki w okolice pola karnego Cechów i Cecha. Nie potrafiliśmy przeprowadzić żadnej składnej akcji, Czesi całkowicie wyłączyli z gry Roberta Lewandowskiego, który był cieniem samego siebie i póki co o transferze do Manchesteru United może zapomnieć. Podobnie Piszczek o wyjeździe do Hiszpanii. Jedynie Przemek Tytoń może być zadowolony ze swojej postawy.

W 89. minucie groźnie głową strzelał Lewy, ale piłka ugrzęzła w górnej siatce. W doliczonym czasie gry, w trakcie ostatniej akcji meczu, po zamieszaniu w polu karnym Perquis zdołał oddać groźny strzał. Czesi wybili piłki tuż sprzed linii bramkowej. Dobitka Kuby Błaszczykowskiego również została zneutralizowana. Chwilę później sędzia zakończył mecz, mimo iż nasz zawodnik dośrodkowywał właśnie po raz kolejny w pole karne. Nie był to najmilszy gest ze strony arbitra.

Polakom ponownie w drugiej połowie odcięło prąd. Zabrakło energii, boiskowej agresji. Zagraliśmy bardzo dobre dwa kwadranse, nie zdołaliśmy jednak udokumentować naszej przewagi. W decydującym spotkaniu zawiodły nasze gwiazdy: Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek. Nie potwierdzili swojej marki, którą zdołali wyrobić sobie w zakończonym niedawno sezonie ligowym. Jedynie Kuba Błaszczykowski robił co mógł. Dwoił się i troił, dawał kolegom przykład, jako kapitan ciągnął grę do przodu. To było jednak za mało na dobrze zorganizowanych Czechów. Im wystarczyła jedna, doskonale wyprowadzona, kontra.

Mamy sporo czasu na refleksje. Z kadrą zapewne pożegna się trener Smuda. My jednak powinniśmy nadal rozkoszować się Euro. Ona się skończyło dla naszych reprezentantów i Polaków jako kibiców-patriotów. Ale dla fanów futbolu piłkarskie święto w Polsce nadal trwa. A najważniejsze wciąż jeszcze przed nami! Tyle że już bez biało-czerwonych…


pubsport.pl
Adam Śmietański

Sport, muzyka i gry – trzy pasje nadające sens mojemu życiu.
Niestety nie było mi dane spróbować swych sił w zawodowym sporcie, lecz jedynie pchnęło mnie to ku dziennikarskim wyzwaniom.
Koszykówka, piłka nożna, kolarstwo – moi faworyci wśród walczących o uwagę kibiców.