Finał historyczny i bajeczny

Po raz pierwszy w historii polscy siatkarze wygrali Ligę Światową – turniej, który znacznie przyczynił się do promocji piłki siatkowej w naszym kraju pod koniec ubiegłego stulecia. Mecz finałowy był w wykonaniu Polaków fantastyczny, nie straciliśmy nawet seta ze Stanami Zjednoczonymi!

W dodatku mój kuzyn oświecił mnie, że w turnieju finałowym w Sofii wygraliśmy 11 setów pod rząd! Nasz bilans w Final Six jest po prostu cudowny! Biliśmy po kolei Mistrzów i Wicemistrzów Świata, gospodarzy i Mistrzów Olimpijskich. Jeszcze nie do końca dociera do mnie ten radosny fakt, zwłaszcza, że trzy ostatnie mecze trwały tak… krótko!

Niedzielny finał także wyglądał na pozornie łatwy. Jednak kładę nacisk na przedostatni wyraz w poprzednim zdaniu. Już w połowie drugiego seta dawało się zauważyć dość mocne zmęczenie zawodników, głównie naszych, choć nie tylko – po Amerykanach też już płynęło. Nowy obiekt w Sofii jest klimatyzowany, więc raczej ten pot wynikał z pracy, jaką musieli włożyć zawodnicy obu drużyn w spotkanie finałowe, szczególnie podczas drugiej jego odsłony. Była to prawdziwa wymiana ciężkich ciosów.

Troszkę żałuję, że nie mieliśmy pod kontrolą całego meczu. Kiedy wypracowywaliśmy sobie jakąś większą przewagę – 3 albo 4 punkty – zdarzały nam się przestoje. Całe szczęście, że nie trwały one długo, a w pierwszej i trzeciej partii udało się odskoczyć na więcej – tak, aby nas nie dogonili przeciwnicy. Przy stanie 17:10 w ostatnim secie odniosłem wrażenie, jakby Amerykanie przestali wierzyć i walczyć. Owszem, nadgonili tam parę punktów, ale Polacy byli już tak nakręceni, że nikt nie był w stanie ich zatrzymać.

Podopieczni Alana Knipe’a byli dobrze przygotowani taktycznie do meczu z Polską, ale widać to było tylko na początku meczu. Próbowali wyłączyć z gry Bartosza Kurka, a także mocno grać środkiem i blokiem, ale nie wytrzymali tego tempa. Jedynie Clayton Stanley i William Priddy byli w stanie nawiązać z nami równorzędną walkę. Świadczy to o nas bardzo dobrze, gdyż są to siatkarze grający na najwyższym światowym poziomie. A jeśli udaje nam się ich zatrzymać, to znaczy, że zasługujemy na zwycięstwo w spotkaniu przeciwko ich ekipie!

Kolejny raz zaprezentowaliśmy to, z czego słyniemy – mocną odrzucającą zagrywkę, blok, który przychodzi wtedy, gdy jest naprawdę potrzebny oraz szeroki wachlarz możliwości w ataku. To ostatnie jest możliwe dzięki dobremu przyjęciu i tu podziękowania kierujemy przede wszystkim w stronę Krzyśka Ignaczaka. Podziękujemy mu także za filmiki w ramach „Igłą Szyte”, które kręcił podczas wyjazdów na turnieje tegorocznej Ligi Światowej. Nie mogę się doczekać, aż będą opublikowane!

Prawdopodobnie to, co napiszę w tym akapicie zostanie potraktowane dwuznacznie, ale ja po prostu kocham ten nasz zespół! Chłopaki są naprawdę fantastycznymi zawodnikami, co potwierdzają coraz częściej, a poza boiskiem, to „zwykli”, fajni ludzie! Niestety, dla większości kibiców niedostępni, bo gdyby mieli spotkać się, czy porozmawiać z każdym, to… nie zdążyliby pojechać na Igrzyska Olimpijskie, które są przecież celem numer jeden na ten sezon.

Tego właśnie musimy pilnować. Wygrana Liga Światowa cieszy ogromnie, bo to wielki prestiż, duże pieniądze, punkty do rankingu FIVB, ale jeszcze nie jesteśmy Mistrzami Świata, ani Olimpijskimi. Dopiero mamy szansę zostać tymi drugimi w połowie sierpnia. Nie wolno więc nikomu popadać w huraoptymizm, bo najważniejszy turniej jeszcze się nie zaczął. Dlatego rozumiem, a nawet chwalę postawę całej naszej drużyny, która po wielkim, gorącym powitaniu na Okęciu, szybko wyjechała z lotniska. Teraz jest czas przygotowań do Turnieju Olimpijskiego, świętowanie będzie później.

Chociaż sam musiałem wyjść na pole i wykrzyczeć radość, to wiem, że może być jeszcze lepiej, bo czekamy na medal olimpijski. Jesteśmy naprawdę silnym zespołem i na pewno jednym z faworytów do odegrania decydującej roli na Igrzyskach. Nie mogę się ich już doczekać!

PS. Cieszę się bardzo, że media nagłośniły sukces polskich siatkarzy, ale wypadałoby unikać pewnych błędów rzeczowych. Nie jesteśmy Mistrzami Świata, a „jedynie” triumfatorami Ligi Światowej, zaś to, co czeka nas na przełomie lipca i sierpnia to nie na Olimpiada, tylko Igrzyska Olimpijskie! Dla dociekliwych: okres Olimpiady dobiega właśnie końca.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl