W 6 lat na szczyt – historia Tour de Ski

Kilka dni po świętach wystartuje kolejna edycja Tour de Ski – najtrudniejszej i najbardziej rozpoznawanej imprezy narciarstwa biegowego. Dziś jest to wydarzenie o uznanej marce i renomie, ale w przeciwieństwie do rozgrywanego w tym samym czasie Turnieju Czterech Skoczni, nie stoją za nią lata tradycji i burzliwej historii – cykl powołano do życia ledwie sześć lat temu. 

Dzięki sukcesom Justyny Kowalczyk trudno nam wyobrazić sobie przełom grudnia i stycznia bez Tour de Ski. Impreza porywa jednak szerszą rzeszę kibiców – nie tylko tych Biało-Czewonych. Widownia telewizyjna ostatnich edycji przekraczała 500 milionów, na trasach biegaczom dopingowały tysiące rozentuzjazmowanych fanów. Ale to co teraz jest już kultowe, kiedyś było „cyrkiem i narciarskim reality show”. Pierwsza odsłona TdS odbyła się w sezonie 2006/07 i podzieliła ekspertów. Jedni zachwycali się cyklem, a przede wszystkim finiszem na stoku narciarskim Alpe Cermis, inni krytykowali za niesprawiedliwość (sprinterzy byli praktycznie bez szans) i zmuszanie narciarzy do nieludzkiego wysiłku. Najważniejsze jednak, że spodobało się większości uczestników. Nie bez znaczenia były pewnie astronomiczne nagrody (łączna pula przekraczała milion franków szwajcarskich)  i „kupa” punktów Pucharu Świata do zdobycia.

Początek nie wypadł zbyt okazale – z powodu braku śniegu odwołano dwa pierwsze etapy w Novym Meście, Tour zaczął się 31. grudnia 2006 roku na Stadionie Olimpijskim w Monachium. Trybuny tego historycznego obiektu świeciły pustkami – zajętych było nieco ponad sześć tysięcy krzesełek. Dla porównania – pokazowe wyścigi biathlonistów na stadionie w Gelsenkirchen przyciągały w tamtym czasie   kilkadziesiąt tysięcy osób. Całą imprezę wygrali Finka Virpi Kuitunen oraz Niemiec Tobias Angerer. Obowiązywała wówczas dziwna zasada, od której organizatorzy szybko odeszli – by dopisać sobie punkty PŚ wywalczone na poszczególnych etapach, trzeba było ukończyć całą imprezę. Teoretycznie więc, można było wygrać kilka etapów, paść pod Alpe Cermis i wrócić do domu z niczym oprócz pieniędzy. Taki los spotkał Christopha Eigenmanna, pierwszego lidera w historii cyklu. Szwajcar wygrał wspomniany sprint na Olympiastadion, ale na metę w Val di Fiemme nie dotarł.

Na pomysł zorganizowania wieloetapowego wyścigu wpadli Joerg Capol oraz Vegard Ulvang. Ci dwaj działacze FIS-u wymarzyli sobie imprezę podobną do kolarskiego Tour de France. Tutaj nic nie wzięło się z przypadku, podobieństw do Wielkiej Pętli jest całe mnóstwo – od logo i nazwy po układ trasy oraz zasady. No i ci „nieszczęśni” sprinterzy, którzy nie wygrają nigdy klasyfikacji generalnej, ale na finiszach „płaskich” etapów rozpalają widownię do czerwoności. Żywcem przeniesione z kolarstwa…

Więcej o podobieństwach TdF i TdS przeczytacie w archiwalnym tekście Pawła Kazimierczyka.

***

Od powstania do dziś zmieniło się niewiele – najważniejsza reforma to likwidacja wspomnianego wymogu ukończenia cyklu, w celu zapisania punktów do PŚ. Generalne zasady pozostały niezmienione, podobnie jak miejsce ostatniego etapu. Trasa „dojazdowa” ulega modyfikacjom z roku na rok, płynna jest również ilość etapów. Ostatnio było ich 9 – po raz pierwszy i pewnie nie ostatni. Wpis na blogu Joerga Capola sugeruje, że impreza może być dłuższa w każdym sezonie wolnym od Mistrzostw Świata i Igrzysk Olimpijskich.

Dotychczas Tour gościł w zaledwie trzech państwach, gospodarzami etapów były Niemcy (Monachium, Oberstdorf, Oberhof), Czechy (Nove Mesto, Praga) oraz Włochy (Asiago, Val di Fiemme, Dobbiaco, Toblach). W sezonie 2012/13 ekspansja imprezy będzie postępować – jedyne w siódmej edycji sprinty odbędą się w szwajcarskim Van Munstair. Organizatorzy nie wykluczają, że w przyszłości impreza zawita także do Austrii czy Polski. To drugie rozwiązanie wydaje się być dość prawdopodobne, jeśli weźmiemy pod uwagę osiągnięcia Justyny Kowalczyk. Polka trzykrotnie zwyciężyła klasyfikację generalną – wśród kobiet nie ma sobie równych, wśród mężczyzn takim samym osiągnięciem legitymuje się Szwajcar Dario Cologna… urodzony w Van Munstair. Skoro on „dostał” etap w swoich rodzinnych stronach, to czemu miałaby nie dostać go Polka? Największym problemem byłaby pewnie logistyka, ale wszystko da się rozwiązać, np. poprzez usytuowanie w naszym kraju pierwszego etapu.

***

Tour de Ski to narciarska wyrocznia, coś co oddziela mocnych od potężnych, twardych od niezwyciężonych. Na liście triumfatorów są tylko trzy kobiety i trzech mężczyzn. Wspomniani Kowalczyk i Cologna mają po 3 triumfy, Virpi Kuitunen i Lukas Bauer wygrywali po dwa razy, Tobias Angerer i Charlotte Kalla zaliczyli po jednym triumfie.

Zwycięzcy Tour de Ski:

2006/07:

Kobiety: Virpi Kuitunen (FIN) – Kowalczyk zajęła 11. miejsc
Mężczyźni: Tobias Angerer (GER)

2007/08:

Kobiety: Charlotte Kalla (SWE) – Kowalczyk zajęła 7. miejsce
Mężczyźni: Lukas Bauer (CZE)

2008/09:

Kobiety: Virpi Kuitunen (FIN) – Kowalczyk zajęła 4. miejsce
Mężczyźni: Dario Cologna (SUI)

2009/10:

Kobiety: Justyna Kowalczyk (POL)
Mężczyźni: Lukas Bauer (CZE)

2010/11:

Kobiety: Justyna Kowalczyk (POL)
Mężczyźni: Dario Cologna (SUI)

2011/12:

Kobiety: Justyna Kowalczyk (POL)
Mężczyźni: Dario Cologna (SUI)

***

Justyna Kowalczyk jest też niekwestionowaną liderką w etapowych triumfach. Narciarka z Polski zwyciężała na 10 odcinkach TdS. Wśród mężczyzn osiem razy triumfował Peter Northug.

***

Tour de Ski 2012/13 – terminarz, klasyfikacje, zasady >>


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/