Finał marzeń

Na ten dzień czekaliśmy przynajmniej od ośmiu lat. Dokładnie dzisiaj wieczorem, tj. 21 września 2014 roku, w katowickim Spodku zagramy finałowe spotkanie z reprezentacją Brazylii. Do tej pory nasi zawodnicy o każdym meczu mówili, iż jest on najważniejszy w całym turnieju. Teraz już nie trzeba nikomu o tym przypominać, ale wypadałoby chyba rozszerzyć kontekst czasowy do maksimum. Dziś bowiem nastał najważniejszy dzień w historii polskiej siatkówki!

Odniesienie do przeszłości – raczej bezzasadne

Strasznie żałuję, że nie było mi dane żyć w latach 70., kiedy zespół prowadzony przez Huberta Jerzego Wagnera zdobył najpierw Mistrzostwo Świata, a następnie dołożył złoto olimpijskie. Możnaby się doszukiwać analogii z tamtą drużyną, jak choćby tytuł "mistrzów piątych setów", który przyznano tamtej ekipie, ale myślę, iż nie warto tego brnąć w to zbyt daleko. To jest nowy zespół, w innej siatkarskiej epoce, a – co najważniejsze i najpiękniejsze – epoce, w której Polska na świecie ma naprawdę silną pozycję.

RELACJA LIVE Z MECZU POSLKA – BRAZYLIA W FINALE MŚ >

Możemy też mówić o innych czasach w odniesieniu do finału z 2006 roku. Tam, choć podobnie jak w tym roku, medal bralibyśmy w ciemno, byliśmy drużyną, która dopiero pretendowała do znalezienia się wśród najlepszych. Kiedy stawaliśmy na przeciw zespołom pokroju Rosji, Bułgarii, a zwłaszcza Brazylii, baliśmy się ich niemiłosiernie. W 2014 roku wszyscy ci przeciwnicy obawiają się nas!

Wszyscy chcą być jak… Brazylia

Już na pierwszy rzut oka widać, że reprezentacja Brazylii, która przyjechała do Polski, ma sporo problemów wszelakiej natury. Nawet poziom sportowy aktualnego zespołu wydaje się być niższy niż tych z lat poprzednich. Jednak któż by nie chciał być bez formy i znów zagrać w finale Mistrzostw Świata? Canarinhos stają przed szansą na rekordowy, czwarty tytuł Mistrza Globu z rzędu. Do tej pory nikomu się ta sztuka nie udała.

Ponadto Bernardo Rezende i jego zespół mają szansę dać upust wszelkim złym emocjom, jakie w nich siedzą. W czasie trwania turnieju narzekali na masę rzeczy, w sobotę zaś nie przybyli na poranny rozruch, a i tak – jakby na przekór wszystkiemu i wszystkim – mogą jeszcze dołożyć Mistrzostwo Świata. Ciekaw jestem, czy jeśli uda im się wygrać wielki finał, okażą jakiekolwiek oznaki radości? Chyba nie zdziwiłbym się, gdyby po odebraniu medali wyszli ze Spodka jakby nic szczególnego się nie wydarzyło.

Nerwy to my chyba zostawiliśmy we Wrocławiu

Za nami już dwanaście spotkań Mistrzostw Świata. Zawodnicy są na pewno potwornie zmęczeni, ale zapowiadają, że w końcu mogą użyć wszystkie swoje siły, łącznie z rezerwami, gdyż nie ma już na co ich oszczędzać. Mam wrażenie, że nasz system nerwowy praktycznie nie istnieje, albo został we Wrocławiu, gdzie mecze I fazy były dla naszego zespołu stosunkowo łatwe. Od momentu, gdy zaczęły się mecze w Łodzi serca nas wszystkich wystawiane są na niełatwą próbę. 

Powiem szczerze, że każdy kolejny mecz zapamiętuję coraz słabiej. Niewiele jestem w stanie powiedzieć "z głowy" o fantastycznej wygranej z Rosją, o półfinale już nie wspominając. Dlatego pozwólcie, że wszelkie dokładniejsze, czysto siatkarskie wywody, analizy i opinie odłożę na czas po Mistrzostwach Świata. A dziś zachęcam do śledzenia mojego twittera, bo tam co jakiś czas będę wrzucał posty prosto z areny finałowych zmagań przepięknego polskiego mundialu.

/fot. Kuba Atys dla PKN ORLEN/


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl