Grupa śmierci zgodna z „definicją”

To normalna kolej rzeczy. Kiedy grupę nazywamy grupą śmierci, wszystko może się w niej zdarzyć – faworyci mogą zostać ciężko ranni albo nawet polegnąć. Prawdopodobnie po poniedziałkowych meczach z Mistrzostwami pożegnają się Holendrzy, którzy jako jedyni w grupie (!) przegrali wszystkie swoje dotychczasowe mecze.

Waleczna Dania; lepsza Portugalia

W środę we Lwowie można było obejrzeć jeden z ładniejszych meczów Euro 2012. Reprezentacja Portugalii ograła Danię 3:2, choć po pierwszej połowie prowadziła 2:0, a w końcówce na tablicy wyników widniał remis. Ten mecz utwierdził mnie w przekonaniu, że niesłusznie uważano przed turniejem podpiecznych Motrena Olsena za chłopców do bicia.

Wydaje się, że dla Duńczyków Nicklas Bendtner jest tym, kim dla nas Robert Lewandowski. Obaj dodają sporo wartości do składów swoich reprezentacji. Napastnik Sunderlandu potwierdził swoją klasę w drugim spotkaniu fazy grupowej strzelając dwa gole. Wraz ze swoją ekipą zaprezentował się z bardzo dobrej strony, prezentując, jak powinna wyglądać wiara do końca w pozytywny wynik pomimo wielu przeciwności losu.

Chociaż mieli przewagę w posiadaniu piłki, to ostatecznie okazali się gorsi od rywali o jedną bramkę. Wydaje mi się, że mieli mniej czystych, klarownych sytuacji od Portugalczyków. Nie byłoby chyba jednak niesprawiedliwe, gdyby mecz zakończył się remisem, a tak właśnie obstawiałem… Coś chyba nie mam nosa do tej imprezy…

Trzeba przyznać, że drużyna prowadzona przez Paulo Bento wyglądała lepiej niż w starciu z Niemcami. Najbardziej niezadowolony ma prawo być Cristiano Ronaldo. Wiemy, że potrafi trafiać ze znacznie trudniejszych pozycji niż podczas tego spotkania, ale najwidoczniej znów się spalił.

Na szczęście jego reprezentacyjni koledzy stanęli na wysokości zadania. Dobrze dysponowany był np. Nani. Udawała mu się współpraca z napastnikami, zwłaszcza z Helderem Postigą. Pozytywnie zaskoczył mnie Pepe, który do tej pory kojarzył mi się wyłącznie z brutalnością, a nie pracowitością, którą wykazywał się w środę.

Rezultat tego meczu powinien być nieco wyższy, ale robili co mogli Rui Patricio i Stephan Andersen. Choć kilka ich interwencji można nazwać szczęśliwymi – strzały leciały prosto na nich – to i tak wypada ich pochwalić. Przy bramkach nie mieli za wiele do powiedzenia, ale tam, gdzie mogli, bronili jak tylko umieli.

Niemcy jedną nogą w 1/4, Holandia jedną nogą w.. domu

O tym spotkaniu mówiono, że jest przedwczesnym finałem. Dramaturgii dodała tabela, w której Pomarańczowi nie mieli ani zdobytego punktu ani strzelonej bramki. Ale „mecz o prawie wszystko” przegrali po średnim występie.

Na początku wyglądało to jeszcze całkiem w porządku, lecz zarówno jedni jak i drudzy bali się odkryć. Pierwsza bramka Mario Gomeza znacznie przyspieszyła przebieg zdarzeń. Niemcy zaczęli nabierać wiatru w żagle i przypomnieli sobie swoją porywającą grę z poprzednich wielkich imprez. Tym samym potwierdzają, że ich cel jest tylko jeden – Mistrzostwo Europy.

Do przerwy podopieczni Berta van Marwijka przegrywali 0:2, choć mogli jeszcze wyżej. W II połowie ruszyli do odrabiania strat, ale bardzo powoli. Trochę jakby już zgaszeni i pogodzeni ze smutnym losem. Brakowało im pomysłu na powstrzymanie Wicemistrzów Europy, którzy przechwytywali piłkę w większości czysto, a sami faulowali tak, że szkoda zdrowia. To nie tak miała wyglądać gra srebrnych medalistów ostatnich Mistrzostw Świata.

Moim zdaniem problem tkwi gdzieś z tyłu, bo napastników tam absolutnie dostatek. Egzekutorzy są, ale nie było kogoś, kto by te akcje ładnie przygotowywał. Robben wolał zbiec do środka i strzelić niż komuś podać, van Persie mógł trochę podryblować, ale to nie jest przecież jego główne zadanie. On ma robić to, co w 73. minucie – strzelać (i trafiać).

Gdybym miał zabierać się za wyróznienia u Niemców, to prawdopodobnie musiałbym wymienić wszystkich zawodników będących na boisku. Lecz największe pochwały należą się Mario Gomezowi, który nie dość, że był aktywny w ataku, to jeszcze pomagał w obronie.

Jedyna mala troska, jaką może mieć Joachim Loew, to gra jego zespołu w końcówkach. Z Holandią gola stracili, z Potrugalią było o krok. Ambitni i walczący do końca Duńczycy powinni zapamiętać tę wskazówkę. Może ona się okazać kluczowa do ich wyjścia z grupy.

Na pewno część z dotychczasowych roztrzygnięć jest zaskakująca, ale to chyba dobrze. Nudno by było, gdyby wszystko szło „zgodnie z planem”. Poza tym, grupa B to grupa śmierci, a tam przecież każdy scenariusz jest możliwy! Najważniejsze, że emocji nie zabraknie do końca!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl