Historia na naszych oczach

Od czwartkowego wieczoru minęła już ponad doba, a ja w dalszym ciągu nie mogę ochłonąć, a przede wszystkim uwierzyć, że to co wczoraj zobaczyłem wydarzyło się na prawdę. Długo zastanawiałem się jak zatytułować tą notkę. Nie miałem żadnego pomysłu, więc zatytułowałem ją tak, jak wyżej widzicie. Myślę, że tytuł trafny, bo bez względu na to jak potoczą się dalsze losy Kolejorza w marszu po Ligę Europy, czwartkowe spotkanie przejdzie do historii i już zawsze będzie miało swoje stałe miejsce w gronie największych europejskich podbojów polskich drużyn po czasach PRL-u, ale i w ogóle.

Lech niczym Dawid o twarzy gladiatora dotkliwie zbił ogromnego, pewnego siebie Goliata. Goliata, co w tym przypadku bardzo istotne, nieskończenie bogatego, mogącego sobie pozwolić na zakup dowolnego elementu uzbrojenia. Lech powinien być wzorem dla tych, którzy są równie maluczcy, a którym przychodzi  walczyć z równie potężnymi. Nie można powiedzieć, że Lechici zdominowali rywala, bo tzw. kulturą gry od bogaczy z Manchesteru wyraźnie odstępowali czy to w obronie, czy to w ataku. Przez większą część spotkania The Citizens kontrolowali przebieg meczu. Nie każdy jednakże zauważa, ze na dobrą sprawę „Anglicy” mieli raptem dwie, trzy stuprocentowe sytuacje razem z tą, która zakończyła się bramką  Adebayora.

Lech sprawia swoją grą, że każdy Polak, czy to ten z Poznania czy to ten z Warszawy czy Krakowa może być z niego dumny. Polska to już nie tylko budujące się hurtem stadiony. Polska to także futbol na wysokim europejskim poziomie (choć nie można tego głośno mówić po raptem kilku dobrych spotkaniach jednej drużyny). Lech jak już wcześniej napisałem pokazał innym  (przede wszystkim polskim) drużynom, jak radzić sobie, gdy naprzeciw stają piłkarze kilka razy lepiej wyszkoleni, zdolniejsi i kilkadziesiąt razy bogatsi. Polskie szkolenie leży o czym każdy wie, a nawet gdyby niezbędne reformy przeprowadzono już dziś to i tak na efekty poczekalibyśmy z dziesięć lat. Zmierzam do tego, że ani polskie kluby, ani reprezentacja (i tu sugestia do wizji pana Smudy), nie będą mogły w najbliższej przyszłości grać otwartego futbolu z najlepszymi na Starym Kontynencie. Trzeba będzie w takich sytuacjach, aby istnieć na futbolowej mapie Europy, braki w wyszkoleniu i umiejętnościach czysto piłkarskich nadrabiać wzorem Lecha oddaniem, sercem, charakterem i jak to się potocznie mówi jajami.

Przyszłość Lecha ta najbliższa zależy od meczu z Juventusem w Poznaniu, gdzie wystarczy zremisować i jest to jak najbardziej realne. Przyszłość natomiast ta dalsza zależy już od działaczy. Aby Poznań co roku gościł fazę grupową Ligi Europy czy (oby) Ligi Mistrzów, nie może dojść do takiej sytuacji, że w klubie jest jeden nadający się do użytku napastnik, którego brak zadecydował o pożegnaniu się z walką o Champions League. Jeżeli Daj Boże, Lech będzie sie rozpychał po europejskich salonach także na wiosnę, to niechybnie zwróci na siebie uwagę wielu znacznie bogatszych i lepszych klubów co już w zasadzie zrobił. Piłkarze tacy jak Burić, Peszko czy Arboleda już latem ponoć mieli konkretne oferty, ale zatrzymała ich chęć walki o Ligę Mistrzów.

Odnosząc się już do samego spotkania to każdy chyba zauważył, że Lech nie miał w zasadzie słabych punktów. W bramce pewny jak nigdy Burić. W obronie  doświadczony (dla mnie mimo wieku kandydat number one do reprezentacji) Bosacki, Arboleda którego występy wyglądają zwykle jak sceny z amerykańskiego filmu wojennego ( jego uważam za uosobienie tego chartu ducha, oddania i walki co powinno cechować polskie ekipy),  Djurdjević któremu nie raz wychodzi praktycznie wszystko i tak było wczoraj, a także Luiz Henriquez którego ostatnie występy są wprost koncertowe, a którego już kiedyś ogłoszono transferowa klapą. W pomocy najlepszy defensywny pomocnik Ekstraklasy Dmitrije Injac,  z meczu na mecz coraz lepszy Kikut (również jak dla mnie kandydat do repry), nieustępliwy Krivets,  kreatywny a zarazem solidny Stilić na którego też już psioczono i przypominający jeźdźca bez głowy Peszko, którego rajdy wyglądają tak, jakby sam nie wiedział jaki będzie jego następny krok, ale nikt nie robi tyle wiatru i chaosu w poczynaniach najlepszych nawet obrońców co skrzydłowy Kolejorza. W ataku wystąpił osamotniony Rudnevs, który starał się jak mógł, wielkiego spotkania nie rozegrał, ale przekonał nas nie raz, że ma nieprzeciętny talent. Nie wolno zapomnieć o rezerwowych.  Wilk wprowadził dużo spokoju w grze i umiał przytrzymać jak i rozegrać piłkę. Możdżeń miał walczyć i walczył , w nagrodę strzelił przepiękną bramkę, która przypieczętowała tryumf Lecha. Na osobne pochwały zasługuję Kiełb. Jego rajdy były jakby rodem wyjęte z repertuaru Leo Messiego. Już dawno nie widziałem, żeby ktoś tak upokorzył defensorów czaołowej angielskiej drużyny jak były gracz kieleckiej Korony swoimi dryblingami.

Jest jeszcze jedna drażliwa sprawa. Trener. Sukces przypisałbym w 70%  Jackowi Zielińskiemu i w 30% Jose Marii Bakero. Hiszpan co najwyżej mógł wygłosić dwie płomienne przemowy przed meczem i w jego przerwie, które być może natchnęły Lechitów by wznieść się na wyżyny swoich możliwości i uwierzyć w to co wydawało się niedoścignione (taki syndrom international level Leo Beenhakkera). Jednak to trener Jacek Zieliński przygotował drużynę do tego spotkania. Swoją drogą, włodarze Lecha takim swym dziwnym , nie do końca eleganckim postępowaniem wplątali się w nie dość,  że niezręczną, to jeszcze być może  niekorzystną dla siebie sytuację. Po porażce z Górnikiem, Lech znalazł się w strefie spadkowej i w Poznaniu zrobiło się gorąco. Zaczęto gorączkowe poszukiwania nowego trenera, co było jasnym sygnałem dla Jacka Zielińskiego (chyba, ze został o tym wprost poinformowany), że jego dni są już policzone. Ten między czasie wygrał po 4-1 z Cracovia i Wisłą, a przygotowana przez niego drużyna już pod wodzą Bakero pokonała Man City. W dodatku nazwisko Hiszpana, jako nowego trenera mnie osobiście na kolana nie rzuca. Mam wrażenie, że były gracz Barcelony dostał posadę bo po prostu był pod ręką, a na szersze poszukiwania i ewentualne negocjacje nie było czasu. Dużo mówi się o tym, że Zieliński zastąpi Janasa w Polonii, gdzie już pracował i nie wiem czy na tej zamianie lepiej nie skorzysta (Bakero-Zieliński) Polonia.

Na zakończenie pozostaje tylko życzyć Lechowi dalszych sukcesów, bo awans, który po losowaniu wydawał się zupełnie niemożliwy, jest teraz na wyciągnięcie ręki.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html