F1 na przełomie sezonów: Robert

Dziś minął dokładnie rok od wypadku Roberta Kubicy w Ronde di Andora. W związku z tym w moim cyklu warto napisać kilka słów o naszym jedynaku w Formule 1.

Nie jeździł, a mówiło się o nim dużo, choć tak naprawdę niewiele wiemy o jego stanie i przebiegu rehabilitacji. Stąd wzięło się mnóstwo plotek na jego temat – dziennikarze coś tam gdzieś usłyszeli i nagłośnili. Podejrzewam, że nasz kierowca z wielu medialnych historii miał niezły ubaw. Chociaż z drugiej strony jestem pod wrażeniem, że potrafi tak wiele przed światem ukryć. Ten chłopak lubi pogrywać z dziennikarzami – to już wiedzieliśmy wcześniej.

Jednak ta pośrednia cisza u Roberta także ma niewłaściwy wpływ na nas ze względów czysto kibicowskich. Chcielibyśmy wiedzieć, kiedy zobaczymy Polaka za kierownicą! Choć przede wszystkim, ja bym chciał go w ogóle zobaczyć w pełni okazałości i posłuchać, co ma nam do powiedzenia, ale tak bezpośrednio. Nie przez list, kumpla, czy menedżera, lecz w postaci jakiegoś filmiku w internecie, może wywiadu telewizyjnego.

Podobno nic już go nie łączy z Lotusem, a bardzo poważnie mówi się o Ferrari. Podobno, gdyby w piątek doszło do oficjalnej prezentacji czerwonego bolidu, Kubica pojawiłby się na uroczystości. Jednak na drugim biegunie są też informacje, jakoby RK miał zostać zatrudniony przez Force India lub Williamsa. I weź tu bądź mądry…

Oczywiście bardzo bym się cieszył, gdyby nasz rodak podpisał kontrakt ze stajnią z Maranello, bo w końcu trafiłby do czołówki F1 i bez owijania w bawełnę mógłby mówić, iż jego celem jest Mistrzostwo Świata. Lecz musimy poczekać, aż dojdzie do pełni sprawności. Jak na razie słyszy się, że może normalnie ruszać prawą ręką, ale brakuje w niej jeszcze siły. Pozytywne wersje mówią, że jeszcze przed czerwcem poprowadzi samochód wyścigowy. Prawda pewnie gdzieś tam leży, ale gdzie?

Przez tą rozrzutność informacji, zmieniało się moje nastawienie do powrotu Polaka. Przez pierwsze godziny po wypadku sądziłem, że straci co najwyżej pół sezonu, ale na pewno wsiądzie za kierownicę w 2011 roku. Okazało się jednak inaczej, dopiero wersja w stylu „kilka centymetrów i straciłby życie” zmusiła mnie do odroczenia oczekiwań. Jednakże w tym wypadku możnaby na to odpowiedzieć: „kilka centymetrów i nic by mu się nie stało”. Cóż, takie jest życie…

Tymczasem pogodziłem się już z myślą, że w tym roku Kubica nie pojedzie w wyścigu. Być może jeszcze się zaskoczę, ale tak na wszelki wypadek, by nie pompować balona, wolałem się tak nastawić. Zacznę się niepokoić, jeżeli nie zacznie przygotowań do sezonu 2013.

I jeszcze jedna myśl na koniec. Moim zdaniem, gdyby nie trafił do włoskiego szpitala, a do któregoś z polskich, to wszystko trwałoby znacznie dłużej. Nie wiadomo, czy by go w ogóle poskładali. Prawdopodobnie trzeba było trochę sypnąć groszem, ale i tak nie wyobrażam sobie takiej determinacji i efektów u naszych lekarzy. Nie wiem, na ile by się to sprawdziło, ale to krzywdzący stereotyp dla tej branży nad Wisłą.

Robert to twardy chłop, jak nam już pokazał. Da radę! Wierzę, że wyliże się, jak zapowiadałem rok temu.

>


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl