Historyczny dwumecz?

Wisła już dawno nie była tak blisko Champions League. Bliżej była tylko w przerwie meczu rewanżowego z Panathinaikosem i przed tym feralnym meczem ostatniej już rundy eliminacji CL.

Wtedy po pewnym zwycięstwie 3:1 w pierwszym meczu, w drugim do przerwy było 0:0. Wszyscy byli już niemal pewni awansu. Panowała radość. Prawie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na „Białą Gwiazdę”.  Jednak to, co wydarzyło się w drugiej połowie była katastrofą. To był dramat. Klęska. Nie wiem jak to jeszcze inaczej nazwać. 3:1 dla Panathinaikosu i dogrywka. Tam Grecy strzelili wiślakom gola numer cztery i to oni mogli świętować awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Niech to zabrzmi jako przestroga przed meczem rewanżowym w Nikozji. Przy Reymonta „Biała Gwiazda” wygrała 1:0, ale ekipa z Nikozji wcale łatwym rywalem nie była i w rewanżu, gdzie dodatkowym atutem gospodarzy będzie cypryjskie gorące powietrze, a przecież piłkarze z Nikozji są do niego doskonale przyzwyczajeni, będzie faworytem. Od początku widać było, że Apoel chciał wygrać już mecz w Krakowie, nie czekał na rewanż by narzucić swój styl gry. Cypryjczycy nieznacznie, lecz dominowali i często zmuszali wiślaków do gry z kontrataku. Pokazali, że nie są klubem z trzeciego piłkarskiego świata. Co prawda pokazali to już wcześniej, strzelając na przykład bramki z wielką Chelsea, czy pokonując Kopenhagę, awansując tym samym do fazy grupowej CL. Ale mimo tego, w Polsce po wylosowaniu Apoel- u wybuchła radość. Nieuzasadniona. Na Cyprze również wybuchła radość. Bardziej uzasadniona, bo w końcu polskie kluby czekają na awans do „raju” lat szesnaście, a cypryjskie tylko dwa. Cypryjczycy okazali się drużyną dobrze zorganizowaną, dobrze grającą piłką, dobrą technicznie. Na pewno, po spotkaniu z takim rywalem, tym większa radość, że „Biała Gwiazda” wygrała. Bo to była drużyna o klasę lepsza od Liteksu i Skonto. Co najmniej o klasę.

Wczoraj Wisła wygrała dzięki jednej akcji Patryka Małeckiego, tak ustawicznie pomijanego przez Franciszka Smudę. Świetnie przy tej bramce zachował się Gervasio Nunez. Najpierw zamarkował strzał z dystansu i niespodziewanie dograł piłkę na prawe skrzydło do Małego. Ten przyjął, najbanalniejszym zwodem wziął na zamach obrońcę z Nikozji, a następnie huknął jak z armaty lewą nogą i nie dał szans greckiemu bramkarzowi, Chiotisowi. Po tej bramce jedna trybuna krzyczała: Smuda!!! Druga odpowiadała: Coooo!!!!!!! A potem cały stadion: Maaałecki!!!!! I to wszystko na oczach Franciszka Smudy, który być może Małeckiego po tym meczu do kadry wreszcie powoła. Ale w sumie, czy to spotkanie było jakimś bardzo dobrym w wykonaniu skrzydłowego Wisły? Moja odpowiedź: nie.  Małecki w tym meczu pokazał  charakter, trochę  umiejętności, aczkolwiek kilka jego decyzji niewątpliwie nie należało do najlepszych. Patrykowi zdarzało się grać czasami zbyt indywidualnie, po czym następowała strata. Często lepiej zagrać piłkę, niż bezsensownie prowadzić, prowadzić i prowadzić tę piłkę przy linii bocznej i na końcu ją jeszcze stracić. Mnie naprawdę Mały nie zachwycił.  Nie zagrał źle, ale naprawdę nic wielkiego nie pokazał. Za bohatera – owszem –  można go uznać, bo przy bramce zachował się bardzo dobrze, ale jego występ jako całokształt, bardzo dobry nie był.

Mnie pozytywnie zaskoczył Marko Jovanović, który  z konieczności musiał zastąpić na prawej stronie defensywy kontuzjowanego Michela Lameya. Spisał się naprawdę dobrze, a wcześniej przekonania do tego piłkarza nie miałem, bo w pierwszych meczach sparingowych nie zachwycał. W lidze nie grał jeszcze ani razu, ponieważ jest zawieszony, a dotychczas w eliminacjach Champions League zaliczał tylko epizody. Jednak nie zawiódł. Zawiódł jednak Tsvetan Genkov. Był bardzo mało aktywny, praktycznie jakby go nie było, nie dochodził do strzałów, sytuacji, po prostu zagrał bardzo słabo. Nie istniał. Dziwi mnie, czemu Robert Maaskant nie wprowadził Dudu Bitona. Widać, że chłopak jest w formie, bo strzelił trzy gole, w trzech meczach  T-mobile Ekstraklasy. Oprócz tego po wejściu mógłby pokazać taką sportową złość, chciałby udowodnić, że to on, a nie Genkov powinien grać. Mając na myśli sportową złość, nie mam na myśli takiej złości, jaką wczoraj okazał Marcelo, faulując w końcówce meczu o Superpuchar Hiszpanii Fabregasa,  bo to raczej była złość, ale nie sportowa.

Słabiej trochę spisał się Melikson. Nie był tak aktywny, jak to zwykle bywa, nie brał gry na siebie, nie wygrywał tak często pojedynków jeden na jeden. Ten mecz pokazał, że Maor nie jest jeszcze tak wspaniałym piłkarzem, za jakiego go uważamy. Gra świetnie, czaruje, drybluje, ale na tle naszych przeciętnych ligowców. Prawdziwą wartość piłkarza poznaje się właśnie po takich meczach, a Izraelczyk zagrał bardzo przeciętnie.

Jak już pisałem, w rewanżu „Białej Gwieździe” będzie bardzo ciężko. Dwumecz absolutnie nie jest jeszcze wygrany i po wczorajszym wyniku Wisła wcale nie wyrosła na faworyta tego pojedynku. W Nikozji Apoel rzuci wszystko na jedną kartę i wiślacy mogą mieć naprawdę spore problemy.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl