Euro, Euro, Euro!

Zostało kilkadziesiąt godzin do rozpoczęcia najważniejszego wydarzenia w historii polskiej piłki nożnej – Euro 2012.  Cytując Libera i InoRos będzie to „Czyste szaleństwo”.

Szczerze mówiąc ja już szaleje. Na ulicach już prezentuję swoją dumę, wywieszając w samochodzie flagi i szaliki, chipsy i napoje już wyczekują rozpoczęcia w szafce ćwicząc moją silną wolę. Jednak niepokój we mnie wzbudza świadomość, że podobną „zajawkę” miałem cztery lata temu i każdy wie jak to się skończyło, ale chyba nie da się przejść obok tej wspomnianej „zajawki” obojętnie. Czy może jednak się da?

Wychodzi na to, że się da, bo taki ma zamiar prawie co drugi Polak. Dziwi mnie to negatywne nastawienie. Moja babcia uważa, że do Polski przyjadą sami kibole i porozwalają stadiony, naśmiecą na ulicach, zniszczą drogi. Ja spróbowałem dopytać się dlaczego tak uważa, jednak żaden poważny argument babci do głowy nie przyszedł, chyba, że takim można uznać ” bo tak jest, było i będzie i już”. Jednak czy taki „kibol”  specjalnie będzie wydawał 500 złotych na jeden mecz, na którym nic nie zrobi, bo nie będzie miał wsparcia kolegów, którzy nie wylosowali biletów? Nie? No właśnie.

Inna sprawa to to, że przed Euro wygraliśmy trzy sparingi. 1:0 z Łotwą i Słowacją i 4:0 z Andorą. Pytanie jest jedno. Czy ta gra napawa optymizmem przed turniejem zaczynającym się 8 czerwca? Owszem trzy zwycięstwa w trzech meczach, ale czy to były przekonujące zwycięstwa? Czy można być optymistą? Nie można, ale trzeba, bo piłkarze potrzebują wsparcia i zdzierania gardła przed telewizorem, a więc przechodząc do meritum. Gdy mecz Polacy grają zasiądź przed telewizorem i zdzieraj gardło, bo możesz mieć tylko trzy okazje do tego…


pubsport.pl