Gwinea Równikowa, czyli „zjednoczmy się przed tragedią, a nie tylko po katastrofie”

Drugiej tak słabej drużyny, jak Gwinea Równikowa na tegorocznym Pucharze Narodów Afryki teoretycznie nie powinno być. W ogóle w Afryce mało jest tak słabych reprezentacji. Im bardziej przyglądam się współgospodarzom tegorocznej imprezy, tym bardziej widzę analogie do polskiej sytuacji. Choć nasza jest jednak chyba troszkę lepsza…

A może jednak my mamy gorzej? W końcu my mamy tradycje. Mamy wspomnienie dawnych wielkich zwycięstw. Mamy tendencję do machania szabelką i przekonywania, że wyjście z grupy to plan minimum. A Gwinea Równikowa takich ambicji nie ma. Powiedzmy sobie szczerze, z chwilą wybrania tego malutkiego kraju na organizatora mistrzostw, Gwinea Równikowa osiągnęła największy sukces w historii – zapewniła sobie udział w wielkiej imprezie. Po raz pierwszy.

Wprawdzie krajowa federacja piłkarska istnieje już od 1960 roku, lecz do 1986 właściwie nie rozgrywała meczów. Dopiero ćwierć wieku temu wzięli się w Gwinei Równikowej do roboty. Weszli do CAF i FIFA i zaczęli grać w eliminacjach turniejów. Radzili sobie jednak tak, że lepiej przemilczeć. Nie mieli wielkich piłkarzy. Piłkarska pustynia.

Organizacja turnieju sprawiła jednak, że za wszelką cenę chciano unikąć kompromitacji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tego celu nie uda się osiągnąć, ale akurat znaki na niebie i ziemi – zwłaszcza w afrykańskiej piłce – nie znaczą kompletnie nic. Dla większości zawodników to życiowa, jedyna szansa.

Po 2006 roku zaczęła się w Gwinei Równikowej fala naturalizacji. Obecnie w kadrze grają piłkarze podebrani z Hiszpanii, Brazylii, Kamerunu, Nigerii, Kolumbii, Ghany i Senegalu. Nie są to jakieś wielkie nazwiska. W większości grają w amatorskiej lidze swojego kraju, bądź w amatorskich ligach hiszpańskich. Są jednak pewne wyjątki…

Na początek wątek polski. Zagrał 11 meczów w naszej ekstraklasie w barwach Legii Warszawa, grał na pozycji stopera, przyszedł z rezerw Bordeaux i szybko wyjechał. Wtedy jeszcze był Senegalczykiem, dziś jest już Gwinejczykiem Równikowym. Tak, zgadliście, to Mammadou Balde, gnijący dziś gdzieś w niższych ligach francuskich.

Prawdziwe gwiazdy ?Nzalang Nacional? to jednak piłkarze, którzy coś kiedyś osiągnęli w Hiszpanii. Przede wszystkim – 34-letni kapitan Rodolfo Bodipo, który swego czasu ładował bramki w Alaves Vitoria, czy Santander, a zwłaszcza Deportivo La Corunia. Z tego klubu jest obecnie wypożyczony do II-ligowego Elche. On również jest naturalizowany, ale Gwineę Równikową reprezentuje już od ośmiu lat. Pozostałe gwiazdy to Javier Balboa, który najpierw pograł z Krzysiem Królem w Realu Madryt Castilla, lecz w przeciwieństwie do niego awansował do pierwszej drużyny. Pokazał się w kilku meczach, wystąpił w Lidze Mistrzów, strzelił bramkę i poszedł do Benfiki Lizbona. Tam też kariery nie zrobił i dziś przebywa na zesłaniu w portugalskim Beira Mar, ale – umówmy się – gdyby na skrzydła ?Królewskich? wpuszczali słabych piłkarzy, choćby na epizody, to już bym tam grał. Jako takie nazwisko wyrobili sobie jeszcze Ivan Zarandona (kiedyś Valladolid), Juvenal (Alaves, Tenerifa, Recreativo Huelva) czy Narcisse Ekanga, grający w kongijskim TP Mazembe współautor sensacji w Klubowych Mistrzostwach Świata sprzed dwóch lat, kiedy najlepszemu zespołowi Afryki udało się ograć Internacional Porto Alegre, by dopiero w finale przegrać z Interem Mediolan.

Wszystko wyglądałoby tak sobie, ale nie beznadziejnie, gdyby zgrają dowodził trener, który miałby pojęcie o sprawie i czas na poukładanie drużyny. Od początku 2011 roku za 30 tysięcy euro miesięcznie pracował tam słynny w Afryce Francuz Henri Michel. Tyle, że w ostatnich dniach grudnia nagle zrezygnował. Na trzy tygodnie przed turniejem musiał go zastąpić Brazylijczyk Gilson Paulo, który ostatnio był dyrektorem sportowym akademii Vasco da Gama. Nie rzuca na kolana…

Współgospodarze PNA w zeszłym roku rozegrali sporo meczów towarzyskich, kilka wygrali, lecz – tu kolejna analogia do Polski – kompletnie nie radzili sobie z przeciwnikami, którzy również zagrają na turnieju o mistrzostwo Afryki. Miejsce w rankingu FIFA też pokazuje wiele. 150. pozycja, przy 200 klasyfikowanych krajach. A do nas – Europejczyków – najlepiej przemówi porównanie do drużyn, które znamy z europejskiej federacji. Gwinea Równikowa jest o 12 miejsc niżej niż… Kazachstan i minimalnie, o pięć pozycji lepsza od Malty. Czy to wystarczy na pokonanie w grupie Libii, Senegalu i Zambii? Raczej nie. Ewentualnie widzę szansę na powalczenie z dziećmi po Kaddafim w meczu otwarcia. Ale czy zdziwi mnie wygranie przez Gwineę R. wszystkich meczów w grupie i awans do fazy pucharowej? W Afryce nic mnie nie zdziwi.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl