Giro d’Italia – po odpoczynku

W końcu kolarska karuzela na włoskiej pętli zaczęła się kręcić. Po trzech początkowych etapach, które w tym roku odbyły się w Danii, wyścig wrócił do Włoch. I całe szczęście, bo już zaczynało wiać nudą. Co prawda mieliśmy przez kilka dni nieoczekiwanego, choć typowanego przez niektórych fachowców, lidera – niespełna 22-letniego Amerykanina Taylora Phinneya z grupy BMC, zdarzyło się kilka kraks, o których niektórzy chcieliby najszybciej zapomnieć (w tym Phinney), było kilka ucieczek, które tradycyjnie nie dojechały do mety i dwa finisze z peletonu przetrzebionego wspomnianymi kraksami zakończone zwycięstwami faworytów Cavendisha (Sky) i Gossa (GreenEdge), a wbrew przewidywaniom pogoda nie wypaczyła przebiegu etapów. Jednak można mieć duży niedosyt, choć być może to zbyt duże wymagania, aby „się działo” od samego początku trzytygodniowego wyścigu.

Po drużynowej jeździe na czas w urokliwej Veronie zmienił się lider i różowej koszulki przez kolejne dwa dni różowej koszulki Litwina Navardauskasa broniła grupa Garmin. Etap zakończony kolejnym zwycięstwem – jakżeby inaczej niż po finiszu z peletonu – Cavendisha nic nie zmienił, dopiero od etapu, w którym błysnął jeden z Polaków, zaczęły się emocje. Najpierw do mety po raz piewrszy w tegorocznej edycji dojechała ucieczka. Śmiała akcja kilku kolarzy osiągnęła ponad 8-minutową przewagę. Nie wszyscy jednak wytrzymali podjazd na ostatnią górską premię i grupa uciekinierów stopniała do 5 zawodników: Kazacha Dyachenko, Włochów Benedettiego i Maloriego, Kolumbijczyka Rubiano i naszego Michała Gołasia. Atak Kolumbijczyka na premię górską zaowocował wypracowaniem sobie takiej przewagi, której pozostali śmiałkowie nie byli już w stanie zniwelować. Nie wystarczyło to jednak do zdobycia różowej koszulki lidera – Rubiano musiał się zadowolić zwycięstwem etapowym i wywalczeniem niebieskiej koszulki lidera klasyfikacji górskiej. Liderem został drugi na mecie po niezbyt emocjonującym finiszu Malori z Lampre, do którego trzeciemu na mecie Michałowi Gołasiowi w klasyfikacji generalnej zabrakło jedynie 15 sekund. Nie zmienia to historycznego faktu, iż po wielu latach posuchy, Polak na 1 dzień został liderem jednego z trzech najważniejszych wyścigów kolarskich na świecie.

W kolejnym tzw. średnio górskim (medium mountain) etapie faworyci pojechali na remis, aczkolwiek najważniejsza grupa (prawie 50 kolarzy) przyjechała rozbita na mniejsze grupki z różnicą w czasie ok. 30 sekund. Na finiszowym podjeździe najlepszy okazał się Włoch Paolo Tiralongo (Astana), nie pozwalając się wyprzedzić na ostatnich metrach swojemu rodakowi Michele Scarponiemu (Lampre). O dziwo najmniejszą bonifikatę wywalczył kompletnie niewidoczny w tym sezonie Luksemburczyk Frank Schleck (RadioShack). Jedynie kilkusekundowe starty zanotowali Joaquin Rodriguez, Ivan Basso, Roman Kreuziger i inni możni tego wyścigu. Niestety zarówno wicelider Michał Gołaś i Michał Kwiatkowski (jedenasty w klasyfikacji generalnej i trzeci w klasyfikacji młodzieżowej) stracili swoje wysokie pozycje, jednak minimalne starty ponieśli zarówno etatowi pomocnicy swoich liderów – Sylwester Szmyd (Liquigas) i Przemysław Niemiec (Lampre), jak i prawdopodobnie mający wolna rękę na Giro – Bartosz Huzarski (NetApp). Ostatecznie liderem został 38-letni Kanadyjczyk Ryder Hesjedal czyli koszulka lidera wróciła do grupy Garmin.

Podobny profil, przebieg i rezultaty miał niedzielny etap, który zakończył się zwycięstwem Włocha Pozzovivo (Colnago), który zaatakował w końcówce. Gwoli dobrej postawy Polaków zanotować należy niemal 200-kilometrową ucieczkę, w której czynny udział wziął Tomasz Marczyński (Vacansoleil). Faworyci znów na remis i to dosłownie, bo poza trzecim na mecie Rodriguezem nikt nie zyskał nawet sekundy nad pozostałymi. Znów świetnie spisał się Huzarski (ósmy na mecie) i dzielnie wspierali swoich liderów Szmyd (przyjechał razem z faworytami) i Niemiec (stracił niecałą minutę). Liderem pozostał Hesjedal, jednak w pierwszej piętnastce generalki mamy już coraz więcej najsilniejszych zawodników (Rodriguez, Kreuziger, Basso, Schleck, Uran, Scarponi, Cunego), a różnice między nimi są niewielkie. Dość powiedzieć, że 22. w klasyfikacji De Gendt ma raptem 1.5 minuty straty do lidera. No warto zwrócić uwagę, że nasi gregario też awansowali (Szmyd zajmuje już 16. miejsce, Huzarski – 25., a Niemiec – 35.)

Przez kilka dni nie powinno się nic specjalnego wydarzyć, ponieważ na dziś i środę zaplanowane są etapy płaskie, a wtorkowe 'góry' raczej nie zaszkodzą najsłabszym z najlepszych, jakieś zmiany w klasyfikacji może przynieść dopiero czwartek.


pubsport.pl
Marek J. Śmietański
Bardziej analityk i statystyk niż dziennikarz sportowy, jednak tylko z zamiłowania. Oprócz tego, incydentalnie dziennikarz muzyczny. W życiu zawodowym - pracownik naukowo-dydaktyczny Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Łódzkiego. Choć amatorsko uprawiałem jedynie tenis stołowy i koszykówkę, to obecnie moje zainteresowania koncentrują się na wielu przeróżnych dyscyplinach, jednak ze wskazaniem na kolarstwo.
http://smietan.wordpress.com