Futbol według mnie

Jako mały chłopiec kibicowałem Chelsea Londyn. Grali tam piłkarze, do których pałałem wielką sympatią, lubiłem ich bezpodstawnie, w podświadomości coś mnie do nich ciągnęło. W pokoju królowały plakaty Drogby, Robbena, Cecha i Lamparda.

Gdy dowiedziałem się, że nie mogę grać zawodowo w piłkę (a taką żywiłem nadzieję), zrobiłem sobie przerwę od futbolu. Nie oglądałem go maniakalnie. Wypełniając tylko patriotyczny obowiązek, śledziłem poczynania Polaków, co zawsze jawiło mi się jako piękna tradycja, którą trzeba pielęgnować ponad wszystko.

Nie wieszałem już plakatów, nie prenumerowałem Bravo Sport i Przeglądu Sportowego. Na moich ustach nie gościł już Ronaldhino, Drogba, C. Ronaldo. Pamiętam, gdy męska część domowników pasjonowała się finałami Ligi Mistrzów, ja oglądałem go z względną radością. To trzeba oddać, jednak nie przeżywałem tego w ogóle. Wszyscy patrzyli, nie miałem potrzeby być wtenczas odszczepieńcem, więc  gapiłem się. Ślepa była to miłość do futbolu. Kochałem go, ale obraziłem się na niego. Poczułem, że on tej miłości nie odwzajemnia, wręcz ją odrzuca. Nie mogłem grać w piłkę na pełnych obrotach – Żegnaj futbolu!

Ale zamiłowanie do piłki nie umarło na zawsze. Dwa, trzy lata temu zauroczyłem się nim na nowo. Pisanie o futbolu i obserwowanie go nie jako sport, jako coś co chciałbym uprawiać, ale jako sztukę, którą wspaniale się obserwuje i pisuje o niej.  Może to dobrze, że postawiłem na pisanie o piłce, aniżeli grę. Piłkarzem nie byłbym pewnie wybitnym (!), dziennikarzem też pewnie nie. Dziś, choć może zabrzmi to nieskromnie, lepiej klepię w klawiaturę niż w piłkę.

Los kibica

W głowie od razu zaświtała mi scena z genialnego filmu Nietykalni. Piękna opowieść o przyjaźni bogatego, ale schorowanego estety z zawadiackim chłopakiem, który się nim opiekuje. Ów znawca kultury przez niemal godzinę patrzy na jakiś kompletnie abstrakcyjny obraz, co doprowadza rzezimieszka do wielkiego rechotu. Epicka to scena. Tak samo jest z nami kibicami. Nie rozumieją nas inni.

Znowu odwołam się do kultury. Czytałem dosyć niedawno Dziennik Jerzego Pilcha. Wiele tam smakowitych kąsków o futbolu, ale jeden bardzo konkretny i dobitnie podkreślający rolę kibica. Młody Pilch słuchał w radiu relacji z meczu, a jego babcia pyta go całkiem serio: „A co ci z tej piłki?”. Moja mama non stop zadaje takie pytanie, gdy oglądam mecz, co spotyka się z jej dezaprobatą, bo właśnie leci jakiś ulubiony serial, czy inne badziewie. Nie ma chyba nic piękniejszego niż mieć taką pasją jak sport i chłonąć go maniakalnie, czytać, słuchać, oglądać go. To wspaniałe zamiłowanie. Dziś mam chyba wyjątkowe natchnienie, bo przypomniał mi się znakomity rysunek Marka Raczkowskiego:

 foto

I to chyba jest najgorsze, gdy człowiek nie ma żadnej pasji. Można zbierać kapsle po  piwie, kolekcjonować magnesy na lodówkę, ale można oddać się futbolowi. Jakie to wzniosłe i piękne! A pisanie o piłce, to także piękna sprawa, oczywiście, umiejętne pisanie.

Powołałem się na Chelsea, bo oto niedawno stoczyła wspaniałą batalię z Benficą. Choć rok temu namieszała w Lidze Mistrzów, finał Ligi Europy potraktowała jak ważny bój. Emocjonujące to było widowisko – zabójcze tempo, mnóstwo akcji. Perfidny był los, gdy piłka majestatycznie uderzyła w poprzeczkę – mina Lamparda była bezcenna.  Chwilę później Ivanovic główką strzelił przepiękną bramkę, a radość Chelsea wyglądała bajecznie. Mało brakowało, by Benfica wyrównała samej końcówce meczu, ale chyba wystarczyło już emocji.  Ponoć mowa niewerbalna przekazuje więcej emocji  niż werbalna i absolutnie się z tym zgadzam. Wyraźnie było to widać po tym meczu. Radość The Blues, Ivanovic szalał z flagą Serbii (jeszcze niedawno Mariusz Lewandowski cieszył się z tego trofeum, biegając z biało-czerwoną flagą). A piłkarze z Lizbony nie byli przegranymi. Wygrał bowiem futbol. Choć przykro było patrzeć, gdy jeden kibic płakał jak bóbr, sceny z łkaniem kibiców przypominały wojenne racje, gdzie rodziny opłakują zmarłych. Jakież emocje wywołuje futbol!

Porwał mnie ten mecz bezgranicznie i gdy pomyślę, że kilka lat wstecz mogłem przejść bezinteresownie obok większych widowisk, to w głowie mi się to nie mieści.

Jak cudownie, że to uczucie wróciło. Nie sztucznie, na przymus, tylko ot tak, bo to miłość na wieki. Choć ta przy innych, to drobne zauroczenie (ale tylko porównując z nimi) W Newsweeku przeczytałem recenzję Piotra Bratkowskiego o nowej książce – Futbol jest okrutny. Michał Okoński stworzył dzieło, w którym opowiada o „paskudnej” pasji, jaką jest futbol. Dobitnym tego przykładem jest zdarzenie, gdzie dziennikarz podlewa ogródek, zamiast oglądać mecz Totenhamu, bo to dla niego za duży stres. Ciekaw jestem czy stać mnie na taką miłość…

PS Ogólnie tekst to miał być o meczu Benfica – Chelsea.  Miał być też poukładany i solidny, a wyszła plątanina myśli.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.