Francuzi na kolanach: kto zatem mistrzem?

Porażka obecnych mistrzów Europy, świata i olimpijskich Francuzów z Hiszpanami na otwarcie była bardzo zaskakująca. Nieprzekonujące zwycięstwo nad Rosją nie rozwiało wątpliwości, ale to jednak było już zwycięstwo. Dziś przekonałem się na własne oczy. Nie ma opcji, żeby Francuzi obronili tytuł. Nie, grając w taki sposób, w jaki dziś przegrali z Węgrami 23:26.

Zacznijmy może od tego, że do drugiej rundy Francuzi startują z zerowym dorobkiem punktowym. Wprawdzie Polacy pokazali swojego czasu, że to jeszcze nie przesądza sprawy, ale w postawie trójkolorowych nie ma ni krzty tego co najbardziej charakteryzuje nasz zespół. Francuzom wszyscy dookoła wmawiali, że są najlepsi, nie do pokonania i walka będzie toczyć o drugie miejsce, i ci chyba w to mocno uwierzyli. Ale za zasługi można dostać co najwyżej pamiątkowy puchar i odcisk dłoni w alei gwiazd – tytułu mistrzowskiego już nie.

Trzeba przyznać, że węgierski bramkarz Fazekas zagrał chyba mecz życia – 48% przeciwko Francuzom robi wrażenie. Ale. Fazekasowi rywale pomagali swoją grą. Gdy wczoraj Wichura zatrzymał Duńczyków kilka razy to ci bali się wziąć na siebie odpowiedzialność. Francuzi zupełnie na odwrót. Może chcieli jak najszybciej przełamać niemoc strzelecką, ale po złych akcjach następowały jeszcze bardziej nieudane, często indywidualne, zagrania, których efektem były rzuty z nieprzygotowanych pozycji, w wyniku których bramkarz Madziarów wprowadzał się w jeszcze większy trans.

Jeśli już jesteśmy przy bramkarzach to trzeba dodać, że Omeyer we francuskiej bramce też wyczyniał cuda. Jego skuteczność – 37% – także robi wrażenie. Bramkarz był jednak jedyną francuską legenda, która potwierdziła dziś swój status. A inni? Daniel Narcisse 3 bramki na 10 rzutów. Luc Abalo 1 na 5. Nikola Karabatić? 3 na 15! Tak ma grać reżyser gry?

Choć jeśli padło nazwisko urodzonego w Nisu, gdzie rozgrywała swoje mecze grupa B, francuskiego rozgrywającego, to warto wspomnieć o sytuacji, która miała miejsce na 6 minut przed końcem. Wówczas Karabatić właśnie ukarany został wykluczeniem. Jednocześnie padła bramka dla Madziarów i Francuzi dostali piłkę. I przez te dwie minuty nieobecności Karabaticia była w jej posiadaniu. Było sporo fauli, gra pasywna została raz skasowana przez rzut w słupek, ale nie o to chodzi. Przez te dwie minuty gra wyglądała tak, że zawodnik, który dostał piłkę próbował szarży, był zatrzymywany faulem przez obrońcę, z rzutu wolnego kolejny zawodnik dostawał piłkę, próbował szarży, była faulowany przez… i tak w kółko. Może lekko hiperbolizuję, ale pisząc, że każde trzy podania w wykonaniu Francuzów były przedzielone indywidualną próbą niewiele się chyba pomylę.

Francuzów zatem skreślam. Tym sposobem znienacka atakuje nas pytanie, na które od kilku miesięcy odpowiedź wydawała się znana – kto zostanie Mistrzem Europy? Na podstawie dotychczasowym wyników należy zwrócić uwagę na sześć ekip. Może dużo, ale na tym polega urok europejskiej piłki ręcznej.

Niemcy, trudno bowiem pominąć zespół, który do drugiej fazy przystępuje z czterema punktami. Choć trzeba dodać, że zaczęło się od porażki z Czechami, zwycięstwo z Macedonią było zaś dość wymęczone. Szwedów pokonali już dość pewnie, aczkolwiek cała ta grupa B wydaje się być najsłabszą całym zestawieniu. Dwie ekipy oparte na pojedynczych zawodnikach i dwie, które są w ostatnich latach na fali opadającej. Być może Niemcy się przełamią, aczkolwiek trzy porażki wcale, ale to wcale mnie nie zaskoczą.

Hiszpania, pokonanie nawet słabych Francuzów robi bowiem wrażenie, gdyż przed meczem nikt jeszcze nie wiedział, że obrońcy tytułu są bez formy. Plus zatem za brak nadmiernego respektu. Potem był niesamowicie zacięty mecz z Węgrami i zremisowanie wygranego spotkania. Na koniec wiktoria z Rosją, ale nie było to wielkie wyzwanie. Hiszpanów, podobnie jak Niemców, umieszczam tu raczej ze względu na układy w tabelach. Teraz czas na czterech poważniejszych kandydatów.

Węgry, bo widziałem półtora spotkania tego zespołu i bardzo mi się on spodobał. Szczerze powiedziawszy to Madziarzy przypominają mi trochę nasz zespół. I może dlatego mają u mnie takiego plusa. Walka do ostatnich minut, ambicja, zadziorność. No i ładny tłumek kibiców za plecami – zobaczymy czy przeniosą się oni do stolicy Serbii. Wygranie całego czempionatu to może trochę za dużo, jak na ten moment, ale na podium Węgrzy mogą się pojawić. I może to być takie wydarzenie, jakim dla polskich szczypiornistów było vice-mistrzostwo świata w 2007 roku.

Chorwacja, choć przyznaję się, że nie widziałem ani minuty żadnego meczu z udziałem zawodników spod znaku szachownicy. Trzy zwycięstwa z dość niewygodnymi rywalami robią jednak wrażenie. I na fali tych wyników i marki jaką, chorwacka piłka ręczna jest sama w sobie, trzeba wziąć pod uwagę ten zespół.

Serbia, bo jest niesamowicie nakręcona. Może i ciężko ogląda się mecze w ich wykonaniu. Chcąc kogoś zachęcił do piłki ręcznej żadnego meczu Serbów z pewnością bym nie pokazał. Ale póki gospodarze wygrywają – trzeba się z nimi liczyć. I z serbską publicznością. I z serbskimi ścianami. Względnie łatwi rywale w drugiej fazie mogą pomóc jeszcze bardziej podbudować i zespoić zespół. Aczkolwiek wiadomo też, że jedno potknięcie może wszystko zepsuć. Serbski zespół oparty jest na kruchej konstrukcji z przewagą mentalności nad umiejętnościami sportowymi. Nie da się przewidzieć jak potoczą się losy tej ekipy. A skoro nic nie wiemy, to i opcję z pasmem zwycięstw trzeba brać pod uwagę.

Polska, chyba nie muszę za bardzo tłumaczyć dlaczego. I na szczęście nie chodzi tu tylko o patriotyzm.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk

Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl.
Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.

http://pawelkazimierczyk.natemat.pl