Historia (Chelsea i Di Matteo) zatacza koło

Chelsea znajduje się na wylocie z Ligi Mistrzów. Po klęsce z Juventusem w Turynie nie wszystko zależy od niej samej. Jeśli Szachtar Donieck nie poda ręki w grudniu poprzez wygranie ze Starą Damą, to nie popłynie dalej i pewnie przygarnie ją znacznie mniej luksusowy okręt o nazwie „Liga Europy”.

We wtorek The Blues pojechali do Turynu na mecz, który musieli wygrać aby awansować do 1/8. No właśnie, łatwo powiedzieć „zwyciężyć i przejść dalej”. Z wykonaniem u podopiecznych (jeszcze wówczas) Roberto Di Matteo było znacznie gorzej. Tradycyjnie na ważny mecz w Champions League włoski szkoleniowiec zamurował dostęp do własnej bramki ustawiając pięciu obrońców. Zupełnie odwrotnie wyglądała taktyka, którą zastosował trener Juve, Antonio Conte – tylko trzech defensorów broniło pola karnego gospodarzy.

Wszystko złożyło się na to, iż piłkarzom Starej Damy wyprowadzali swoje akcje stosunkowo łatwo i swobodnie, szczególnie, jeśli chodzi o skrzydła (Asamoah, Lichtsteiner). Niemal wszystkie ich strzały w 1. połowie były celne. Wygląda na to, że częścią strategii Mistrza Włoch było również ostrzeliwanie bramki Petra Cecha. Jak się okazało, przyniosła skutek i to bardzo dobry.

Jednkaże nauczony doświadczeniem, nawet przy prowadzeniu 2:0 dla Juventusu nie uważałem, że jest po zawodach. W końcu londyńczycy już nie z takich opresji wychodzili. Lecz we wtorkowy wieczór zabrakło im kogoś, kto pociągnąłby za sobą cały zespół. Piłkarza, który wziąłby na siebie całą odpowiedzialność i zdobył jednego gola, który być może wlałby nadzieje w serca zarówno zawodników, jak i kibiców. Najlepszym obrazkiem podsumowującym występ The Blues była akcja z końcówki meczu, o której zaćwierkałem na twitterze:

 

Oczywiście nie było tak, że goście niczego nie pokazali. Kontrataki zakończone strzałami Maty czy Hazarda mogły się zakończyć bramką, ale z czasem również i ten element zanikał w szeregach ekipy przyjezdnej.

Ze względu na szybkość gry po obu stronach, pierwszą połowę oglądało się – jak to określiłem – bardzo przyjemnie.

 

W drugiej, chociaż rzadko dawali o sobie znać gracze Chelsea, również nie brakowało emocji. Ciągle miałem w głowie świadomość, że jedno długie podanie, a po nim jedno celne uderzenie mogło ich jeszcze obudzić do walki. Tak się jednak nie stało. Jeśli mam być szczery, to się z tego cieszę, bo nie lubię drużyn, które wychodzą na boisko i tylko czekają na to, aż rywale zaczną zadawać im ciosy.

Dla równowagi emocjonalnej, przypomniałem sobie, jak uwielbiam Andreę Pirlo. Zawsze pracowity, waleczny i stwarza zagrożenia pod bramką przeciwnika, niezależnie jak daleko od niej jest. Trochę szkoda, że zaliczył tylko asystę przy pierwszym trafieniu, zamiast wpisać się na listę strzelców. Byłby to jego kolejny efektowny gol z dystansu. Szkoda byłoby go nie spotkać w 1/8 finału.

Od początku sezonu The Blues grają w kratkę. Dobrymi przykładami są właśnie mecze w Champions League, nawet sam pierwszy, też przeciwko Juventusowi (z 2:0 na 2:2). Następnie przyszło łatwe zwycięstwo na wyjeździe nad Nordjaelland, a potem znów bezbarwny w ich wykonaniu mecz w Doniecku. Trzy tygodnie później odnieśli nad Górnikami efektowne zwycięstwo. Gdyby tak pójść dalej w ten sposób, to pewnie w grudniu pokonają Mistrza Danii, ale teraz już nie wszystko zależy od nich samych. Muszą teraz kibicować Szachtarowi, aby pokonał u siebie z Juve, co nie jest niemożliwe. Bardzo ciekawy mecz tam się zapowiada.

Roman Abramowicz podjął jednak decyzję o zwolnieniu Roberto Di Matteo z funkcji I trenera Chelsea. Można pokusić się o stwierdzenie, że historia zatoczyła koło – wiosną przejął klub, który był na wylocie z Ligi Mistrzów i zdobył z nim Puchar Europy. Teraz opuszcza zespół, który znów jest na granicy odpadnięcia z rozgrywek. Czy Rafael Benitez poratuje Niebieskich? Z pewnością będzie mu bardzo trudno. Kibice pewnie za nim nie przepadają, a poza tym przypięto do niego me tkę trenera, który psuje wszystko, czego się dotknie. Na pewno jest to ciekawy obrót spraw.

W grupie E, którą ochrzciłem mianem „drugiej grupy śmierci” najprawdopodobniej zginie Chelsea. Przed sezonem mniej prawdopodobny był chyba tylko awans Nordsjaelland. Ogólnie rzecz ujmując, było tu naprawdę mnóstwo emocji (kto wie, może jeszcze będą). Ta właśnie grupa była najczęściej przeze mnie wybierana podczas terminów potyczek w grupach koloru niebieskiego (przy losowaniu grupy A-D są czerwone, E-H – niebieskie). Zdecydowanie nie bez powodu.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl