Geniusz Mourinho zatryumfował!

Drugi z czterech meczy pomiędzy Realem i Barcą za nami. Mimo, że obu drużyn (podobnie jak Primera Division) po prostu nie znoszę, to jako prawdziwy kibic, przed telewizorem zasiąść musiałem. Dwie nienawidzące się wielkie drużyny w batalii, która musiała się dziś rozstrzygnąć.

 

I rozstrzygnęła się, tak jak chciałem. Możecie mnie ganić, ale po prostu nienawidzę gry Barcelony. Miliony bezsensownych podań wymienianych przez pół godziny i jedno podanie, które przysporzy gola lub nie. To nie dla mnie. Dlatego dziś byłem za Realem. Muszę przyznać, że przez pierwsze 45 minut byłem w  szoku. Real chyba wtedy grał z jakimiś amatorami, bo takiej dominacji naprawdę nie oczekiwałem. Piłkarze z Madrytu byli po prostu bezbłędni, a Barca przy nich wyglądała wręcz żenująco. W drugiej połowie wszystko wróciło do „normy”. Barca wymieniała kilkadziesiąt podań, które nic nie wskórały. Skończyło się na dwóch genialnych interwencjach Casillasa i jednej Pinto. Dogrywka zaś, to to czego można sie było spodziewać. Real rozbija ataki i kontra. I jedna z takich akcji kończy się kapitalną akcją tria Marcelo-Di Maria-Krystynka. Co by nie mówić o występie Ronaldo, to do momentu zdobycia gola był po prostu żałosny. Bezsensowane podania, bezcelowe sprinty i strzały, o których lepiej nie wspominać. I nagle gostek staje się królem Madrytu. Trzeba mu oddać, że uderzył po prostu kapitalnie i wykorzystał swoją najlepszą sytuację. Zawalił jednak Adriano, rozgrywający dobry mecz. Zaspał z kryciem i efektem gol.

No właśnie i przechodzimy do meritum. Do głównego bohatera dnia wczorajszego. Do Jose Mourinho. O tym, że facet jest trenerskim geniuszem było wiadome od dawna. Wczoraj jednak pokazał, że obecnie żaden trener nie dorasta mu nawet do pięt. Taktyka na Barcę, mimo że w załozeniu banalna, okazała się po prostu genialna. Wystarczyło wyłączyć Xaviego i Iniestę i nie pozwalać pograć Messiemu. Grając z Barcą takie zachowania są oczywiste. Ale tylko drużyny Mourinho potrafią tego dokonać. Przy Messim było dziś zawsze trzech graczy, którzy nie dawali mu żyć . I przez to, że nie mógł się rozpędzić, zagrał naprawdę bardzo słaby meczyk. Xaviego i Iniesty czasem przez kilkanaście minut nie było na boisku. Śmieszą mnie zatem argumenty, że Mou zabija futbol. Liczą się zwycięstwa, nikt nie daje pucharów za piękną grę. I szczerze nie obchodzi mnie to, że Barca z drużynami Jose nie może wymieniać milionów podań. We współczesnym futbolu nie patrzy się już tak mocno na piękno. Liczą się tryumfy, a tych Mourinho ma coraz więcej. Można o nim wiele powiedzieć. Że to cham, ignorant, arogant, ale nie można mu odmówić genialnego umysłu taktycznego. I pisze to facet, który nienawidzi interu ponad wszystko. Obiektywnie patrząc, kto ma Mourinho ten będzie miał sukcesy.

Mecz miał jeszcze trzech innych bohaterów. Marcelo, Carvalho oraz Pepe. Bezbłędni oraz kapitalni w odbiorze. Pepe gra drugi pod rząd wielki mecz jako defensywny pomocnik. Niesamowity walczak, który pod Mourinho, rozwinął się najbardziej. Marcelo zaś brylował zarówno w obronie, jak i w ataku. Ten kudłaty typek zaczyna wyrastać na jednego z najlepszych graczy na świecie na swojej pozycji. Carvalho zaś, znów zagrał jak profesor. To prawdziwy mistrz, choć często pomijany w różnych plebiscytach. Tak naprawdę dziś Real miał jeden słaby punkt – Ronaldo. Do zdobycia bramki był po prostu żenujący. Starał się (jak to zwykle bywa) wymuszać faule, popłakiwał i tracił piłki w głupi sposób. Aż tu nagle brama. Sądzę, że tym jednym trafieniem spłacił 96 milionów, które na niego wydano.

 

Przed wtorkowym meczem, niespodziewnaie, trudniejsze zadanie stoi przed Guardiolą. Teraz facet dopiero ma szansę się wykazać. Czy bedzie w stanie zmotywować Barcelonę? To najtrudniejsze zadanie w jego karierze. O Real się nie martwię, bo wiem, że Mourinho na wtorek znów przygotuje drużynę walczącą, głodną sukcesu i już pewną tego, że mogą pokonać każdego, nawet Barcelonę. Przed trenerem katalońskiej drużyny bardzo trudne zadanie. Musi uświadomić piłkarzom, że porażka z największym wrogiem, po bramce najbardziej znienawidzonego współczesnego gracza i to w dogrywce jest niczym wielkim. Jestem bardzo ciekaw, czy uda mu się to zadanie wykonać.

 

P.S. Najbardziej jestem jednak ciekaw wymówek prasy sprzyjającej Barcelonie. Teraz tych żałosnych i idiotycznych tekstów o murawie już nie można napisać… Ciekawe zatem, co będzie teraz? Napewno „Zabójstwo futbolu przez niedobrego Mourinho”. Może także i jakieś tajemne, masońskie moce? Nie wiem, ale już nie mogę się po prostu doczekać.


pubsport.pl