Gdyby mit Polski od morza do morza się ziścił

Za Kazimierza Wielkiego narodziła się w Polsce koncepcja Corona Regni Poloniae, która, w dużym skrócie, mówiła o niepodzielności terytorium kraju, oraz o tym, że każdy władca miał obowiązek starać się przyłączyć do Polski ziemie, które niegdyś do niej należały. Co z tego wyszło, po raz pierwszy była okazja zobaczyć w 1795 roku, a później już cyklicznie, aż do dziś wszyscy udowadniali Polakom, że idea Korony Królestwa Polskiego była zadziwiająco niedorzeczna. Wszystkich, którzy są zdziwieni takim wstępem na piłkarskim blogu, uspokajam: to naprawdę wpis o piłce nożnej!


Pobawmy się trochę w polityków i pomanipulujmy historią. Załóżmy, że każdy król Polski brał sobie mocno do serca ową koncepcję, stopniowo przyłączał do kraju kolejne ziemie i dziś Polska sięga od Morza Czarnego do Morza Bałtyckiego. Jak wyglądałby nasz futbol?

Na początek ekstraklasa:

1. Dynamo Kijów

2. Arsenał Kijów

3. Karpaty Lwów

4. Dnipro Dniepropietrowsk

5. Energie Cottbus

6. Dinamo Mińsk

7. BATE Borysów

8. Sigma Ołomuniec

9. Banik Ostrawa

10. FBK Kowno

11. MSK Żylina

12. Skonto Ryga

13. Vetra Wilno

14. Worskła Połtawa

15. Sparta Praga

16. Lech Poznań

17. Wisła Kraków

18. Legia Warszawa

Kolejność oczywiście przypadkowa, ale… czy to naprawdę nierealne żeby trzy polskie drużyny znalazły się w strefie spadkowej? Pewnie nierealne, bo PZPN by zmienił regulamin. W tegorocznej Lidze Mistrzów grałaby jedna polska drużyna – MSK Żylina, zaś w Lidze Europejskiej Dynamo Kijów, BATE Borysów, Lech Poznań, Sparta Praga. Nasza liga zamiast być 28 w Europie byłaby w granicach szóstego-siódmego miejsca. Najbardziej prestiżowym meczem byłoby oczywiście starcie Legii z Vetrą Wilno. Sami wiecie dlaczego…

A reprezentacja? Mielibyśmy w niej prawdziwe gwiazdy światowego formatu:

Tomasz Kuszczak (Manchester United) – Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), Dmytro Chyhrynski (Szachtar Donieck), Martin Skrtel (Liverpool), Marek Jankulovski (Milan) – Aleksandr Hleb (Birmingham), Tomas Galasek (Norymberga), Michael Ballack (Bayer Leverkusen), Libor Sionko (Sparta Praga) – Milan Baros (Galatasaray Stambuł), Andrij Szewczenko (Dynamo Kijów).

Fajnie, nie? Szkoda, że się nie powiodło. Tylko wiecie co? Problem w tym, że pewnie tak schrzanilibyśmy system szkolenia, że ci wszyscy wymienieni wyżej zawodnicy byliby stolarzami, żulami, czy w najlepszym wypadku wuefistami. Po prostu większa niż obecnie część Europy byłaby futbolowym obszarem pustynnym. Dlatego te wszystkie ziemie, narody, niech Bogu dziękują, że nie pozwolił Polakom wcielić ich do Lechistanu. Są teraz szczęśliwsi i mniej sfrustrowani.


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl