Giro finito, maestro Contador!

Nad tegorocznym Giro nie ma co się za długo rozpisywać. O tragedii z 3. etapu pisać ochoty nie mam i myślę że jest to zrozumiałe, zaś dalej był już tylko Contador. Należy docenić że pozostali próbowali, walczyć, czasem jadąc agresywnie, czasem pasywnie (wszak taktyka jest nieodłącznym elementem kolarstwa), ale próbowali.

Nie zmienia to faktu że El Pistolero rozdawał w tym wyścigu karty najmocniej dając temu dowód gdy pomógł wygrać koledze jeszcze z czasów jego jazdy w Astanie, Paolo Tiralongo. Z resztą nie tylko ten etap podarował rywalowi. Można sądzić, że trochę się przez to kreuje na takiego pana i króla, od którego wszystko zależy, a bez którego nic stać się nie może. Ale czyż inne zachowanie Contadora nie spowodowałby inaczej skonstruowanej krytyki? Oczywiście że tak. I chyba lepiej, że jest w stanie oddać zwycięstwo etapowe, gdy przed sobą ma wiktorię w wielkim tourze. Z resztą Hiszpan panem i królem tego Giro po prostu był. Contador startował w swojej karierze w siedmiu grand tourach. Sześć razy wygrał. W 2005 roku jako dwudziestodwuletni chłopak był w TdF 31. A potem już tylko Tour-Giro-Vuelta-Tour-Tour-Giro. Sześć startów i sześć zwycięstw. Kwestią czasu wydają się być kolejne. No właśnie: kolejne. Kolejne w których będzie startował oczywiście, ale czy nie można by tego pożenić z innym „kolejne”? Pięciu ludzi w historii ma na swoim koncie trzy wygrane wielkie toury. Ale w jednym roku jeszcze nikt tego nie dokonał. Start Contadora w tegorocznym Giro był sprowokowany między innymi tym, że niepewne było zaproszenie na Tour de France. El Pistolero, całkiem słusznie z resztą, postanowił nie zastanawiać się na tym co zrobią organizatorzy Wielkiej Pętli i nastawił się na Giro. Dziś już wiadomo, że na TdF start jest możliwy. Czyż nie jest to dobry moment żeby pójść za ciosem? Bez całorocznego pompowania balona, tylko tak z biegu, trochę znienacka zaatakować coś, czego nie osiągnął jeszcze nikt. Wprawdzie dopiero od 1995 jest to możliwe, bo dawniej Vuelta nachodziła się na Giro. Właściwie Contador jest pierwszym, który może dokonać poważnej próby zamachu na kolarskiego szlema. Nie będzie to łatwe. Nie będzie musiało się to udać. Może poniekąd dlatego o takiej próbie marzę. Z całą sympatią jaką darzę tego Madrytczyka – dominacja jest nudna, zaś tracący Contador to jest to co chciałbym zobaczyć. I zobaczyć Contadora muszącego odrabiać straty.?


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk

Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl.
Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.

http://pawelkazimierczyk.natemat.pl