F1 na przełomie sezonów: Ferrari

Miniony sezon był dla włoskiego teamu wyraźnie nieudany. Co prawda byli w grupie trzech najlepszych (odstających od reszty) zespołów, a co za tym idzie, kierowcy zmieścili się w pierwszej szóstce, ale nie takie były cele i założenia legendarnej stajni.Zaledwie jedna pierwsza linia na starcie i jeden wygrany wyścig w 2011 roku to zdecydowanie za mało, jak na oczekiwania kibiców, włodarzy, czy nawet samych zawodników. Oczywiście można znaczną winę zrzucić na bolid, bo – nie oszukujmy się – nie był on w stanie nawiązać równej walki z Red Bullem, czy już później nawet z McLarenem.

Jednak wszystko byłoby zbyt proste, gdyby okazało się to jedynym powodem takich rezultatów w poprzednim sezonie. Po pewnym czasie okazało się, że Fernando Alonso ciągnął zespół w górę, a Felipe Massa ściągał w dół. Efekty widzieliśmy w klasyfikacjach. Początkowo żadnemu z kierowców czerwonego auta nie powodziło się najlepiej. Może nie aż tak, żeby nie zdobywali punktów, ale, jak wiemy, tutaj skala ocen jest zupełnie inna – wiele zespołów nawet nie śmie marzyć o takich wynikach, jakie miało Ferrari w 2011 roku.

Alonso musiał w ubiegłym sezonie pokazywać się z jak najlepszej strony każdego weekendu wyścigowego. Jak wspomniałem, pierwsze wyścigi nie poszły tak, jak by chciał, ale w Monako nastąpiło przełamanie. Hiszpan się odblokował i zaczął regularnie zajmować miejsca jeśli nie na podium, to w pierwszej czwórce. Wyciskał zarówno z siebie, jak i z samochodu wszystko, bo tylko w taki sposób mógł zajmować wysokie lokaty. Miał realną szansę na tytuł Wicemistrza Świata albo chociaż na trzecie miejsce, ale do podium zabrakło jednego punktu.

Fernando miał w swojej karierze tyle pięknych sezonów, że nie wiadomo, jak zakwalifikuje ten, który minął. Z jednej strony musiał włożyć mnóstwo pracy, a efekty były (tylko) ?niezłe?, z drugiej jednak, taki wysiłek powinien dawać więcej satysfakcji niż zwykle. Nie ma bowiem nic piękniejszego, niż znakomity wynik poparty niesamowicie ciężką pracą przez kilka miesięcy. Zupełnie inaczej ten sezon wspominał będzie Felipe Massa…

Brazylijczyk był cieniem nie tylko swojego zespołowego partnera, ale także i samego siebie. Nie potrafi do siebie dojść po wypadku z 2009 roku. Gdyby nie to, że dysponował nieco lepszym sprzętem od zespołów niżej sklasyfikowanych, to jego celem na każdy wyścig byłoby zdobycie jakiegokolwiek punktu. Dodatkowo te zatargi z Hamiltonem? drugi kierowca Ferrari musiał chyba zainwestować w psychologa, by to wszystko jakoś znieść…

Głośno mówi się, że jeżeli w 2012 będzie mu szło podobnie, to być może nawet w trakcie trwania sezonu zastąpi go Robert Kubica. Oczywiście jako Polak powinienem się z tego cieszyć, lecz próbuję się także postawić po stronie Felipe. Wyobraź sobie, co on w tej chwili czuje. To musi być niesamowita presja, która być może zmotywuje go do szybszej jazdy.

Wiele jednak zależy od tego, jak dobrym będzie (zarówno on, jak i Hiszpan) dysponował samochodem w nadchodzącym roku. Apetyty w Maranello nie są zaspokojone, odkąd do Formuły 1 powróciły gładkie opony. Czy sezon 2012 w końcu będzie dla nich przełomowy?


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl