Forrest Gump… na dwóch kółkach

Pamiętacie filmową historię Forresta Gumpa? Tytułowy bohater „zawsze jak gdzieś szedł to biegł” i pewnego dnia wybiegł do granicy miasta, hrabstwa, stanu, dotarł do oceanu, zawrócił i udał się w kierunku drugiego oceanu. Podobnie można by powiedzieć o Annie Kupczak z Lipowej, koło Żywca. Tyle tylko, że ona zawsze jak gdzieś idzie to… jedzie na rowerze.

W lipcu wywiało ją nad Bałtyk. Tak po prostu. Samotnie, bez wiary w sukces ze strony otoczenia. W skwarze lejącym się z nieba. Gdy 90% populacji szukało kawałka cienia, leżało w przydomowych basenach, popijało zimne napoje psiocząc na przeklęte ocieplenie klimatu, ona pedałowa. Pedałowała niestrudzenie i konsekwentnie. Nie wróciła pociągiem po kilku dniach, jak większość podejrzewała. Wszędzie spotykała się z życzliwością. Nic dziwnego, że ludzie podziwiali 20-letnią amatorkę, która dla sprawdzenia siebie po prostu pojechała na drugi koniec Polski.

Gdy po ośmiu dniach dotarła na Hel, nie miała poczucia, że dokonała czegoś wielkiego. A jednak dokonała. Jej nie było dość. Już w głowie snuła plany na przyszły rok.

A te rysują się naprawdę imponująco. W lipcu 2011 rowerzystka ma pojechać do Barcelony, a jeśli pozwolą na to czas, fundusze i siły, to nawet do Santiago de Compostela. Do przebycia jest więc bagatela 4 tysiące kilometrów. Treningi już zaczęła, wszak taka wyprawa to naprawdę nie błahostka. Nie jedzie dla idei. Nie walczy w ten sposób o pokój na świecie, ochronę zagrożonych wyginięciem gatunków, czy wizy do Ameryki dla Polaków. Pieniądze raczej w wyprawę właduje, niż zarobi. A jednak jedzie. Ambicji mogłoby jej pozazdrościć naprawdę wielu zawodowych sportowców.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl