F1 po połowie sezonu – podsumowanie

Zanim się obejrzeliśmy, zleciało pół sezonu 2012 w Formule 1. Jeszcze szybciej umknęły czterotygodniowe wakacje (w dużej mierze dzięki Igrzyskom Olimpijskim). Już w najbliższą niedzielę na słynnym obiekcie w Spa-Francorchamps wznowiona zostanie rywalizacja w najlepszej serii wyścigowej świata. 

Jednak chciałbym się skupić na tym, co za nami. Wielu znawców i ekspertów już uznało ten rok za najbardziej emocjonujący w historii. Najwięcej porównań odnosi się do roku 1982, uchodzącego do tej pory za najlepszy. Muszę im zaufać, bo moja pamięć nie ma prawa sięgać tak daleko, gdyż w tym czasie moi rodzice dopiero brali ślub.

Wróćmy do teraźniejszości. W klasyfikacji przewodzi – i to dość wyraźnie – Fernando Alonso, chociaż pierwsze eliminacje wcale tego nie zapowiadały. Co prawda wygrał drugi wyścig roku, czyli GP Malezji, ale w deszczu zdarzyć się może wszystko, więc to zwycięstwo nieco zbagatelizowałem. Już szykowało się na kolejną klapę Ferrari po kiepskim starcie sezonu, aż tu nadeszły testy w Mugello i pozmieniały nam nieco układ sił w stawce. Początkowo szybkie McLareny osłabły, zwolniły tempo, a odwrotną tendencję zanotowały czerwone auta włoskiej produkcji. Fernando powrócił na szczyt. Był pierwszym, który odniósł drugie zwycięstwo w sezonie, a od 7 wyścigów nie zajął miejsca niższego niż piąte. Poprawił się także Felipe Massa, choć wciąż daleko mu do oczekiwanych rezultatów. Ale zamiast tragicznie jest kiepsko, choć to zawsze jakiś postęp.

Z kolei Hamiltonowi i Buttonowi testy zaburzyły harmonię dotychczasowych występów. Bahrajn w ich wykonaniu miał być tylko nieszczęśliwym wypadkiem, a okazał się początkiem obniżenia lotów. Walczyć stara się Lewis i nie idzie mu źle – przecież zwyciężył w Kanadzie i na Węgrzech – choć na pewno trudniej niż w australoazjatyckiej części sezonu. Za to problem z powrotem do należytej dyspozycji ma Jenson, ale jest szansa, że z tego wyszedł. Drugie miejsce na Hockenheim i szóste na Hungaroringu to i tak najlepsze, co osiągnął odkąd F1 zawitała do Europy. Dlatego najbliższe eliminacje będą dla niego bardzo ważne. Na podium MŚ szans już nie ma, ale wciąż razem z Mistrzem Świata z 2008 roku toczą bój o tytuł wśród konstruktorów.

We wspomnianym zestawieniu lideruje Red Bull. Dzieje się tak za sprawą drugiego i trzeciego miejsca zajmowanego przez kierowców tego zespołu w punktacji indywidualnej. Złośliwi mówią, że Sebastian Vettel w końcu przypomina sobie, jak to jest jechać za kimś, bo w zeszłym roku rzadko miał taką okazję. Tymczasem w generalce wyprzedza go także Mark Webber. Wydaje się, że jeździ spokojnie, bez fajerwerków, ale jednak wygrał na dwóch ważnych Grand Prix – Monaco i Silverstone. Ma najbliżej do Fernando Alosno, aczkolwiek i tak dzieli ich przepaść – 40 punktów. Mam nadzieję, że Australijczyk da z siebie wszystko aby jak najbardziej zmniejszyć tę stratę, bo przydałyby się emocje w walce o tytuł na koniec sezonu.

Tytuł największego pechowca sezonu na pewno otrzyma Michael Schumacher, który z całą pewnością liczyłby się w czołówce klasyfikacji indywidualnej, ale ciągle coś mu przeszkadzało – a to auto się popsuło, mechanik zawalił, czy też ktoś w niego uderzył. I tak oto siedmiokrotny Mistrz Świata wylądował w punktacji wśród Williamsów, Force India i jednego, słabszego Ferrari, czyli ściślej mówiąc, w drugiej dziesiątce.  Najbliższa eliminacja będzie dla niego szczególna, gdyż wystąpi w 300. wyścigu w swojej karierze. Motywacji mu nie brakuje, tylko, jak zaznaczam, szczęścia. Jego zespołowy partner, Nico Rosberg po wygranej w Chinach stanął na podium tylko raz – w Monte Carlo. Podobnie jak Jenson Button, po świetnym początku, jego wyniki można teraz określić jako średnie, bo nie są ani dobre ani złe.

Przy takim podsumowaniu nie wolno zapominać o Lotusie, czyli aktualnie trzeciej sile wśród teamów F1. Wspólnie z kolegą Janem (który nie mógł się doczekać tego tekstu) doszliśmy do wniosku, że gdyby wszystkich zawodników posadzić za kierownicą takiego samego bolidu, to najlepiej zaprezentowałby się Kimi Raikkonen. Iceman po powrocie do ścigania na torze pokazuje, iż nie zapomniał, jak to się robi na najlepszym poziomie. Prezentuje dość równą formę i depcze po piętach czołówce. Janek jest przekonany, że Fin zwycięży w Belgii. Nie miałbym nic przeciwko takiemu roztrzygnięciu, ponieważ byłby to ósmy zwycięzca w sezonie. Być może włączy się nawet do batalii o tytuł Mistrza Świata.

Drugi kierowca Lotusa, Romain Grosjean, jak to określiłem w trakcie wyścigu na Hungaroringu, odważnie sobie pomyka. Podczas tamtej eliminacji zrobił na mnie największe wrażenie. Chyba mógłbym się założyć, że Francuz spokojnie przekroczy 120 punktów w tym roku. Dzięki temu, że stara się utrzymać tempo zespołowego kolegi, team plasuje się tak wysoko.

Ten rok jest wyjątkowy z wielu względów, także jeśli chodzi o niespodzianki. Za takie na pewno uchodzą miejsca na podium kierowców Saubera, czy zwycięstwo Pastora Maldonado. Nawet, jeśli te dobre wyniki nie są osiągane regularnie (Wenezuelczyk oprócz wygranej w Hiszpanii wywalczył tylko 8. miejsce w Chinach), to i tak przyjemnie ubarwiają nam widowisko na przykład kwalifikując się do finałowej dziesiątki kwalifikacji. Chwała im za to i mam nadzieję, że będą kontynuować dzieło. Jedynie Toro Rosso odstaje od reszty. Gdybym miał być szczery i bezlitosny, to powiedziałbym, że bliżej im do Caterhama niz Force India, ale nie będę taki…

Jeśli prześledzić historię moich wpisów w tym sezonie Formuły 1, to zabrakłoby tekstów o GP Kanady i GP Węgier. Tego pierwszego wyścigu widzialem tylko kilka okrążeń z powodu Euro 2012, a na powtórkę się nie załapałem, ponieważ nie mam należytego kanału. Teraz już wiem, jak diametralna jest różnica pomiędzy obejrzeniem zawodów wyścigowych, a przeczytaniem o nich w gazecie czy internecie. Rywalizację na Hungaroringu oglądałem w całości, ale przy natłoku obowiązków przy Igrzyskach Olimpijskich nie zdążyłem napisać ani słowa. I tak nie byłoby specjalnie dużo, bo tradycyjnie na tym obiekcie nie działo się wiele. Nawet system DRS niezbyt podniósł poziom widowiska.

Wygaszacz tylnego skrzydła pozostanie kwestią kontrowersyjną dopóki egzystuje w Formule 1. Owszem, poprawia statystykę wyprzedzań, ale czy daje pełną satysfakcję z takich manewrów? Nie stanę ani po jednej ani po drugiej stronie. Nie jestem zwolennikiem ani przeciwnikiem tego rozwiązania. Myślę, że warto już zakończyć dywagacje na ten temat, bo wciąż ograniczają się one do takich samych pytań i odpowiedzi.

Ostatnio wyścigi oglądam w towarzystwie dziennikarza Przeglądu Sportowego, Cezarego Gutowskiego – fachowca, jakich mało. To „oglądanie w towarzystwie” to może za duże określenie, bo łączę się z nim wraz z kibicami F1 za pomocą facebooka. Pan Cezary jest na torze, dzięki czemu wie i widzi więcej niż ci, którzy patrzą w telewizyjny obraz i ewentualnie live timing. Dodatkowo można włączyć się do luźnej dyskusji z żurnalistą na temat aktualnych wydarzeń na torze, co znacznie czyni tego człowieka bliższego kibicom. To naprawdę fajne rozwiązanie.

Chociaż już poza nami więcej niż pół sezonu, to i tak dużo pięknych wyścigów przed nami, m.in. pożegnanie z Europą na Monzy, noc w Singapurze i debiut obiektu w Austin. Jak słusznie zauważył mój kuzyn, Karol, we wrześniu, październiku i listopadzie odbędą się po trzy wyścigi, a aż cztery razy będziemy mieć eliminacje tydzień po tygodniu. Dla sympatyków królowej sportów motorowych ta jesień nie będzie nudna ani smutna!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl