Euro coraz bliżej

 Już tylko godziny dzielą nas od rozpoczęcia najważniejszego i największego turnieju w historii Polski – Mistrzostw Europy w piłce nożnej rozgrywanych na polskich i ukraińskich boiskach. Przychodzi więc czas na to, by sobie tę wspaniałą imprezę zapowiedzieć, wskazać faworytów, sytuację przed Euro przeanalizować.

Moim zdaniem, największym faworytem tej imprezy są Niemcy. Jest to ekipa budowana przez Joachima Loewa bardzo konsekwentnie, grająca futbol widowiskowy, szybki. Nasi zachodni sąsiedzi mają najmłodszą drużynę na całym turnieju, ale na pewno, mimo ich wieku, warto zwrócić uwagę na ich olbrzymie doświadczenie. Oezli, Khedira, Muller, Neuer i cała reszta to wciąż piłkarze bardzo młodzi, ale jednak grający od dłuższego czasu na najwyższym światowym poziomie. Jeszcze jedna sprawa – głód sukcesu. Niemcy od 2006 roku są bardzo blisko wygrania wielkiego turnieju  (ME, MŚ), ale ciągle im czegoś brakuje. Na Weltmeisterschaft 2006 zajęli trzecie miejsce, dwa lata później w Szwajcarii i Austrii przegrali nieszczęśliwie w  finale, a w RPA znowu musieli zadowolić się tylko stanięciem na najniższym stopniu podium. Ta ekipa jest żądna sukcesów, chce zwycięstw, jest młoda, fantazyjna. Piłkarze Loewa są świetni, są na samym szczycie, ale większość z nich tryumfu w tak ważnej imprezie jeszcze nie odniosła, również na polu rozgrywek klubowych. To jest mój największy faworyt.

Myślę, ze groźni mogą być również Anglicy i Portugalczycy. Zacznę może od reprezentacji Lwów Albionu. Tak, wiem, angielscy kibice dawno nie wyczekiwali na wielką imprezę w tak ponurych nastrojach. Dawno nie było tak wielkiej plagi kontuzji w reprezentacji, do Polski nie pojedzie kilku graczy absolutnie kluczowych, klasy co najmniej europejskiej, którzy naprawdę swojej reprezentacji mogliby na tym turnieju bardzo wiele dać.  W  pierwszych dwóch, bardzo istotnych przecież meczach, nie zagra z powodu zawieszenia Wayne Rooney. Wreszcie należy wspomnieć o bardzo niespodziewanym, na kilka miesięcy przed samą imprezą, odejściu trenera, Fabio Capello i awaryjnym zatrudnieniu Roy’a Hodgsona.

Ale ja jednak mam takie dziwne przeczucie, że Anglicy mogą naprawdę na Euro ostro namieszać. Muszą tylko być zespołem. Nie zlepkiem indywidualności. Muszą być drużyną. Monolitem. Grajków pod swoją władzą Hodgson ma naprawdę świetnych. Myślę, że po tylu latach nieudanych startów w tych imprezach najwyższej rangi, Anglików naprawdę stać na wzniesienie się na wyżyny. Nawet po bardzo nieudanej przygodzie z Liverpoolem i  powrocie do słabego WBA, sądzę, że Hodgsona stać na to, by Anglię zaprowadzić bardzo daleko. Cole, Terry, Gerrard, Parker to wielkie doświadczenie, dla nich to może być ostatni turniej w karierze, a Chamberlain, Carroll, Young, Johnson to młodzież niezwykle głodna sukcesu.  Dobre połączenie, sukces jest w zasięgu ręki.

Wspominałem też o Portugalii. Ekipie z trenerem młodym, ale już bardzo doświadczonym, w przeszłości świetnym piłkarzu, który już jeden finał Euro przegrał – jako piłkarz właśnie. Paulo Bento dowodzi naprawdę zgrają kapitalnych zawodników. Absolutną gwiazdą jest oczywiście Cristiano Ronaldo – najlepszy, obok Leo Messiego, piłkarz świata. Ale po drugiej stronie jest przecież niewiele gorszy Nani. Jest świetny środek pola: Meireles, Veloso, Moutinho, czyli solidność, odbiór, agresja, a zarazem finezja, technika, przegląd pola. Cała trójka to podający bardzo wysokiej klasy, w defensywie też spisują się nieprzeciętnie. No i wreszcie należy napisać coś o obronie – formacji, w której Portugalia  ma kolejnych graczy światowego formatu. Pepe, Coentrao, Bruno Alves – to mówi samo za siebie. Pewność, odbiór, spokój, w przypadku Coentrao także kreatywność, dużo gry ofensywnej, do przodu, drybling, umiejętność wygrania pojedynku jeden na jeden. Na prawej stronie defensywy najprawdopodobniej zagra Miguel Lopes. Szczerze mówiąc, w akcji go jeszcze nie widziałem, wiem tylko, że przed powołaniem do 23 – osobowej kadry, w dorosłej reprezentacji nie zagrał nawet meczu. A możliwe,  że już na sam początek będzie rzucony na bardzo głęboką wodę, bowiem na otwarcie turnieju Portugalczycy zmierzą się z Niemcami.

W przypadku Portugalii powiem to samo, co w przypadku Lwów Albionu – jeśli Bento sprawi, że jego piłkarze będą monolitem, a nie jedynie zlepkiem fantastycznych indywidualności światowej klasy,  to mogą oni dojść nawet do wielkiego finału.

Zapewne dziwi was to, że wśród swoich faworytów do tryumfu ostatecznego nie umieściłem ani Holandii ani Hiszpanii. Już  śpieszę, by wyjaśnić mój sposób rozumowania. Otóż trochę nie wierzę w to, by „La Roja” była w stanie po raz drugi z rzędu wygrać Euro i po raz trzeci z rzędu wygrać wielką imprezę. Wydaje mi się, że piłkarze Del Bosque największy sukces w swoim życiu już osiągnęli, wspięli się na wyżyny swoich możliwości, najedli się tryumfem, a teraz już, tak myślę, nie będą o ten sukces walczyli z taką ambicją, namiętnością. Oczywiście będą święcie przekonani o tym, że robią wszystko, by to osiągnąć, ale podświadomie będzie troszeczkę inaczej. Nie są już Hiszpanie, w odróżnieniu np. od Niemców, tak głodni sukcesu.

Holandia z kolei jakoś mnie nie przekonuje. Owszem, dysponuje kilkoma piłkarzami najwyższego formatu, ale tym razem żelazna taktyka Van Marwijka może nie wystarczyć. Uważam reprezentację Portugalii i Niemiec, czyli rywali grupowych Holandii, za ekipy trochę lepsze od „Oranje” i to one, moim obiektywnym zdaniem, mają większą szansę na wyjście z grupy.

Teraz słówko o Polakach. Z grupy będzie nam wyjść bardzo ciężko – Rosja to klasa sama w sobie, a Grecja i Czechy to też solidność, kilka indywidualności. Ale jeśli już z tej grupy wyjdziemy, to mamy szansę nawet na półfinał czy finał. Gdy już zaczniemy wygrywać, to nakręceni tymi zwycięstwami, kapitalną atmosferą w kraju, możemy wznieść się na absolutne wyżyny i nawet najlepsze reprezentacje mogą zostać przez nas pokonane. Mam nadzieję, że pójdziemy drogą Greków, którzy kompletnie nieoczekiwanie zdołali wywalczyć Mistrzostwo Europy w 2004 roku.

Jeśli miałbym wskazać zawodników, którzy zawojują Euro, postawiłbym na Lewandowskiego, Ronaldo i Ribery?ego. Cała trójka miniony sezon miała doskonały.

Z Roberta rośnie piłkarz klasy światowej: kapitalnie się zastawia, dysponuje bardzo dobrą techniką, jest coraz bardziej skuteczny, nie czeka bezczynnie na podanie na linii spalonego jak to robił niegdyś na przykład Filippo Inzaghi, ale podłącza się do gry, wychodzi na pozycję, sytuacje kreuje nie tylko sobie, ale i swoim kolegom.

Ronaldo to klasa sama w sobie. Ikona. Piłkarz fenomenalny. Miniony sezon znowu w jego wykonaniu był fantastyczny. Bramki strzelał jak na zawołanie. W końcu zaczął śmielej poczynać sobie w konfrontacjach z wielką Barceloną, której co mecz zacząl ładować gole. Dojrzał. Wielkiego turnieju reprezentacyjnego jeszcze nigdy nie zawojował, myślę, że teraz przychodzi czas, by to zmienić.

No i Franck Ribery. Technika, szybkość, kontrola, koordynacja, genialny drybling – to jego największe atuty. Jest w kapitalnej dyspozycji. Dla rywali jest nieprawdopodobnie groźny. Jestem przekonany, że jeżeli Francja coś na Euro osiągnie, to będzie miał w tym wielki udział właśnie gracze Bayernu.

Czekają nas kapitalne trzy tygodnie. Tygodnie wrażeń, emocji, łez radości i smutku, rozpaczy, euforii i konsternacji. Czeka nas coś, czego w Polsce nie było nigdy. To będą fantastyczne dni.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl