Futbolowy marazm

Ostatnio odciąłem się trochę od piłki. Puchar Konfederacji nie specjalnie mnie rusza, alternatyw brak, MŚ juniorów co prawda są, ale to nie dla mnie. Wolę obejrzeć zmagania na Wimbledonie.  Przeczytałem w tamtym tygodniu kilka stron „PS” i wkurzyłem się na futbol konkretnie.

Prezes Leśnodorski w debacie z żurnalistami i  Dariuszem Dziekanowskim raczył rzec, że Legia defensywę w następnym sezonie będzie opierać na …(uwaga, uwaga !) Jodłowcu. Że się wyleczył i w ogóle Puyol z niego będzie*. Może de facto jest w dobrej dyspozycji, ale na zawodniku świeżo po kontuzji opierać obronę, którego kojarzę wyłącznie jako kompletnego kopacza- partacza, wspomagając go jakimiś przeciętnymi grajkami – podchodzę do tego bardzo sceptycznie. To nic, może się mylę co do pana Jodłowca, będę się kajał, jeśli zaprezentuje się co najmniej przyzwoicie.

Druga sprawa, wywiad ze Smudą, niby normalnie, sztampa, etc. Pytanie pod koniec: Dlaczego sprowadził pan takiego a takiego zawodnika, bo oskarża się pana o kumoterstwo, gdyż jest to syn pana kumpla. To jest extra zawodnik, ma prędkość, itd. Gra w trzeciej lidze niemieckiej. Zamarłem. Zamknąłem gazetę. Wróciłem do książki. Owa lektura to „Spowiedź Fryzjera”. Ale i tak kocham piłkę. Bo w życiu nie zawsze 2+2=4.

*Delikatne przejaskrawienie


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki

Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.