Fergusona oblicze prostackie

Temat o tyle delikatny, o ile niepomijalny. Przywykliśmy do gloryfikowania pewnych osobowości w świecie sportu tak, jak i w światku każdym innym. Są bowiem tacy, którzy swoim świadectwem urzekają kolejne pokolenia i stanowią dlań niepodważalne autorytety na licznych płaszczyznach. Co jednak wtedy, gdy ów bożyszcze nie są do końca tacy idealni? Wszakże somatycznie to ci sami przedstawiciele naszego gatunku, co wszyscy ludzie wokoło, a zarazem mają prawo do niedoskonałości. Takiej niedoskonałości jesteśmy właśnie świadkami w przypadku Sir Alexa Fergusona.

Szacunek

Szkot u sterów Manchesteru United zasiada bez mała 25 lat. Jest to wynik niebagatelny już sam w sobie, a dorzuciwszy do niego szereg sukcesów i tytułów, jakie klub wywalczył za jego kadencji, maluje nam się obraz trenera nieomal doskonałego. Sir Alex Ferguson to człowiek-instytucja. Ktoś, kto jest synonimem zwycięstwa. Tutaj postawmy wyraźną kropkę i zaznaczmy, że za to oblicze należy mieć do bossa „Czerwonych Diabłów” olbrzymi szacunek. Takowym darzą go kibice i piłkarze. Zapewne z wzajemnością. Nieprzypadkowy, a wręcz kluczowy jest zwrot „darzyć szacunkiem”. Postawa fundamentalna, będąca zaczątkiem konstruktywnego dialogu i porozumienia. Zarazem postawa, która wyraźnie obca jest Sir Alexowi Fergusonowi w kontaktach z jeszcze jedną liczącą się w futbolu grupą ludzi – sędziami. Problem jest nawet szerszy, gdyż dotyka osób zaangażowanych w zarządzanie rozgrywkami, np. dyrektora wykonawczego Premier League, Richarda Scudamore’a. Dowodów na to Szkot zwykł dostarczać często i systematycznie, lecz ostatnio dodatkowo w swych upodobaniach wykazał się najczystszą hipokryzją.

Aktualnie Sir Alex Ferguson nie ogląda meczów swoich podopiecznych z ławki rezerwowych a z trybun. To pokłosie jego tendencyjnych i niesmacznych wypowiedzi po porażce Manchesteru United z Chelsea Londyn 2-1. Do obwiniania sędziów za niekorzystne rezultaty zdążył już zresztą przyzwyczaić. W końcu prostszego sposobu nie ma. Wystarczy obarczyć odpowiedzialnością za przegrany mecz kogoś innego i tym samym zmyć plamę z własnego wizerunku. W tym Ferguson również jest niedościgniony. Jako osoba młodszej daty zastanawiam się czasem nad tym, czy to nie sędziwy wiek tak „popsuł” tego wybitnego trenera. Nie pamiętam, bo pamiętać nie mam prawa, czy Ferguson miał podobne zwyczaje, gdy pracy na Old Trafford się podejmował. Na starość ludzie robią się niekiedy zrzędliwi, podejrzliwi i wszędzie doszukują się spisku. Właśnie taki wobec arbitrów jest opiekun lidera ligi angielskiej. Abstrahując, Fergusonowi wlepiono surową karę pięciu spotkań, co mnie ukontentowało. Samego zainteresowanego FA nie wyleczy, ale wysyła wyraźny sygnał do innych, że takim zachowaniom nie będzie folgować. To był jednak dopiero zalążek zamieszania.

Hipokryzja

Władze ligi wyszły na początku kwietnia z inicjatywą akcji pt. „Szanuj sędziego”. Celem jest poprawa relacji między sprawiedliwymi z piłkarskich boisk a szkoleniowcami oraz zawodnikami. Nie mogło umknąć to uwadze Fergusona, który skrytykował pomysł, wytaczając bzdurne argumenty, którym zaprzecza… jego własna wypowiedź po marcowym pojedynku z Chelsea Londyn. Sternik Manchesteru United między innymi w ten sposób mówił o akcji:  „Zostałem ukarany za coś, co uważam za uczciwy komentarz. Oni nie [mowa o FA – przyp.], więc dali mi pięciomeczową karę, w porządku. Ale nie trzeba od razu mówić, że nie szanujemy sędziów”. Sir Alex Ferguson zaprzecza, jakoby nie szanował tych, którzy gwiżdżą jego drużynie. Przypomnijmy sobie zatem jego wypowiedź w kierunku Martina Atkinsona: „Zawsze jest nadzieja, by dostać dobrego arbitra w takim meczu. […] Chciałoby się sprawiedliwego sędziego lub chociaż dobrego, a takiego nie otrzymaliśmy. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego dostał taki mecz. Gdy zobaczyłem, kto będzie sędziował, naszły mnie obawy. Obawiałem się najgorszego”. Skoro Ferguson zapiera się, że ma respekt do arbitrów, to jak nazwałby swoje własne słowa pod adresem jednego z nich? Dodajmy, że wypowiadane z jego ust w tym tonie nie po raz pierwszy. 70-letni Szkot szacunkiem nazywa zarzuty w stronę Atkinsona, że ten jest niesprawiedliwym i złym sędzią, a ponadto można się po nim spodziewać najgorszego? To jest ten szacunek, do którego dróg, zdaniem SAFa, nie trzeba szukać poprzez takie inicjatywy jak akcja „Szanuj sędziego”? W końcu taki oto komentarz człowiek-instytucja nie tylko dla Manchesteru United, ale dla całej piłki nożnej, uważa za „uczciwy”? Dostało się także wspomnianemu wcześniej dyrektorowi wykonawczemu ligi: „Richard Scudamore chyba nie ma za dużo do roboty, co? Chce poprawiać Premier League. To świetnie, w końcu to jego robota. Ale nie wydaje mi się, żeby trenerzy nie szanowali arbitrów”. Fergusonowi się nie wydaje, żeby trenerzy nie szanowali arbitrów… Może ma nawet rację, ale najwyraźniej zapomniał uwzględnić swojej osoby. Wszakże to właśnie on jest pierwszy, ażeby gardłować nieprzychylne epitety na Atkinsona i innych. Richard Scudamore nie ma za dużo do roboty? Ano właśnie przez takich delikwentów o prostackich instynktach jak Szkot ma tej roboty całe mnóstwo. Jeszcze jeden przykład jawnej hipokryzji: „To trudna praca [sędziowanie – przyp.], wszyscy to wiemy. Nie chcielibyście sędziować meczu, nie? Ja też nie. Jednak potrzebujemy arbitrów”. Jeżeli SAF tak znakomicie zdaje sobie sprawę, że zawód sędziego jest zawodem trudnym, to bez racjonalnej odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego ma w zwyczaju zmieszać z błotem co poniektórych odważnych tą pracą się trudniących.

Zrozumienie

Oczywiście Sir Alex Ferguson nie jest wśród trenerów przypadkiem odosobnionym. Jest jednak przypadkiem normatywnym, więc wymagania jemu stawiane są ambitniejsze niż względem reszty. Sędziowie po prostu wykonują swoją pracę, którą zlecamy im my wszyscy, tworzący środowisko piłkarskie. Nie są nieomylni, ale ten tekst dowodzi, że nawet najwięksi nie są i prawdopodobnie nigdy nie będą. Czasami błędy są rażące i decydujące, lecz zwłaszcza wtedy nie powinniśmy wysyłać ich za karę na drogę krzyżową. Jeżeli posłużylibyśmy się technologią video, to problem błędów arbitrów zostałby zminimalizowany, a póki tego nie uczynimy, powinniśmy nawet w skrajnych emocjach zachować wstrzemięźliwość. Zawsze wtórowałem tej tezie i wtórować wciąż mam zamiar. Rzeczywiście zdarzają się momenty, kiedy aż targają nami negatywne odczucia po opłakanych dla nas w skutkach pomyłkach. Do dziś mam przed oczami m. in. obraz strzelanej ręką bramki przez Adriano w meczu derbowym z Milanem przed dwoma laty. Jednak staram się to tłumaczyć zawodnością ludzkiej oceny sytuacji. Powtarzam więc – póki nie wprowadzimy powtórek video w trakcie piłkarskich spektakli, nie zasięgajmy wzorców u Sir Alexa Fergusona i bądźmy wyrozumiali dla sędziów. Nie utożsamiajmy się z prostactwem.


pubsport.pl