French Open rozpoczęty !

Najciekawszy sezon sportowy w moim życiu uważam za otwarty. Za niecałe dwa tygodnie początek Euro 2012, później olimpiada, a przed nią jeszcze decydująca faza Ligi Światowej. Ten szalony maraton sportowy rozpoczyna French Open, drugi turniej wielkoszlemowy w tym roku. Nie pamiętam, kiedy z taką niecierpliwością oczekiwałem tejże imprezy. W roku oglądam tylko 4 turnieje Wielkiego Szlema i 2 prestiżowe turnieje w USA. Na więcej nie mam czasu, a te znakomicie obrazują umiejętności i formę zawodników podczas różnych faz sezonu. Po pięknym finale Australian Open, w którym to Djokovic i Nadal stoczyli 6 – godzinny bój, teraz czeka nas niemniej emocjonująca batalia, nie tylko wśród panów, ale i pań.

French Open ma to do siebie, że wygrywają zawodnicy twardzi psychicznie, szalenie wytrzymali fizycznie, niesamowicie herosi, można powiedzieć – gracze nie do zdarcia. Przegrywają tu wirtuozi rakiety, bo mączkę najtrudniej okiełznać. Ceglany pył rozkruszony na korcie zwiększa siłę tarcia i piłka leci wysoko, ale gracz ma więcej czasu na jej dogonienie, bo wolniej odbija się na tego rodzaju nawierzchni  niż na trawie czy twardych kortach. Malkontenci mówią, że Rolland Gaross jest nudny. W pewnym sensie tak, bo mecze trwają tu średnio trzy godziny, a na Wimbledonie tylko dwie. Tenisiści o dobrej kondycji mogą tu toczyć niesłychanie długie i monotonne wymiany. Zmęczą rywala, a następnie zagrają maksymalnie defensywnie. Ale to tylko dodaję uroku i oryginalności zawodom na kortach Rollanda Garrosa.

Trochę napisałem o specyficzności turnieju, teraz pobawię się w jasnowidza i przedstawię moich faworytów. Oczywiście nie można przewidzieć w sporcie (tym bardziej w tenisie) wygranej tego, czy innego zawodnika. Ale postaram sobie to wyobrazić. Zacznę od kobiet. Moimi  pretendentkami do zwycięstwa są dwie tenisistki: Maria Szarapowa i Serena Williams. Choć nie do końca reprezentują filozofię kortów w Paryżu, to są do niej najbardziej zbliżone. Potężna „kobita” z USA, która rozwala rywalki siłą, grzmoci w tę piłki niesamowicie mocno, na co taka nasza Agusia Radwańska i inne chucherka nie mogą odpowiedzieć. Jej rosyjski odpowiednik ( o wiele ładniejszy) – Maria Szarapowa też gra bardzo siłowo, choć bardziej finezyjnie. Jeśli będzie serwować  dobrze, lepiej niż Syrena, to pewnie wygra. Jeśli chodzi o Radwańską – nie oceniałbym jej szans wysoko. Ma fatalną drabinkę, już w II rundzie spotka się z Venus Williams, najlepszą nierozstawioną zawodniczką. Później znów czekają na nią trudne rywalki, więc z pierwszym półfinałem Wielkiego Szlema należy się wstrzymać. Oczywiście życzę jej jak najlepiej, ale w tej sytuacji trzeba być realistą.
Natomiast u mężczyzn faworytem, jak zawsze, już od paru lat jest Rafael Nadal. Od 2005 r. do dziś Hiszpan przegrał tylko raz, w 2009 roku. Odpadł wtedy już w ćwierćfinale, przegrywając ze Szwedem, Soderlingiem. Ale Nadal miał wtedy prawdziwego dołka. Był przemęczony, miał kontuzję kolana, a na dodatek rozwodzili się jego rodzice. Ale od 7 lat to on jest niekwestionowanym królem Paryża i French Open. Trudną będzie odebrać mu tę supremację, bo on ma wielkie atuty, dzięki czemu łatwo mu o prymat w tych zawodach. Mocna głowa, szybkość, wytrzymałość fizyczna. Ale Novak Djokovic zamierza sprzeciwić się hegemoni Hiszpana. Cóż, każda passa się kiedyś kończy, może zacznie się passa Djokovicia. Serb w wygrywając French Open może zdobyć karierowego Wielkiego Szlema(zawodnik, który wygrał w trakcie całej kariery sportowej wszystkie turnieje wielkoszlemowe), bowiem w pozostałych już triumfował ( trzykrotnie Australian Open, raz Wimbledon i US Open). Ale to nie wszystko, jak już ze mnie taki Dyzio Marzyciel to Djokovic może dokonać wielkiej rzeczy. Wygrać wszystkie turnieje Wielkiego Szlema , do tej pory dokonało tego tylko dwóch zawodników. Don Budge (1938) i dwukrotnie Rod Laver (1962, 1967). Ale Serb może osiągnąć coś, czego nikt nigdy nie dokonał (nawet w epoce kamienia łupanego). Może zdobyć Złotego Wielkiego Szlema (zawodnik wygrywa cztery turnieje wielkoszlemowe, okraszone złotym medalem olimpijskim).
Ale dosyć tych marzeń. Włączajcie Eurosport (u mnie gra od 15 do 22) i emocjonujcie się wielkim wydarzeniem, które potrwa jeszcze do 10 czerwca.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.