Fenomenalny początek Ligi Mistrzów 12/13

Na inaugurację 20. sezonu piłkarskiej Champions League wybrałem sobie starcie Realu z Manchesterem City. To był znakomity wybór! Ileż było tam dramaturgii, emocji… kocham takie spektakle!

Niewiele brakowało, a ziściłby się mój typ w facebookowej zabawie. Patrząc na ostatnie występy Królewskich* spodziewałem się remisu 2:2. Oglądałem ich sobotnie starcie z Sevillą i już po pierwszych 20 minutach nasunęła mi się myśl, którą opublikowałem na twitterze:

Muszę przyznać, że pierwsze połowy zarówno ligowego, jak i pucharowego meczu były w wykonaniu Mistrzów Hiszpanii dość podobne z wyjątkiem szybko straconej bramki na Sanchez Pizjuan. Mam tu na myśli obleganie rywala, który nastawiał się na kontry, nerwy oraz dużo nieskutecznych strzałów.

Gospodarze wczorajszego starcia chcieli zapobiec szybkiej stracie gola i od razu ruszyli do ataku. Mogło się to podobać, ale, jak wspominałem, zabrakło „tylko” celności. Stwarzali składne, efektowne akcje w dobrym tempie, lecz obrońcy The Citizens nie pozostawiali im wiele miejsca na ich przeprowadzenie. Każda większa dziura w szykach defensywnych kończyła się bramką lub strzałem celnym. Zatem wyprawy w okolice pola karnego rywali kosztowały ich dużo sił. Podopiecznych Jose Mourinho dodatkowo deprymować mógł fakt, iż świetnie dysponowany był Joe Hart. Pełnił rolę „ostatniej instatncji”, do której odwoływali się jego zespołowi koledzy.

Goście od początku nastawili się na kontrataki. Początkowo nie bardzo było z czego je wyprowadzać, bo pierwsze kilkanaście minut było dość jednostronne, a nawet można powiedzieć więcej – to było starcie Realu Madryt z Joe Hartem. Jednak później, gdy piłkarze z Madrytu nieco spuścili z tonu, pojawiało się więcej szans dla przyjezdnych. Przez cały mecz swoją szybkością imponował mi Yaya Toure. Patrząc ogólnie, po pierwszej połowie wyrobiłem sobie opinię, że była ona interesująca, ale dość jednostronna. Brakowało goli, które ożywiłyby grę.

Do połowy drugiej połowy obraz gry się nie zmienił, ale później rozpoczął się piękny spektakl, festiwal goli. A kto wykreował kontrę? Wspominany i chwalony przeze mnie nienajstarszy i nienajmłodszy spośród braci Toure! Królewscy w związku z tym byli postawieni nieco pod ścianą. Już miało się spełniać porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach, powtórzyć koszmar z Sevilli, a tu Marcelo wykorzystał przestrzeń, jaką dali mu defensorzy i bach, remis.

Bramka Kolarova, choć okraszona dawką szczęścia, bardzo ładna. Zacząłem szukać sprawiedliwości, logiki w przebiegu tego meczu, ale Karim Benzema szybko rozwiał moje myśli. Znów zbyt łatwo oszukał obrońców. Ci winę ponoszą też przy trzeciej, zwycięskiej bramce autorstwa Cristiano Ronaldo. Technika to jedno, a ustawienie rywali to drugie. Bramki dla Realu to najlepszy dowód, że piłka nożna to gra błędów.

Nie chcę wyjść na takiego, co wszystko wiedział przed pierwszym gwizdkiem, ale mając świadomość obejrzanych iluś tam meczów Mistrza Hiszpanii, powtarzałem sobie w myślach: „To, że przeważają, że naciskają, jeszcze nic nie znaczy. Trzeba trafić raz, drugi (np. jak w meczu z Milanem dwa lata temu w grupie) i mieć spokój, a nie taką sraczkę przez cały mecz. Bo jak jedna kontra się ziści, to co?”. Niewiele brakowało do tego, aby sprawdził się kolejny czarny scenariusz dla Realu. Ale skoro są 3 punkty, to spekulacje należy uciąć. I tak gospodarze zasłużyli na wygraną w tym meczu.

Było to świetne otwarcie nowego sezonu w Lidze Mistrzów. Mam nadzieję, że takich meczów zarówno w tej grupie, jak i całej edycji będzie mnóstwo, aby wydobyć z futbolu to, co najpiękniejsze. Sądzę, że w kolejce rewanżowej do pierwszej – piątej na Etihad Stadium Realowi juz nie będzie tak łatwo. Ale zanim do tego meczu dojdzie…

* – Mimo wszystko mam wrażenie, że dla Jose Mourinho i jego Realu liczy się w tym sezonie tylko Liga Mistrzów. Primera División i wszystko inne stoi na bocznym torze, choć te słynne 8 punktów to jeszcze nic, skoro do zdobycia są jeszcze 102…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl