Halo. Tu Wimbledon!

Zielona trawa, czysta biel, truskawki z bitą śmietaną, tradycja – nadszedł czas na 125. edycję Wimbledonu. Największe wydarzenie to powrót sióstr Williams. u panów już w I rundzie starcie John Isner – Nicolas Mahut, którzy przed rokiem rozegrali najdłuższy mecz w historii tenisa.

Serena nie grała przez 11 miesięcy. Od czasu triumfu na świętej londyńskiej trawie (po finałowej wiktorii nad Wierą Zwonariową) pauzowała najpierw w wyniku kontuzji stopy spowodowanej nadepnięciem na szkło, a następnie w następstwie zatoru płucnego, w wyniku którego trafiła do szpitala w stanie zagrożenia życia. Venus po kreczu w III rundzie Australian Open (po rozegraniu jednego gema z Andreą Petković) pauzowała przez cztery miesiące. Obie Amerykanki wróciły w Eastbourne i zaprezentowały dwa oblicza: Serena po szarpaninie z samą sobą wyeliminowała Cwetanę Pironkową, by przegrać ze Zwonariową pomimo prowadzenia 6:3 i 5:3. Venus na dzień dobry po trzysetowej batalii pokonała Petković, potem po perfekcyjnej grze odprawiła Anę Ivanović, by ulec Danieli Hantuchovej, którą wcześniej zlała 10 razy. Jakie siostry zobaczymy w Londynie? Tego nie wie nikt. Ich forma jest jedną wielką zagadką, ale ich powrót oczywiście dodaje smaczku rywalizacji na świętej londyńskiej trawie. W jakiej formie by Amerykanki nie były zawsze przyciągają na korty tłumy. Wimbledon to ich królestwo: od 2000 roku tylko dwukrotnie turniej nie padł łupem którejś z panien Williams: w 2004 roku Maria Szarapowa i dwa lata później Amelie Mauresmo.

Moją faworytką w tym roku jest właśnie Szarapowa, która na players party pokazała się w pięknej czerwonej kreacji. Ale czy może być inaczej skoro Rosjanka na przeklinanych przez siebie długimi latami kortach ziemnych triumfowała w Rzymie i zaliczyła półfinał Rolanda Garrosa? Sześć lat temu zdobyła w Londynie swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł mając 17 lat. Wielka wojowniczka nie zniechęciła się kontuzją barku i mozolnie odbudowywała swoją dawną pozycję, wydaje się, że teraz jest już poziomie pozwalającym jej walczyć o czwarty wielkoszlemowy laur.

Na wielką faworytkę imprezy wyrasta również Wiera Zwonariowa. W Eastbourne wzięła na Serenie rewanż za porażkę w finale Wimbledonu. Był to jej pierwszy wielkoszlemowy finał, potem powtórzyła to osiągnięcie na Flushing Meadows. A zatem do trzech razy sztuka? Jest jeden zasadniczy problem: jej własna głowa, Wiera już nie płacze tak jak kiedyś, dojrzała do rzeczy wielkich, ale czy wybitnych? Czy będzie jak Dinara Safina, która do wielkoszlemowego finału potrafiła grać wspaniale, a gdy trzeba było postawić kropkę nad i pojawiał się płacz i łzy? Nie życzę Wierze źle, ale wydaje mi się, że nie jest to zawodniczka zdolna sięgnąć po wielkoszlemowy tytuł.

A co z mistrzynią Rolanda Garrosa Na Li? Czy Chinka tak jak przed rokiem Francesca Schiavone po paryskiej wiktorii odpadnie z Wimbledonu w I rundzie? Wydaje mi się, że tak źle nie będzie, ale też sukcesu jej nie wróżę. Trudno po tak wielkim sukcesie, pierwszym wielkoszlemowym triumfie po raz drugi na przestrzeni miesiąca utrzymać ten sam poziom motywacji. Musi się pojawić wypalenie.

Petra Kvitova i Cwetana Pironkowa – dwie ubiegłoroczne sensacyjne półfinalistki. Obie w ciągu roku znalazły się na przeciwległych biegunach. Kvitova jest już tenisistką Top 10, w tym roku zdobyła trzy tytuły, a przed Wimbledonem zagrała w finale w Eastbourne. Tym razem przyjeżdża do Londynu jako jedna z faworytek i to może jej bardzo mocno ciążyć w walce o obronę punktów. Pironkowa jest, ale jakby jej nie było. Od czasu zaskakującego półfinału przez rok w cyklu WTA w żadnych turnieju nie była w stanie wygrać dwóch spotkań z rzędu i w Londynie szykuje się wielka katastrofa.

Wielka katastrofa szykuje się też w wykonaniu Karoliny Woźniackiej. Liderka rankingu do Wimbledonu przystępuje z marszu, wygrała halowy turniej u siebie w Kopenhadze i odpoczęła sobie tydzień. Po fatalnym występie w Rolandzie Garrosie (w III rundzie została rozbita przez Danielę Hantuchovą) szykuje się równie nieudany start w Wimbledonie. Jeżeli powtórzy swój najlepszy wynik z dwóch poprzednich sezonów (IV runda) to wykona plan, ale szanse na to są mizerne. Karolina to nie Venus czy Serena, ona potrzebuje rozgrzewki, nie miała jej, więc to znak, że odpuszcza Wimbledon. W sumie co ma się męczyć i tak fotel liderki jest niezagrożony.

Moim czarnym koniem jest Marion Bartoli. Nie lubię Francuzki, ale szanuję ją za to, że nie przejmuje się głosami krytyki i tym, że jest niedoceniana nawet we własnej ojczyźnie. Uparta, konsekwentnie dążąca do celu, mająca wojowniczą naturę, nie lubiana przez większość rywalek za jej dziwne ruchy, podskoki, uderzenie powietrza. Robi swoje, a ostatnio robi bardzo dużo. Na nielubianej mączce finał w Strasburgu i pierwszy w karierze półfinał Rolanda Garrosa, a tuż przed Wimbledonem triumf w Eastbourne. Bartoli już raz oczarowała w świątyni tenisa dochodząc do finału w 2007 roku. Powtórka nie jest wykluczona.

Wika Azarenka to oczywiście wysoki, równy poziom, ale nie na miarę wielkoszlemowego triumfu. Niby jak zawodniczka, która od ubiegłego sezonu poddała 10 meczów ma wytrzymać trudy rywalizacji na wymagającej trawie, często toczonej w bardzo zmiennych warunkach? Sam Stosur, oczywiście można rozpływać się nad jej forhendem, serwisem i slajsem, ale ta jej krucha psychika, a do tego Wimbledon to dla niej prawdziwy koszmar. W ośmiu dotychczasowych startach w All England Club Australijka wygrała tylko dwa mecze i trudno się spodziewać, by tym razem miała poskromić londyńską trawę, nawet jeśli dopiero co w Eastbourne osiągnęła drugi półfinał w sezonie.

I na koniec to co najlepsze. Nasza wspaniała Agnieszka, artystka, czarująca technicznymi sztuczkami, lepiej serwująca, mocniej uderzająca, ale czy już na tyle mocna, by zrobić pierwszy wielkoszlemowy półfinał? W III rundzie Ana Ivanović, w IV Na Li, w ćwierćfinale Serena Williams. Można zapytać jeśli nie teraz to kiedy? Jeśli teraz nie da rady Serenie to kiedy? Trzymam mocno kciuki za Agę, jak zawsze zresztą. Tym razem jestem bardzo optymistycznie nastawiony i czuję, że będzie znakomicie. Ognia AGA!

U panów hegemonia wielkiej czwórki wydaje się nie zagrożona. Do półfinału w komplecie powinni dotrzeć Rafa Nadal, Nole Djoković, Roger Federer i Andy Murray. Kto wygra? Na pewno nie Murray, co nie ma genu zwycięzcy. 75 lat czekają Wyspiarze na triumf swojego zawodnika i jeszcze sobie trochę poczekają. Tylko jakaś kontuzja może zmienić coś w hierarchii wielkiej czwórki. Ale z drugiej strony to Wimbledon, więc niby musi być jakaś niespodzianka. Ale kto może ją sprawić? Może Jo-Wilfried Tsonga, który tak czarował na kortach klubu Queens? Może Andy Roddick, który na Wimbledon zawsze potrafił się odrodzić? Jak tu nie mówić o magii Wimbledonu skoro rok po epickiej batalii zakończonej wynikiem 70:68 w V secie John Isner i Nicolas Mahut ponownie zmierzą się w I rundzie. I choć nic dwa razy się nie zdarzy to choćby dzięki ponownemu skojarzeniu tych dwóch dżentelmenów o Wimbledonie już się mówi, już czuć tą jedyną w swoim rodzaju atmosferę rywalizacji na świętym londyńskim trawniku.

„Halo. Tu Wimbledon!” – magiczne słowa wypowie pan Bohdan Tomaszewski już w poniedziałek 20 czerwca. Nestor dziennikarstwa sportowego w Polsce idealnie pasuje do specyfiki Wimbledonu, do tej tradycji, elegancji, kunsztu, jedynej w swoim rodzaju gatunkowej czystości. Wimbledon czas zacząć z panem Bohdanem, niestety to jeden z nielicznym atutów ekipy tenisowej Polsatu Sport Extra, ale to już temat na inną dyskusję.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl