Gdzie spojrzę, dookoła dżungla

Byłem w Rio, byłem w Bajo, miałem bilet na Hawaje śpiewał w piosence o poetyckim tytule Wszystko Ch** fajniejszy z Sienkiewiczów. Z podmiotem lirycznym w tym dziele lidera Elektrycznych Gitar mógłby rywalizować Tomasz Stolpa. Większego podróżnika wśród polskich piłkarzy prawdopodobnie nie ma. Grał w krajach, które prawdziwy, sarmacki, dumny i nacjonalistyczny Polak uznaje za czerń, dzicz i koniec świata. Najdziksze wydarzenia spotkały go jednak w swoim, swojskim Sosnowcu.

Stolpa za młodu na pewno często oglądał bajkę Muminki, gdzie po raz pierwszy dojrzał idola milionów ludzi – Włóczykija. Czytałem ostatnio wypowiedź Radosława Majewskiego z Nottingham, który w chwili szczerości przyznał się, że Włóczykija również wielbił (któż go nie podziwiał!), za to, że „chodził taki zblazowany po świecie”. Stolpie też się musiała zamarzyć taka tułaczka. Zaczął po Bożemu, w klubie ze swojego miasta, strzelił dla Zagłębia 25 goli w 70 meczach, wydawał się być obiecującym snajperem. I wtedy odezwała się wędrownicza natura. Wyjechał z Sosnowca do… norweskiego Tromsoe, miasta położonego już za kołem podbiegunowym. Przeżył tam chyba najlepsze chwile kariery, zagrał w Pucharze UEFA. Na miejscu długo nie usiedział. Wypożyczono go do belgijskiego Eendracht Aalst. Później były kluby szwedzkie, fińskie, islandzki Knattspyrnudeild UMFG (pewnie za rok ogra naszą drużynę w pucharach) i wreszcie najbardziej egzotyczny kierunek – azerska Quabala. Stolpa zagrał w tej mocnej lidze 22 mecze, strzelił siedem goli, przeżył ciekawą przygodę, ale na łamach Magazynu Futbol narzekał, że nie było, co tam robić. Do Baku za daleko, a w Quabali miały być same małe sklepiki i… owce. Piłkarz stęsknił się za Polską, zaczepił się w swoim II-ligowym Zagłębiu.

Ponownie nie wytrzymał zbyt długo i został bohaterem afery ostatnich dni. Do późnych godzin nocnych przebywał w jednym z lokali, gdzie, jak twierdzi, został pobity przez jednego z „kibiców” Zagłębia. Klub nałożył na niego karę finansową, którą zawodnik zaakceptował i przyznał, że zachował się źle. Sprawę pobicia zgłosił jednak na policję. Oto, co było dalej (cytuję fragment oświadczenia piłkarza): Poprzez przedstawicieli klubu kibice próbowali dotrzeć do mnie i wymusić wycofanie sprawy. Na trening w dniu 14 października przyjechała grupa kilkunastu kibiców. W obecności prezesa Adamczyka, który zabrał mnie z treningu na rozmowę z przedstawicielami kibiców, wielokrotnie grożono mi połamaniem nóg, jeśli nie wycofam sprawy z policji, ubliżano mi wulgarnie, nazywano konfidentem. Dziwią mnie słowa prezesa Adamczyka w oświadczeniu dotyczącym ukarania mnie za naruszenie regulaminu klubu o rzekomym „tworzeniu klubu na profesjonalnych zasadach”, jeżeli jednocześnie dopuszcza, aby grupa bandydów była w stanie przerwać trening i grozić jego pracownikowi.

W piątek rozwiązano kontrakt z zawodnikiem.

Widzę, że piękna, polska tradycja odwiedzania zawodników przez kibiców jest nadal kultywowana. Tradycyjna nadwiślańska gościnność godna podziwu.

Ciekawe w który zakątek świata wywieje Stolpę tym razem. Podejrzewam, że daleko od Lechistanu.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl