Historia osobliwości – El Clasico

W Los Angeles zegary wskażą 09:15, w Buenos Aires 14:15, a w Pekinie 01:15. Szacuje się, że bez względu na porę dnia, zamieszkiwany kontynent i inne co mniej istotne kwestie, co ósmy mieszkaniec Ziemi o 18:15 polskiego czasu zasiądzie przed szklanym ekranem, aby podziwiać największe z największych derbów świata. Starcie dwóch gigantów naznaczone historią i przesycone tradycją. Prawdziwa osobliwość piłkarskiego świata – El Clasico. Madryccy Los Blancos podejmą katalońską Blaugranę.

Hiszpański Klasyk jest tak wyjątkowy i niepowtarzalny ze względu na swoją jedyną i niepowtarzalną otoczkę starcia. Podsycają ją bezprecedensowe konteksty historyczne, narodowościowe, polityczne, jak i kulturowe. Są one tak mocno i głęboko zakorzenione w istocie klubu, iż nawet kibice spoza granic Hiszpanii starają się z nimi identyfikować. Aby w pełni zobrazować dzieje bordowo-białych pojedynków należy cofnąć się do lat 30./40. i hiszpańskiej wojny domowej. FC Barcelona od zawsze utożsamiała się z Katalonią i jej niepodległościowymi dążeniami. Nie inaczej sprawa miała się w tak trudnym dla Iberyjczyków okresie. Można powiedzieć, że Camp Nou właśnie wtedy stało się miejscem daleko wykraczającym poza zwykły, piłkarski stadion. Madrycki Real, co jasne, kojarzony jest z silnym związkiem ze stołecznym rządem. Panuje jednak błędne przekonanie, iż władza na czele z gen. Franco za cel postawiła sobie zniszczenie katalońskiego klubu. Zwolennicy tej tezy za argument podają fakt, iż prezes ówczesnej FC Barcelony Josep Sunyol zginął z rąk frankistów. Franco krwawo tłumił wszystkie niepodległościowe zapędy, wyjątku nie czynił. Wiadomo też, że fanem Realu początkowo nie był. Pod Królewskich „podczepił się” dopiero wraz z falą sukcesów Los Blancos. Stereotypem pozostaje więc postać Realu wynoszonego na piedestał przez władze i bezbronnej Barcelony. Co ciekawe, głównym pomysłodawcą założenia Realu Madryt był… Katalończyk –  Juan Padrós Rubio. Mimo, że właśnie świat niektórych kibiców legł w gruzach, historia ta napiętnowana wojną i morderstwami jest przedmiotem wielu dyskusji i pozostaje zarzewiem nienawiści między oboma klubami. I tak, aż do dzisiaj spotkanie Barcelony i Realu to o wiele więcej niż mecz. Szczególnie wobec ostatnich, bardzo jasnych sygnałów o chęci separacji Katalonii od reszty Hiszpanii, sprawa nabiera dodatkowego wydźwięku. Dla jednych i drugich to okazja do wyrażenia swojej przynależności, poglądów. A że te są zupełnie odmienne i wrogo do siebie nastawione… na tym właśnie polega to piękno…

Na tych jakże drażliwych i cienkich granicach często balansują piłkarze. Jedni bardziej, drudzy mniej świadomie. Najdrastyczniejszym przykładem jest oczywiście sprawa Luisa Figo. Po transferze z Barcelony do Realu na Camp Nou „przywitano go” zapalniczkami, wszelkiej maści przedmiotami ciskanymi w jego stronę, a nawet… łbem świni. Zdarzały się też momenty piękne i niepowtarzalne. Jak owacja na stojąco dla Ronaldinho w 2o05 r. Brazylijczyk przedryblował pół boiska strzelając jednego z najbardziej rozpoznawalnych goli w swojej karierze. Bernabeu poderwało się z siedzeń i zgotowało fantastyczny aplauz dla ówczesnego najlepszego piłkarza świata. Jak sam zainteresowany przyznał, była to jedna z najpiękniejszych chwil jego życia. Na taką reakcje liczyć jutro nie będzie mógł z pewnością Gerard Pique. Katalończyk raz po raz prowokuje madryckich fanów. Gdy będzie jutro przy piłce, zapewne nikt na Bernabeu nie usłyszy swoich myśli…

Po solidnym wykładzie historycznym czas przenieść się do teraźniejszości i jutrzejszego meczu. Czekające nas za niespełna 24h starcie, jak każde pomiędzy Barcą, a Realem ma także swoje własne dzieje.

Dużo więcej niepokoju zdaje się być w murach Królewskiego stadionu. Gospodarze sobotniego starcia borykają się z wieloma problemami. Ostatnio w beznadziejnej formie znajduje się Cristiano Ronaldo. Portugalczyk ustawiany na środku ataku stracił wszelkie swoje atuty. Oprócz tego mówi się, że trener Los Blancos – Rafa Benitez, nie cieszy się popularnością wśród piłkarzy. Do prasy wyciekły informacje, jakoby madryccy zawodnicy spotkali się ze szkoleniowcem w celu zmiany taktyki na ligowy Klasyk. Piłkarze chcą zagrać bardziej ofensywnie, podczas gdy trener preferuje defensywny styl gry. Na konferencji prasowej Benitez wszystkiemu zaprzeczył, ale faktem jest dość wątpliwa trafność defensywnej gry przeciwko Blaugranie. Ostatnim trenerem, który w debiucie przeciwko Barcy ustawił podwójne zasieki był Jose Mourinho. Efekt? Pamiętna „Manita” i 5:0 dla Azuglany. Należy również pamiętać, że Real w ostatniej kolejce uległ Sevilli, przez co do szlagieru przystępuje z trzypunktową stratą do liderów z Katalonii. Kolejna przegrana Królewskich może oznaczać koniec trasy dla sympatycznego hiszpańskiego szkoleniowca…

Na Camp Nou spokój i oczekiwanie na wielki mecz. Wszyscy do ostatnich dni drżeli głównie tylko o zdrowie Leo Messiego. Wszystko wskazuje, że czterokrotny Laureat Złotej Piłki wystąpi jednak od pierwszej minuty. Dzięki temu oba zespoły powinny wystąpić w najmocniejszych składach. Do gry gotowi będą także Benzema oraz Ramos, których występ stał pod znakiem zapytania. W bramce korespondencyjny pojedynek odbędą zatem Claudio Bravo oraz Keylor Navas. W ataku starcie niebotycznych tercetów BBC i MSN. Wracając jeszcze na chwilę do Messiego…

Do tej pory Messi pokonywał bramkarzy Realu czternaście razy w ligowych Klasykach. Dokładnie tyle samo razy czynił to Alfredo di Stéfano. Warto jednak powiedzieć, że była legenda Realu w ciągu jedenastu sezonów (1953/54 – 1963/64) rozegrała dwadzieścia Gran Derbi w lidze (średnia 0,7 bramki na spotkanie), podczas gdy Messi czynił to osiemnastokrotnie (0,77). Jeżeli Atomowa Pchła trafi i jutro pobije kolejny, niezliczony już rekord.

Przed nami wielki mecz i wielkie emocje. Choć Hiszpanie boją się, że sobotnie El Clasico może być „nudne”, jest to scenariusz wielce mało prawdopodobny. W ostatnich spotkaniach obu ekip pada mnóstwo bramek. Dowód? 18 ostatnich meczów – 66 strzelonych bramek. Bilans? 33:33.

O zainteresowaniu spotkaniem niech poświadczą dwie statystyki: najtańszy bilet w internecie kosztuje 600 euro, a na noc z soboty na niedziele zarezerwowane jest 92% pokoi w madryckich hotelach.

Rafa Benitez przed spotkaniem powiedział, że to Real jest faworytem. Bukmacherzy twierdzą podobnie, dając minimalnie większe szanse Realowi (2,5:2,75). Mimo wszystko, moim zdaniem to Barcelona z Santiago Bernabeu schodzić będzie w roli wygranych. Jednakże o wyniku zadecydować może jedna akcja. To idealna chwila na przebudzenie CR7, idealny też moment aby przypieczętować zmianę warty i odebranie Portugalczykowi Złotej Piłki przez Leo Messiego. A może to nie oni będą największymi aktorami sobotniego starcia? Ja tego nie wiem, wy zapewne też. Mądrzy będziemy po meczu, a nim radzę się delektować, bo może znów historia zapisze się na naszych oczach…

POWIEDZ O NAS SWOIM ZNAJOMYM:

Sponsor serwisu:

Dodaj komentarz