FIS Team Tour: O niespodziance nie ma mowy

Byłoby olbrzymią sensacją, gdyby FIS Team Tour został wygrany przez kogoś innego niż Austrię. Tak na dobrą sprawę, to walka toczyła się o drugie miejsce w klasyfikacji…

Na początek jednak przeprosiny za brak aktywności. Nałożyło się tego trochę – ferie, a po nich sprawdziany, egzaminy próbne… W międzyczasie przeprowadziłem kilka relacji na żywo. Wierzcie mi, że bardzo chciałem napisać, a niestety nie znalazłem czasu…

W Willingen zaczęliśmy od konkursu drużynowego. Liczyliśmy oczywiście na Małysza i Stocha. Tak więc wszystko zależało od Piotra Żyły i Stefana Huli. Tym razem oddali po dwa niezłe skoki i udało się stanąć na podium. Jest to efekt słabszej dyspozycji takich ekip, jak: Japonia, Finlandia czy Norwegia. Pojawia się przez to takie drobne światełko dające nadzieję na dobry występ na MŚ w Oslo. Kto wie, w końcu pierwszy raz od dekady będą dwa konkursy drużynowe…

Dzień później, podczas mojej pierwszej relacji na żywo niewiele widziałem, bo zaangażowałem się w pisanie. Jednakże to, co najważniejsze – zauważyłem. Choćby kontynuację świetnych skoków Severina Freunda. Chłopak występem w Japonii nabrał wiatru w skrzydła (a konkretnie pod narty) i stał się najlepszym skoczkiem Niemiec.

Mamy wielki powrót Janne Happonena. Trener Niemela jest trochę uratowany, choć pewnej czwórki jeszcze raczej nie ma. Trenuje Ahonen, podobnie jak Koivuranta. Były kombinator norweski miał okazję częściej skakać na średnich obiektach, więc według mnie, Finlandia ma większą sznansę na HS 106.

Do sił wraca również Gregor Schlierenzauer. Austriak powiększył grono skoczków, których trener Alex Pointner mógłby zabrać do Norwegii. Nie wspomnę już nawet o konkursie drużynowym…

W środę, na skoczni w Klingenthal kolejne chwile wspaniałej radości przeżył Kamil Stoch. Wydaje mi się, że doszedł już do optymalnej dyspozycji. Wygrał ze skoczkami, którzy prezentują się przeciętnie w tym sezonie. Popsucie skoku przez Koudelkę było prawdopodobne, ale próba Niemca mnie bardzo zaskoczyła. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Powinniśmy się z tego cieszyć. W końcu z czasem zapamiętamy, że Kamil wygrał konkurs, a zapomnimy o okolicznościach.

Karty na skoczni (zwłaszcza w I serii) rozdawał wiatr. Zmienił kierunek na skoki czołówki, przez co nawet dodawane punkty nie ratowały zawodników przez spadkiem na dalszą pozycję. Dlatego Adam Małysz skończył siódmy. On zrobił tyle, ile mógł. Mówi się, że jeśli ktoś jest w formie, to w każdych warunkach będzie skakał dobrze. Tak było i tym razem z Morgim i Ammanem, którzy uzupełnili podium. A jakże miło było wysłuchać „Mazurka Dąbrowskiego” na niemieckiej ziemi…

Konkursy lotów na skoczni w Oberstdorfie relacjonowałem na żywo. Tu warto się pochwalić, że sobotnią tekstówkę śledziło ponad 700 osób, z czego 55% dłużej niż minutę! Dziękuję bardzo tym, którzy zdecydowali się przeżywać te wspaniałe emocje przed monitorem na pubsport.pl. Miło się wówczas „pracowało” 🙂

Wróćmy do zawodów. Jak to bywa na skoczniach mamucich, układ sił jest nieco inny niż na skoczniach dużych. Tu zdecydowanie najlepiej zaprezentował się Martin Koch. Już przed konkursami lotów wiedzieliśmy, że uwielbia takie obiekty i świetnie na nich skacze. Po weekendzie w Niemczech został ogłoszony Królem Mamutów. Brzmi trochę komicznie, ale jak najbardziej zasłużenie. Tylko ciągle go znosi na lewą stronę…

Również drugi w sobotę Tom Hilde ostatnio zgłasza aspirację po medale w Oslo. Jest w swoim kraju numerem jeden. Zastanawiam się, co pokaże na K195 w Vikersund, w ojczyźnie…

Kamil Stoch oddał dwa dobre, ładne skoki. Szkoda tylko, że po jednym każdego dnia. Jak chce, to polecieć potrafi (myślę o Planicy 2010), ale oczekiwania wobec niego mamy na mniejszych skoczniach. Co prawda, nie mamy nic przeciwko, by Polak zrobił nam niespodziankę na mamucie…

I jeszcze o drużynówce. Niestety, przez ostatnie lata takie konkursy na „lotni” nie były naszą najmocnieszą stroną. Tym razem było podobnie. Niestety, szansa na podium w FTT umknęła dlatego, że ostatni konkurs to loty. A niestety, Hula i Żyła latają kiepsko. Wprawdzie mogliby oddać dwa takie skoki, jak w II serii, ale niestety z tą sztuką narciarskiego rzemiosła jest u nas słabo.

Austria klasyfikację drużyn wygrała i nikt nie śmiał zaprzeczyć. Jako naród, odstają od reszty i to dosyć bardzo. Pomyślałem sobie, że może FIS powinna się zgodzić, żeby wystawili dwie reprezentacje. Może i będą bardzo mocni, ale przynajmniej nie będzie takiej przepaści między pierwszą, a drugą (czyli już teraz trzecią) reprezentacją.

Mimo wszystko, tegoroczny FIS Team Tour powinniśmy zaliczyć do udanych. Nie zdarzało się ostatnio, żebyśmy mieli dwóch znakomitych skoczków, a do tego szczęście w jednym z konkursów drużynowych. Fakt, że mieliśmy szansę na podium i ją przegraliśmy martwi, ale jednocześnie napawa optymizmem przed MŚ. Bo tam mamutów nie będzie.

Przed skoczkami teraz poważny dylemat – jechać do Vikersund na największą skocznię świata, czy też nie i potrenować (najlepiej na średniej skoczni, bo ona będzie pierwsza na MŚ)? Jedno jest pewne. W najbliższy weekend nie będziemy się nudzić!

PS. Myślałem, żeby napisać o zabawie w powiększanie mamutów. Jeszcze się zobaczy…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl