Grzegorzewski nadal najbardziej kuriozalny

Jakub Grzegorzewski, napastnik II-ligowej Miedzi Legnica, nie spał dziś spokojnie. Po tym jak jeden z urugwajskich obrońców z całej siły kopnął na swojej połowie w Mauricio Islę z Chile, a piłka, odbiwszy się od niego, nienaturlanie podniosła się, przeleciała kilkanaście metrów, przelobowała bramkarza i… trafiła w poprzeczkę, Grzegorzewski mógł stracić miano strzelca najbardziej szczęśliwego rykoszetu na świecie. Te centymetry sprawiły, że napastnik jednak zasnął spokojnie. Jego kuriozalny gol strzelony w barwach Odry Wodzisław na stadionie przy Bogumińskiej pozostał jedynym. Grzegorzewski ukąsił wówczas bodaj Górnika Łęczna, ale nie każcie mi sprawdzać tej informacji i zauważcie, że niektórzy piszą wtedy, kiedy wy śpicie. Litości.

Starcie dwóch najlepszych drużyn grupy C zakończyło się remisem 1-1, który zdecydowanie bardziej urządza Chilijczyków. Urugwajczycy dalej są dalecy od formy, jaką prezentowali na zeszłorocznym mundialu, co pokazał choćby Luis Suarez, haniebnie pudłując z kilku metrów. Napastnik Liverpoolu zrehabilitował się jednak ładną asystą przy golu Alvaro Perreiry. Od tego momentu, czyli od 53. minuty, czwarta drużyna świata przestała grać.

Zaczął natomiast grać chilijski zespół na czele z Alexisem Sanchezem, który wreszcie pokazał dlaczego to o niego toczy się batalia transferowa największych klubów świata. Gdy oglądałem jego wyrównującego gola, miałem pretensje do polskich trenerów, absolutnie zabraniającym młodym strzelania z czuba. Jak pokazał Sanchez, problem nie tkwi w czubie, tylko w sposobie uderzenia. Nie ma bowiem nic szybszego niż taki sprytny szpic.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl