Hamilton przegrał z pogodą/Awangarda w Polsacie

Zazwyczaj na Hungaroringu oglądaliśmy nudne procesje i niewiele manewrów wyprzedzania. W tym roku dzięki systemom KERS i DRS, a przede wszystkim dzięki dopiero drugim w historii opadom deszczu na Węgrzech wyścig momentami przykuwał do teleodbiornika. Niestety, odkuwały sprzed niego problemy z łącznością między Warszawą a Budapesztem. Pomimo tego, jest o czym opowiadać.

Pokusiłem się o dłuższy wstęp niczym Andrzej Borowczyk – guru polskich komentatorów, jeśli chodzi o wstępy do transmisji i budowanie napięcia dla telewidzów. Dziś szczególnie zwróciło to moją uwagę, bo ten człowiek jest inspirujący. Dodatkowo Telewizja Polsat dokonała rzeczy historycznej – pokazała studio w trakcie wyścigu! Nie zrobiono tego przy nierozegranych kwalifikacjach do GP Japonii rok temu, ani podczas godzinnej przerwy podczas ubiegłorocznej GP Korei, ani w trakcie najdłuższej przerwy w historii F1, która miała miejsce prawie dwa miesiące temu, w Kanadzie. W końcu się wydało się, że Andrzej i Maurycy komentują ze studia, bo nie zdążyli się teleportować do Włodka Zientarskiego i Macieja Steinhofa przed kamery. Co prawda inny był powód, że nie stało się tak wcześniej, ale tak, czy inaczej, wiekopomna chwila nastąpiła!

Oczywiście stroję sobie żarty, lecz coś w tym jest. W ogóle Polsat to inny poziom prowadzenia studia w trakcie wydarzeń sportowych niż inne stacje. Nie będę się teraz w to zagłębiać, chciałem jedynie nagłośnić sam fakt, jakby nie było, historyczny. O sporcie w Polsacie będzie jeszcze okazja, by napisać.

Teraz już skupmy się na wydarzeniach z toru. Będzie ciężko, bo poza kłopotami technicznymi TV Polsat, kablówka, na której oglądałem (nie moja oczywiście) miała przerwy w nadawaniu. I tak oto nie znam historii od 3. do 9. okrążenia, poza tym, że nie zobaczyłem niepotrzebnych pit stopów Hamiltona, a także ostatnich okrążeń wyścigu. Mimo tego, widziałem kilka ważnych dla przebiegu rywalizacji wydarzeń.

Wyścig na Węgrzech kolejny raz nam udowodnił, że Sebastian Vettel nie jest kierowcą idealnym. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że Niemiec jest znakomity na sesjach czasowych, kiedy nikt go nie ciśnie. W wyścigu nie zawsze potrafi opanować nerwy na wodzy. Wiele za niego robi fantastyczny RB7, którym się porusza po torach. Aktualny Mistrz Świata musi jeszcze nad sobą popracować.

Mark Webber nie dość, że miał nienajlepsze pole startowe, to jeszcze znów źle wystartował. O podium pewnie w ogóle nie myślał, bo musiał się skupić na walce w środku pierwszej dziesiątki. No cóż, mój faworyt miał gorszy weekend, trudno. Przynajmniej wciąż jest wiceliderem klasyfikacji MŚ. Jednak wydaje się, że wakacyjna przerwa przytrafiła się w idealnym momencie dla Red Bulla, który już nie dominuje tak bardzo, jak w początkowej fazie sezonu.

Pomimo ogólnej oceny, że tegoroczna rywalizacja na Hugaroringu była interesująca, mieliśmy taki moment, po zmianie opon z intermediatów na slicki, że działo się bardzo niewiele. Tak mniej więcej do drugich zjazdów czołówki. „Hitem” tego okresu wyścigu, był pożar auta Nicka Heidfelda. Zauważyłem na forach internetowych, że Polacy się z tego wypadku śmieją. A ja się przestraszyłem, bo ogarnęła mnie myśl, że to mógł być nasz Robert. Pozostawiam to więc bez komentarza.

Gdzieś na półmetku wyścigu pojawiły się informacje, że może jeszcze spaść deszcz. I spadł. Trwał on 5-7 okrążeń, ale był i namieszał. Auta ślizgały się potwornie. Na miejscu kierowców samochodów z czołówki od razu zjechałbym do boksów, by zmienić opony na przejściówki. Na pewno wyszedłbym na tym lepiej, niż Lewis Hamilton, ale czy utrzymałbym swoją pozycję? Hm, ciężko powiedzieć. A Brytyjski kierowca po prostu zaryzykował i to ryzyko się nie opłaciło. Przegrał z pogodą. Miał 50% szans na powodzenie i tym razem nie wyszło. Jednak, gdyby deszczu spadło więcej, albo gdyby po prostu padało z 5-10 minut dłużej, to jego rezultat byłby zgoła odmienny.

Być może znam się kiepsko, ale odnoszę wrażenie, iż Hamilton nie jest wcale taki fantastyczny na deszczu, jak się o nim mówi. Ten sezon nam pokazuje, że nawet jego kolega z zespołu – Jenson Button radzi sobie lepiej na śliskiej nawierzchni (popatrzmy na dorobek punktowy deszczowych wyścigów tego roku). Mistrz Świata z 2008 roku po prostu ma zapał do ścigania, lubi dreszczyk emocji, ale jego brawura i pewność siebie (zwane ładnie „agresywnym stylem jazdy”) czasem go gubią. I tak właśnie było dziś, kiedy jego auto po wyjściu z zakrętu obróciło się. W ten właśnie sposób stracił swoją przewagę nad Buttonem i prowadzenie wymykało mu się z rąk.

Cóż mam napisać o zwycięzcy – Jensonie Buttonie? Po prostu pojechał znakomicie, a do sukcesu dołożył też odrobinę szczęścia podczas deszczowych chwil. Brytyjczyk jest znany z tego, że jest przeciwieństwem swojego kolegi z teamu – jest spokojny, wyważony, dba o opony, itd. To powiodło go do 11. wygranej w karierze.

I na koniec pochwała, nie zgadniecie dla kogo: dla zespołu Toro Rosso za strategię na GP Węgier. W kwalifikacjach radzą sobie słabo, często są ledwo przed Teamem Lotus. Dziś startowali z beznadziejnych pozycji startowych (Buemi z ostatniej linii!), a obaj zdobyli punkty do klasyfikacji.

PS 1. Wielkie gratulacje dla Kuby Giermaziaka za fantastyczne zwycięstwo w Porsche Supercup! Przy Mazurku Dąbrowskiego aż mi się łezka w oku zakręciła!

PS 2. Realizacja GP Węgier stała na niskim poziomie. Zarówno podczas wyścigu Porszaków, jak i bolidów Formuły 1 oglądaliśmy kilka niewłaściwych ujęć. Mam na myśli to, że np. nie pokazywano ostatnich kilometrów w wykonaniu Giermaziaka, czy też niektórych ważnych manewrów wyprzedzania w wyścigu tych najlepszych. Jeśli oglądaliście oba wyścigi w polskiej telewizji, to zapewne pamiętacie, jak się Andrzej bulwersował 😀


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl