Finał LM jako policzek dla fanów El Clasico

Za kilka godzin czekają nas wielkie emocje związane z finałem Ligi Mistrzów 2011/2012. Na Alianz Arena Bayern Monachium podejmie Chelsea Londyn. Ekipy te w półfinałach wyeliminowały hiszpańskich gigantów – Real i Barcelonę. Zapowiada się więc finał… inny niż zwykle!

Pierwszy raz w historii Ligi Mistrzów, jedna z drużyn będzie gospodarzem meczu finałowego. W roku 1996 i 1997 spotkania o trofeum odbywały się w krajach, z których pochodził jeden finalista(Juventus w Rzymie i Borussia w Monachium), ale jeszcze nikt nigdy nie rozgrywał na swoim obiekcie takiego meczu. Co ciekawe, w obu wymienionych przypadkach triumfowały ekipy grające w swoim państwie. Logika więc nakazuje sądzić, iż dziś wieczorem lepsi okażą się Bawarczycy. Atut własnego boiska może zarówno motywować, jak i demotywować, ale biorąc pod uwagę to, jak piłkarze Juppa Heynckesa prezentowali się przed własną publicznością, można sądzić, że to będzie duży plus po ich stronie.

Od początku sezonu zapowiadali, że ich głównym celem jest finał Ligi Mistrzów. Wiadomo, motywacja w związku z tym musi być niesamowita. Poza tym, to może być jedyny skalp dla ekipy z Monachium, bo Mistrzostwo i Puchar Niemiec sprzątnęła im Borussia. Chelsea w tym sezonie jeden puchar zdobyła – za wygraną w Pucharze Anglii, ale wiadomo, że w tym sezonie szło im różnie.

Co ciekawe, w meczu finałowym LM swój interes ma drużyna Tottenhamu, bo jeśli The Blues wygrają, to pozbawią rywali zza miedzy prawa startu w eliminacjach do kolejnej edycji rozgrywek. Jeśli zaś podopieczni Roberto di Matteo zejdą z boiska pokonani, to za kilka miesięcy zadebiutują w Lidze Europy. Trochę szkoda, że UEFA postawiła takie twarde warunki, co do liczby zespołów z Anglii (mogą zagrać dokładnie 4 zespoły, nieważne, czy będzie wśród nich triumfator, czy nie). Oznacza to, iż założenie przed sezonem, że klub, który znajdzie się tuż za podium powalczy o prawo startu w Lidze Mistrzów straci ważność, bo drużyna ze Stamford Bridge znalazła się poza czwórką, a jako zwycięzca klubowych Mistrzostw Europy ma prawo wystartować w fazie grupowej w następnym sezonie.

Jednakże odkąd pożegnano się z Andre Villasem-Boasem, w Chelsea zaczęło dziać się dobrze, zwłaszcza w Champions League. W 1/8 finału przegrali pierwszy mecz na wyjeździe z Napoli 1:3, aby 3 tygodnie później triumfować nad nimi po dogrywce i przejść dalej. Rywalizację o półfinał wygrali – choć nieznacznie – z Benficą, a w półfinale przyjmowali na siebie mnóstwo ciosów od Barcelony i przetrwali. Można więc powiedzieć, że akcja „Finał LM” w Londynie konstruowana była w ogromnych bólach. Chociaż możnaby tak na chłopski rozum powiedzieć: „skoro Niebiescy dokonali już tak wiele pod wodzą Di Matteo, to czemu mieliby tego nie pociągnąć do końca?”. Takie stwierdzenie daje do myślenia.

Prywatnie tutaj dodam, że lekka antypatia do tego klubu już miała mi się zatrzeć, ale dzięki włoskiemu trenerowi narodziła się ona na nowo – wyeliminował on z Ligi Mistrzów po kolei moje trzy ulubione zespoły…

Droga Bayernu do Monachium (jakkolwiek to brzmi) nie była aż tak „bolesna” – w dwumeczach 1/8 i 1/4 finału swoich rywali – FC Basel i Marsylię – ograli dość łatwo, ale za to półfinały z Realem zapamiętamy na długo. Bawarczycy postawili się Królewskim i nie dali im pola do popisu. Kiedy już prawie byli na wylocie, doprowadzilli do dogrywki i serii rzutów karnych, po której awansowali. Dlatego właśnie bardzo często uważamy półfinały za mecze niezwykłe, bo tam każdy chce za wszelką cenę wejść do finału. Jak będzie dziś? Tego nie wiemy.

Ten finał miał wyglądać zupełnie inaczej – miało być kolejne Gran Derbi, ale patrząc z drugiej strony, jeśli Chelsea i Bayern pokonały Barcę i Real, to zasłużyły na występ na płycie Alianz Arena dzisiejszego wieczoru. Choć przypłaciły za to osłabieniami kadrowymi, to na pewno piłkarze, działacze i kibice jednego z klubów będą mogli powiedzieć, że było warto. Nie da się ukryć, iż ci drudzy, pokonani, będą musieli przełknąć gorzką pigułkę. Liczę, że zwiastuje nam to ciekawą walkę od początku do końca.

To będzie czwarty mecz finałowy, w którym zagra ekipa ze stolicy Bawarii. Ich przeciwnicy dostąpili tego zaszczytu tylko raz, przed czterema laty na Łużnikach – przegrali z MU po karnych. Jednak od bawienia się w statystyki jest UEFA, a ja mogę jedynie wyrazić swoje zdanie, ewentualnie prognozy. Gdybym miał obstawiać u bukmachera, to postawiłbym na remis w 90 minutach. Chciałbym, aby widowisko dziś trwało nieco dłużej (także dlatego, że muszę jakoś dotrwać do kolejnego nocnego meczu siatkarzy). Co prawda o dogrywkę prosiłem już w finale LE, ale tym razem wydaje się to bardziej prawdopodobne.

POWIEDZ O NAS SWOIM ZNAJOMYM:

Sponsor serwisu:
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl

Dodaj komentarz